
W miniony weekend piłkarki ręczne Pogoni Baltica Szczecin wygrały z zawodniczkami tureckiego klubu Ardesen i awansowały do półfinału Challenge Cup. Świętowanie sukcesu nie przebiegało jednak w dobrej atmosferze. Po zakończeniu spotkania piłkarki Pogoni zostały zaatakowane i musiały szybko uciekać do szatni.
REKLAMA
Krewkość miejscowych kibiców dała o sobie znać jeszcze w trakcie meczu, gdy po podyktowaniu rzutu karnego dla Pogoni na sędziów zaczęły spadać rzucane z trybun przedmioty. Kiedy spotkanie zbliżało się do końca, a polski klub był już bardzo bliski awansu, do personelu szczecińskiego klubu podeszli policjanci
– Powiedzieli, że zaraz po meczu mamy się zebrać całym zespołem na środku boiska. Radzili, byśmy się nie cieszyli ze zwycięstwa – relacjonował portalowi Sport.pl Adrian Struzik, trener Pogoni.
Po zakończeniu spotkania, zgodnie z otrzymaną radą, piłkarki polskiego klubu zebrały się na środku boiska. Wówczas uznały, że rywalizację należy zakończyć tradycyjnym „przybiciem piątek” z rywalkami. Szybko okazało się, że nie była to nazbyt rozsądna decyzja, bowiem jedna z tureckich zawodniczek uderzyła Annę Jaszczuk w twarz.
– Nasze dziewczyny ruszyły na ratunek koleżance. My wszyscy ze sztabu szkoleniowego natychmiast wbiegliśmy na boisko z odsieczą. Po chwili zaczęli pędzić w naszą stronę wściekli tureccy kibice – opowiadał Struzik „Przeglądowi Sportowemu”.
Korzystając z pomocy służb porządkowych, piłkarki Pogoni zdołały w końcu schronić się w szatni. Później, po powrocie do hotelu, były pilnowane przez policję. Jeszcze przed przybyciem do hotelu klub poinformował na Facebooku, że zawodniczki nie odniosły poważniejszych obrażeń.
W kolejnej rundzie Challenge Cup piłkarki Pogoni pojadą do Lwowa.
źródła: Sport.pl, "Przegląd Sportowy"
