W Platformie narzekają na fakt, iż prezydent Bronisław Komorowski nawet w kampanii wyborczej otacza się tylko zaprzyjaźnionymi doradcami.
W Platformie narzekają na fakt, iż prezydent Bronisław Komorowski nawet w kampanii wyborczej otacza się tylko zaprzyjaźnionymi doradcami. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

- Potrzebne, ale niewystarczające. W internecie, na Facebooku czy Twitterze wokół prezydenta rechot i nikt z tym nic nie robi - skarżą się najnowszemu "Newsweekowi" politycy Platformy Obywatelskiej. W której nie ukrywają, że kampania prezydencka prowadzona jest nieco na siłę i w atmosferze chaosu. Wynikającego z faktu, że od dawna między partią a prezydentem nie było najlepszej atmosfery.

REKLAMA
Falstart
Jak ujawnia "Newsweek", to był też powód, dla którego start kampanii prezydenta Bronisława Komorowskiego spowodował, że zamiast umocnić się w sondażach, zaczął on nagle tracić wysokie poparcie zbudowane przez minione pięć lat. Chaos w tamtym momencie był tak głęboki, że kampanię rozpoczynano bez wyznaczenia szefa sztabu. – Wciąż nie byłem oficjalnie szefem kampanii, więc nie mogłem podejmować żadnych działań, ale czułem niesamowite ciśnienie, żeby coś robić i zatrzeć złe wrażenie – mówi "Newsweekowi" Robert Tyszkiewicz, który od kilku tygodni wreszcie funkcję głównego architekta kampanii prezydenta sprawuje.
To on wymyślił "bronkobusy", których przystanki bywają zakłócane przez przeciwników politycznych, ale skutecznie odciągają one uwagę od innych kandydatów. Ruszyć w teren nakazała jednak wcześniej sama premier Ewa Kopacz. Jak ujawnia "Newsweek", nie chciała ona popełnić błędu sprzed 10 lat, gdy sondaże długo dawały pewne zwycięstwo w wyborach prezydenckich Donaldowi Tuskowi. W PO już wtedy świętowano, a tymczasem w powiatach Prawo i Sprawiedliwość wykradało sukcesywnie poparcie dla Lecha Kaczyńskiego.
Ewa Kopacz na siebie wzięła też rolę złego policjanta i stanęła na czele ostrego ataku na opozycję. "Newsweek" przypomina, że dziś za jej plecami stoi przecież Michał Kamiński, który przed dekadą był jednym z tych spin doctorów PiS, którzy wywalczyli prezydenturę dla Kaczyńskiego. On też najlepiej wie, jak skuteczne jest wskazywanie najbardziej kontrowersyjnych cech PiS, które wystraszonych tą partią wyborców od lat skłaniają do przedłużania kadencji polityków PO.
Współpraca z przymusu i na pokaz?
"Newsweek" podkreśla też, że Ewa Kopacz tę walkę podjęła nie dla Bronisława Komorowskiego, z którym relacje nie układały jej się najlepiej. Polityczna spadkobierczyni Donalda Tuska walczy przede wszystkim swoją władzę. Wygranie wyborów prezydenckich w pierwszej turze powinno znacząco ułatwić sukces w kampanii parlamentarnej. I potwierdzić, że Ewa Kopacz jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. W co przecież w Platformie wielu mocno powątpiewa.
Prezydent Bronisław Komorowski jednak tego nie ułatwia. Podobnie, jak nie ułatwia samemu sobie szybkiej reelekcji. Wszystko przez fakt, że z Kancelarii Prezydenta uczynił przez minione lata swoje osobne ugrupowanie. – W internecie, na Facebooku czy Twitterze wokół prezydenta rechot i nikt z tym nic nie robi. Ale skoro otoczyło się kółkiem wzajemnej adoracji, ludźmi – zgoda – szacownymi, ale nie liniowcami, nie fighterami, to nie ma się co dziwić – mówią "Newsweekowi" w PO.