
Kampania wyborcza to ciężka fizyczna praca. Kilka spotkań dziennie, często na świeżym powietrzu, przemówienia, uściski rąk, autografy i zdjęcia. To wykańcza. Ale też - jak przekonują kandydaci - dodaje sił. Spędziłem weekend z Bronisławem Komorowskim, który odwiedził Szamotuły, Czarnków i Kłodawę. Podczas spotkań na rynkach niewielkich miast czuł się naprawdę dobrze.
REKLAMA
Tłumy mimo deszczu
Ponury sobotni wieczór, deszcz, wiatr i niska temperatura. Pomimo tego na rynku w Czarnkowie jest kilkaset osób. - Chciało się pani przyjść? - zagaduję starszą kobietę, która przyprowadziła wnuka. - A dlaczego nie? To prezydent do nas przyjechał - odpowiada. I to dopiero drugi raz w historii miasteczka.
Ponury sobotni wieczór, deszcz, wiatr i niska temperatura. Pomimo tego na rynku w Czarnkowie jest kilkaset osób. - Chciało się pani przyjść? - zagaduję starszą kobietę, która przyprowadziła wnuka. - A dlaczego nie? To prezydent do nas przyjechał - odpowiada. I to dopiero drugi raz w historii miasteczka.
Inna kobieta, młodsza, z wózkiem, przyszła przypadkiem. - Wracałam ze spaceru z dzieckiem, zobaczyłam, że prezydent przyjechał, to przyszłam - tłumaczy. Pytam, czy podobało się jej przemówienie głowy państwa. - Tak, ładnie mówił o tej zgodzie - mówi moja rozmówczyni.
Łagodna krytyka
Oczywiście na wiecu nie brakuje też krytycznych głosów. Jest więc kilkoro bojowo nastawionych młodzieńców, którzy próbowali skandować hasła wymierzone przeciw Komorowskiemu. Skutecznie zagłuszyła ich orkiestra dęta, a BOR pilnował, by nie dostali się blisko prezydenta. Starsza pani mówi, że teraz to już mogą sobie obiecywać co chcą, bo ona niedługo przechodzi na emeryturę.
Oczywiście na wiecu nie brakuje też krytycznych głosów. Jest więc kilkoro bojowo nastawionych młodzieńców, którzy próbowali skandować hasła wymierzone przeciw Komorowskiemu. Skutecznie zagłuszyła ich orkiestra dęta, a BOR pilnował, by nie dostali się blisko prezydenta. Starsza pani mówi, że teraz to już mogą sobie obiecywać co chcą, bo ona niedługo przechodzi na emeryturę.
Temat emerytur pojawił się też w niedzielę w Kłodawie. - Musicie coś zrobić dla emerytów, bo dawanie im 20 zł podwyżki nas obraża - mówiła starsza kobieta. Komorowski tylko potakiwał. - Liczyłam, że dadzą mi mikrofon, chciałam powiedzieć mu co myślę - tłumaczyła później w rozmowie z naTemat. Pomimo pewnego rozgoryczenia była zadowolona, że mogła powiedzieć prezydentowi co myśli.
Czar Komorowskiego
I tak jest w większości przypadków. Bo od Komorowskiego nikt nie oczekuje konkretnych rozwiązań, których wymagano od Donalda Tuska w kampanii wyborczej w 2011 roku. Jemu ludzie chcą się pożalić, usłyszeć kilka słów otuchy i potwierdzenie, że ich diagnoza jest słuszna. Nie jest to raczej wynik powszechnej świadomości na temat uprawnień prezydenta, ale osobowości Komorowskiego, który jest dobrym wujkiem, a nie twardym władcą. Czasami Polacy potrzebują i kogoś takiego.
I tak jest w większości przypadków. Bo od Komorowskiego nikt nie oczekuje konkretnych rozwiązań, których wymagano od Donalda Tuska w kampanii wyborczej w 2011 roku. Jemu ludzie chcą się pożalić, usłyszeć kilka słów otuchy i potwierdzenie, że ich diagnoza jest słuszna. Nie jest to raczej wynik powszechnej świadomości na temat uprawnień prezydenta, ale osobowości Komorowskiego, który jest dobrym wujkiem, a nie twardym władcą. Czasami Polacy potrzebują i kogoś takiego.
Na pierwszym sobotnim spotkaniu, w Szamotułach. Kobieta w średnim wieku przyszła na nie ze swoim megafonem, próbowała skandować hasła o bankructwie systemu emerytalnego, ale została wciągnięta w dyskusję z innymi uczestnikami spotkania. Tam też na prezydenta czekała grupa zwolenników Janusza Korwin-Mikkego, ale panowie byli mało przebojowi i prezydent mógł nawet ich nie zauważyć.
Stały schemat
Każde spotkanie przebiega według podobnego schematu. Komorowski przyjeżdża Bronkobusem, na miejscu czeka już tumek i obowiązkowa orkiestra. Lokalny poseł wita gościa, później kilka przemówień działaczy samorządowych i krótkie przemówienie Komorowskiego. Raczej ogólnikowe, traktujące o "zgodzie i bezpieczeństwie". - Bardzo mi miło, że mnie zaprosiliście i przyszliście się ze mną spotkać - to zdanie pada na początku każdego przemówienia.
Każde spotkanie przebiega według podobnego schematu. Komorowski przyjeżdża Bronkobusem, na miejscu czeka już tumek i obowiązkowa orkiestra. Lokalny poseł wita gościa, później kilka przemówień działaczy samorządowych i krótkie przemówienie Komorowskiego. Raczej ogólnikowe, traktujące o "zgodzie i bezpieczeństwie". - Bardzo mi miło, że mnie zaprosiliście i przyszliście się ze mną spotkać - to zdanie pada na początku każdego przemówienia.
Później długa droga powrotna do Bronkobusa, podczas której prezydent rozdaje autografy i robi sobie zdjęcia z wyborcami. To najdłuższa część wizyty, trwa z reguły kilkadziesiąt minut. Starsi proszą o autgrafy na ulotkach, które prezydent rozdaje, młodsi robią sobie selfie.
Wewnątrz Bronkobusa
Za każdym razem otacza go wianuszek młodych działaczy PO z banerami #popieramKomorowskiego, którzy robią za tło. To standard w kampanii wyborczej, podobnie robi sztab Andrzeja Dudy. Na każdym spotkaniu Komorowskiego jest kilkaset osób, znacznie więcej, niż na wiecach Andrzeja Dudy. Sztab prezydenta w tej chwili organizuje mniej spotkań w ciągu dnia, niż sztab Dudy, ale są one bardziej efektywne.
Za każdym razem otacza go wianuszek młodych działaczy PO z banerami #popieramKomorowskiego, którzy robią za tło. To standard w kampanii wyborczej, podobnie robi sztab Andrzeja Dudy. Na każdym spotkaniu Komorowskiego jest kilkaset osób, znacznie więcej, niż na wiecach Andrzeja Dudy. Sztab prezydenta w tej chwili organizuje mniej spotkań w ciągu dnia, niż sztab Dudy, ale są one bardziej efektywne.
Z jednego miejsca na drugie Komorowski przejeżdża swoim Bronkobusem, czyli dwupiętrową Setrą. Na dolnym pokładzie podróżuje prezydent i jego najbliższe otoczenie - sztabowcy, czasami współpracownicy z Kancelarii i ochrona osobista z BOR. U góry siedzą wspomniani młodzi pracownicy sztabu.
Mocny przekaz
Przez to, że autobus jest obklejony jest tam dość ciemno i ponuro, a do tego duszno. Dlatego czasem czasem prezydenta zmoże sen i ucina sobie drzemkę. Ale nie ma specjalnie wydzielonej części, robi to jak każdy pasażer, na fotelu.
Przez to, że autobus jest obklejony jest tam dość ciemno i ponuro, a do tego duszno. Dlatego czasem czasem prezydenta zmoże sen i ucina sobie drzemkę. Ale nie ma specjalnie wydzielonej części, robi to jak każdy pasażer, na fotelu.
Wypoczęty prezydent w Kłodawie Komorowski dość mocno - jak na swój temperament polityczny - zaatakował konkurentów. Apelował, by wyborcy nie ufali tym, którzy obiecują uchwalenie "ustawy o zdrowiu, szczęściu i dobrobycie". Akcentował różnicę między obietnicami wyborczymi Andrzeja Dudy a jego planem pracy na kolejne pięć lat. Wzywał też, by nie wierzyć politycznym naciągaczom.
Nowy projekt ustawy
Prezydent zapowiedział też, że przedstawi projekt nowelizacji kodeksu pracy, który uelastyczni zasady rozliczania urlopów rodzicielskich i wychowawczych. To kolejny etap umacniania wizerunku Komorowskiego jako prezydenta rodzin. Dlatego też przed wizytą w Kłodawie prezydent odwiedził wielopokoleniową rodzinę w Rudej koło Turku.
Prezydent zapowiedział też, że przedstawi projekt nowelizacji kodeksu pracy, który uelastyczni zasady rozliczania urlopów rodzicielskich i wychowawczych. To kolejny etap umacniania wizerunku Komorowskiego jako prezydenta rodzin. Dlatego też przed wizytą w Kłodawie prezydent odwiedził wielopokoleniową rodzinę w Rudej koło Turku.
Można odnieść wrażenie, że Komorowski lepiej czuje się wśród mieszkańców niewielkich miasteczek i wsi, niż na salonach i spotkaniach z możnymi tego świata. W kampanii wyborczej to ogromna zaleta, co widać w komentarzach po pierwszym tygodniu objazdów Bronkobusa. Dlatego też sztab Komorowskiego planuje je kontynuować aż do Końca kampanii. I to z rosnącą częstotliwością.
