
Kampania wyborcza wchodzi w kolejny zakręt, więc kandydaci zaczynają się licytować, który z nich jest... lepszym katolikiem. Spotykają się z hierarchami, chętnie fotografują w sanktuariach, ale co z tego wynika?
Bronisław Komorowski nigdy nie ukrywał, że jest katolikiem. Wręcz przeciwnie – zawsze chętnie podkreślał swoje przywiązanie do religii, tradycji, Kościoła. Nie inaczej jest w trakcie kampanii wyborczej, kiedy jego główny rywal – Andrzej Duda – kreowany jest przez swój sztab wyborczy na człowieka „prawdziwej” wiary (w opozycji do „waniliowego katolicyzmu” Komorowskiego).
Kandydat PiS na prezydenta także chętnie ogrzewa się w cieple kościelnych hierarchów. Pod koniec lutego Andrzej Duda spotkał się z bp Wiesławem Meringiem, który w mediach głównego nurtu zaistniał jako gorący krytyk ks. Adama Bonieckiego (za niedostrzeganie w Nergalu satanisty) oraz... Bronisława Komorowskiego (za nieudzielenie wsparcia starającej się o miejsce na multipleksie Telewizji Trwam).
Andrzej jest człowiekiem zasad i bardzo głębokiej wiary. Mogę powiedzieć, że wywodzi się z bardzo katolickiej i porządnej rodziny
Wystąpienie Dudy w Radiu Maryja czy wcześniejsze spotkanie z bp Meringiem obeszło się bez większego echa w prawicowych portalach. Może jedynie poza faktem dostrzeżenia (jeśli nie w hurraoptymistycznym, to przynajmniej neutralnym tonie) powyższych wydarzeń. Ale czy ktokolwiek z prawej (ale i lewej!) strony komentujących zająknął się na temat tego, że jest to przedmiotowe traktowanie Kościoła i naruszanie rozdziału państwa i Kościoła?
Licytacja głównych kandydatów na to, który z nich jest lepszym katolikiem, budzi niesmak. I to nie tylko ze strony lewicowych wyborców czy ateistów, którzy zawsze chętnie demonstrują swój dystans do Kościoła, ale także samych katolików, którzy czują pewien niesmak i dyskomfort z powodu takiego przedmiotowego traktowania wiary.
Nie widzę powodu, dla którego kandydaci na urząd prezydenta mieliby odwoływać się podczas kampanii do swoich sympatii bądź antypatii wobec Kościoła
Takie przytulanie się do Kościoła w kampanii wyborczej odbierane jest z dużą nieufnością. Pamiętamy przecież ślub byłego premiera w trakcie kampanii wyborczej. Odnoszę wrażenie, że niektóre środowiska kościelne niepotrzebnie włączają się do kampanii, udostępniając na przykład swoją antenę. W końcu wybieramy Prezydenta RP, a nie Przewodniczącego KEP
Napisz do autorki: marta.brzezinska@natemat.pl
