Przepis Łukasza Warzechy na publicystykę? Ataki personalne i chamstwo.
Przepis Łukasza Warzechy na publicystykę? Ataki personalne i chamstwo. youtube.com

Agnieszka Gozdyra jest „tępawą prowadzącą”, za to bardzo z siebie zadowoloną, a Jerzy Urban, który był gościem w jej programie „Skandaliści” „starym, obleśnym satyrem”, którego "żałosne, wstrętne życie zbliża się do końca”. W sumie Gozdyra lepiej by zrobiła, skoro jej zależało na oglądalności, gdyby zdecydowała się defekować w programie – uważa pan Łukasz Warzecha, o czym nie omieszkał poinformować w jednym z serii swoich „niepokornych” felietonów na łamach serwisu braci Karnowskich.

REKLAMA
W tym samym tekście, w którym obraził Agnieszkę Gozdyrę, pan Warzecha napisał, że z Urbanem – nie tylko satyrem, ale i libertynem, choć akurat to ostatnie określenie, o czym być może pan Warzecha nie wie, obraźliwe nie jest – libertynizm to wszak oświeceniowy nurt wolnomyślicielski, którego przedstawicielami byli między innymi Denis Diderot i Wolter – by nie rozmawiał. Ale wcale nie dlatego, że jest na niego jakość szczególnie zły. Nie nie, po prostu dlatego, że Jerzy Urban wzbudza w niepokornym „tak daleko idące obrzydzenie, że nie potrafiłby się przemóc”.
"Dziunia", "to" i zdrada
We mnie obrzydzenie wzbudza coś zgoła innego. Bezpardonowe, personalne i zwyczajnie chamskie ataki pana Warzechy, które z upodobaniem zamieszcza w swoich tekstach i na Twitterze. Pan Warzecha jak ognia unika rzetelnej, merytorycznej krytyki popartej argumentami – bo te najpierw trzeba by mieć – za to widoczną satysfakcję sprawia mu chamskie komentowanie wszystkiego i wszystkich tych, którzy ośmielają się mieć inne niż on zdanie.
Nie tak dawno nazwał naszą redakcyjną koleżankę „dziunią” oraz łaskaw był wyrazić się o niej per „to”. Kiedy Kamil Sikora grzecznie go poprosił, by raczył przeprosić za swoje grubiaństwo, został ochrzczony „cyngielkiem”. Marcie Brzezińskiej dostało się, bo ośmieliła się przejść z redakcji Frondy do naTemat. Warzecha płacze i szaty rozdziera. Zdrada! – krzyczy. Bo jak to – jedna z naszych przeszła do nich? Tym sposobem Brzezińska straciła cenną znajomość z Warzechą na Facebooku, otrzymawszy po drodze kilka wiadomości, których treść mogłaby być instruktażem pod tytułem „jak efektywnie zamieścić w krótkiej wiadomości jak najwięcej jadu”.
Lewacka myśl
Ciekawe, czy w panu Warzesze obrzydzenie wzbudza także fakt, że Marta Brzezińska ośmieliła się w naTemat napisać tekst o odejściu Elizy Michalik z radia RDC. Jak śmiała, skoro dwa lata temu napisała krytyczny tekst o Michalik na łamach Frondy? Jak może pisać o Kościele, skoro odeszła z prawicowej redakcji mającej monopol na słuszne poglądy i jeszcze słuszniejsze ich prezentowanie? Ano może i robi to znakomicie, w dodatku, choć może panu Warzesze nie mieści się to w głowie, nikt jej poglądów i tekstów nie cenzuruje. Na tym polega ta obrzydła panu Warzesze „lewacka” wolność myśli.
W cytowanym na początku felietonie pana Warzechy o przemożnym obrzydzeniu, jakie odczuwa wobec Jerzego Urbana, znalazł się także piękny fragment o wyraźnie katolickim wydźwięku, jak to pan Warzecha lituje się nad Jerzym Urbanem, którego jest mu żal, „tak jak powinno być nam żal kogoś bezdennie złego, o kim wiemy, że nie ma już chyba szans na poprawę”.
"Jeden cham zepsuje każdą kulturalną imprezę"
Podobną litość wzbudza we mnie postawa i pisarstwo pana Warzechy, który nie potrafi zrozumieć, że podstawą demokracji i wolnych mediów jest właśnie pluralizm. Ten jest dla niego złem wcielonym, które należy zwalczać za pomocą tygodnika czy portalu braci Karnowskich, bezwzględnie rozprawiając się z tymi, którzy mają inne poglądy. Pan Warzecha być może zapędził się trochę w samouwielbieniu i zapomniał, że nie jest jedynym sprawiedliwym, choć do takiej roli ewidentnie aspiruje.
Dialog – tak. Rozmawiajmy, kłóćmy się, dyskutujmy. Ale lincz – nie. Chamstwo, seksizm, zaślepienie i całkowita głuchota na argumenty – nie.
Bertrand Russell napisał kiedyś, że jedna kulturalna osoba to zbyt mało, aby podnieść poziom imprezy chamów, natomiast jeden cham zepsuje każdą kulturalną imprezę. Otóż to.

Napisz do autorki:anna.dudek@natemat.pl