Tyszkiewicz o Muzeum Zgody: Słaby dowcip, jak mówi młodzież "suchar". Pokazuje, że kampania Dudy zabrnęła w ślepy zaułek

Robert Tyszkiewicz z PO zarzuca PiS-owi brak pozytywnego przekazu i skupianie się na atakach.
Robert Tyszkiewicz z PO zarzuca PiS-owi brak pozytywnego przekazu i skupianie się na atakach. Fot. S.Kamiński/AG
PiS w weekend postawił na przekaz negatywny, otwierając Muzeum Zgody i emitując spot przypominający wpadki Bronisława Komorowskiego. – Przekaz, który ma uwypuklać domniemane słabości konkurenta jest o tyle żałosny, że pokazuje brak własnego pozytywnego przesłania – mówi w "Bez autoryzacji" Robert Tyszkiewicz, szef sztabu Bronisława Komorowskiego.


Bronisław Komorowski odwiedzi muzeum swojego imienia, które w Warszawie otworzył sztab Andrzeja Dudy?

Uważam, że to słaby dowcip, jak mówi młodzież "suchar". To pokazuje, że kampania wyborcza Andrzeja Dudy zabrnęła w ślepy zaułek. Jeżeli w tak ważnych wyborach próbuje się skupić uwagę opinii publicznej przy użyciu takich nieco kabaretowych chwytów, to zasadne jest pytanie, czy sam kandydat nie traktuje wyborców i własnej kampanii w sposób kabaretowy. Myślę, że i publicyści, i wyborcy sami ocenią jakość tego pomysłu, my nie będziemy się do tego odnosili.


Może jest tak, że Duda po poważnym wystąpieniu programowym chce wprowadzić nieco luzu do swojej kampanii i sięgać po wszystkie elektoraty: zarówno ten oczekujący poważnych argumentów, jak i ten ceniący takie gadżety?

Ale pozostaje jeszcze kwestia jakości. Jest w kampanii i miejsce na humor, i na uszczypliwości. Ale ten pomysł sztabu PiS oceniam jako marny i wysilony. Szkoda czasu, energii i pieniędzy podatnika na tego typu przedsięwzięcia. Lepiej by było, gdyby kandydat PiS-u wydał te pieniądze na zorganizowanie kilku spotkań z wyborcami, porozmawiałby z nimi i usłyszał od nich kilka lepszych pomysłów na kampanię.

PiS zaatakował też spotem wykorzystującym językowe potknięcia prezydenta. Nie boi się pan, że w tym intensywnym kampanijnym trybie prezydent będzie popełniał kolejne wpadki, dostarczając PiS-owi materiału na kolejne takie spoty?


Polacy dobrze potrafią odróżnić autentyczność Bronisława Komorowskiego od plastikowej, wystudiowanej zręczności Andrzeja Dudy, który po prostu odgrywa napisane mu role. Dlatego mniej spotyka się z ludźmi, praktycznie nie spotyka się z nimi w formule otwartej, tylko stara się używać takich instrumentów jak happening czy spot, jako głównych narzędzi komunikacji. Myślę, że to nie przyniesie spodziewanych efektów.


Różnica między Dudą a Komorowskim jest taka, że Bronisław Komorowski jest postacią prawdziwą. Nie zamierzamy zmieniać formuły kampanii, bo każdemu może się zdarzyć w trakcie tego maratonu wyborczego potknięcie językowe, chwila zmęczenia, ale ludzie doceniają to, że chce się do nich wychodzić, chce się z nimi rozmawiać. Doceniają to, że kandydat w taki sposób demonstruje szacunek dla nich i przyjmują go takim, jaki jest.

Nie oczekują osoby, która jest skończoną doskonałością, wystudiowanym aktorem, ale człowieka, który w walce ze swoim zmęczeniem daje im ten walor prawdziwego kontaktu. Daje im swoją determinację, swoją wiarę, swoją wizję kraju. To, co jest prawdziwe, nie musi być jakoś specjalnie pakowane. Nie chcemy zmieniać na użytek kampanii wizerunku Bronisława Komorowskiego, bo wszyscy go dobrze znają i wszyscy lubią go za to, jakim jest człowiekiem.

Tak krytyka ze strony PiS pokazuje, że tam nie ma własnego pomysłu, na pozytywny przekaz. Przekaz, który ma uwypuklać domniemane słabości konkurenta jest o tyle żałosny, że pokazuje brak własnego pozytywnego przesłania. Ja go nie dostrzegam i wyborcy też zwrócą na to uwagę. Nie może być prezydentem ktoś, kto koncentruje się na wyzłośliwianiu na konkurentów.

Cała ta kampania będzie o in vitro i konwencji antyprzemocowej? Tak się w tej chwili zapowiada, to mocne tematy.

To będą mocne tematy, które pokazują fundamentalną różnicę światopoglądową między Bronisławem Komorowskim a Andrzejem Dudą. Prezydent jest osobą otwartą, osobą szukającą kompromisu, a Andrzej Duda jest fundamentalistą, radykałem, chciał karać dwoma latami więzienia za stosowanie in vitro, a konwencję Rady Europy uważa za zagrożenie dla obyczajów i kultury w Polsce.

To ważna informacja dla wyborców. Bardzo ważna. Polacy chcą prezydenta, który będzie prezydentem tolerancji, kompromisu, a nie prezydenta, który w oparciu o własny radykalizm będzie budował zmieniał Polskę w zaścianek, kraj zamknięty, kraj wojen i sporów światopoglądowych. To jest bardzo istotny spór, w jakiejś mierze jeden z fundamentalnych w kampanii, bo do zadań prezydenta należy tworzenie klimatu życia publicznego.

To wynika może nie z litery prawa, ale ze zwyczaju. Ten klimat albo będzie otwarty, tolerancyjny, pełen zgody i porozumienia, albo będzie klimatem wojen światopoglądowych, ścierania się radykalizmów, spychania Polski z torów europejskich do zaścianka. To jest propozycja, którą te dwie ustawy wyraziście pokazują.

Niektórzy zarzucają, że przez pięć prezydent wypromował kotylion, a teraz używa go w kampanii. I mają w tym sporo racji.

Rzeczywiście to jest kotylion. Uważam, że z tego nie można czynić zarzutu, ale wręcz pochwałę. Jeśli przez pięć lat polityk dopracował się powszechnie rozpoznawalnego logo, symbolu swojej działalności w dziedzinie kreowania nowoczesnego patriotyzmu, to dobrze. To publiczna własność, nas wszystkich.

Czyli Andrzej Duda też mógłby go użyć w swojej kampanii?

Ależ oczywiście, niech go używa. To prawo nas wszystkich i dlatego na wszystkich spotkaniach tak wiele tych kotylionów rozdajemy. Chcemy połączyć przekaz naszego kandydata z promocją naszych barw narodowych. To się bardzo ludziom podoba, bo też tak widzą zadania prezydenta, że jest postacią, która promuje zachowania i wartości patriotyczne.