
Bronisław Komorowski podczas wizyty w siedzibie stowarzyszenia Barka w Poznaniu oświadczył, że podpisał ustawę, która pozwala mu na ratyfikację Konwencji antyprzemocowej Rady Europy. To stawia Andrzeja Dudę w trudnej sytuacji.
REKLAMA
Prezydent zapowiedział, że kiedy tylko dostanie odpowiednie dokumenty z MSZ podejmie ostateczną decyzję w spawie ratyfikacji konwencji antyprzemocowej. Nie zostawił wątpliwości, jaka to będzie decyzja.
Komorowski tłumaczył, że głowa państwa musi podejmować decyzje nawet wbrew kampanijnemu interesowi, a on nie chce, by konwencja stała się zakładnikiem wyborów. Prezydent ujawnił, że trwa badanie prawne dokumentu pod względem zgodności z konstytucją i pod względem wpływu na polskie prawo.
Prezydent relacjonował ekspertyzy prawników, które nie wskazują na niezgodność dokumentu z konstytucją. Wpływ konwencji na polskie prawo Komorowski ocenił jako pozytywne, wskazując na obowiązek ścigania gwałtów z urzędu, a nie z zawiadomienia ofiary oraz regulacje, które pozwolą usunąć z mieszkania sprawcę przemocy, a nie ofiarę.
Komorowski wykonał też gest w kierunku konserwatywnego elektoratu nieco dystansując się od języka konwencji. Stwierdził, że niezupełnie przystaje on do naszego kręgu kulturowego. Przypomniał, że pojecie "gender" wprowadził do polskiego prawa rząd Jarosława Kaczyńskiego w 2007 roku. Według niego nie wywołało to żadnych negatywnych konsekwencji.
Decyzja prezydenta stawia w trudnej sytuacji Andrzeja Dudę, który jest przeciwnikiem konwencji. Łącząc to ze sprzeciwem wobec in vitro może stworzyć wizerunek kandydata nieczułego na ludzkie krzywdy. Sztab PO ma tutaj duże pole do popisu.
