Po śmierci dwóch młodych mężczyzn w Legionowie i Sosnowcu wybuchły zamieszki.
Po śmierci dwóch młodych mężczyzn w Legionowie i Sosnowcu wybuchły zamieszki. Fot: Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta / Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta

W ostatnim czasie po interwencji policji zmarło dwóch młodych mężczyzn. Jednak wspólne dla obydwu spraw nie są wyłącznie tragiczne zakończenie i działalność mundurowych, lecz także narkotyki. Jeden z mężczyzn próbował połknąć saszetkę z marihuaną (za posiadanie której groziłoby mu do 3 lat więzienia), drugi natomiast był pod wpływem narkotyków albo dopalaczy.

REKLAMA
Po obydwu wydarzeniach, w wyniku których życie straciło dwóch młodych mężczyzn, miały miejsce zamieszki pod komisariatami, zarówno w Legionowie, jak i Sosnowcu. W ostatnią niedzielę pod komendą w Legionowie zebrało się ponad tysiąc osób, które na początku nie przejawiały agresji, lecz z czasem zaczęły rzucać w budynek jajkami, wybijać szyby i organizować regularny szturm na komendę. Rodzina 19-letniego Rafała jest przekonana, że za śmierć chłopaka odpowiadają funkcjonariusze.
Matka 19-letniego Rafała w rozmowie z TVP Info

Zabili mi syna. Bo doktor powiedziała, że gdyby on sam tego nie przytrzymał, to by przeszło przez gardło. Ale pan policjant chciał mieć dowód rzeczowy, no i zabił mi dziecko.

Podobnego zdania jest ojciec zabitego 23-letniego Radka, który po zażyciu dopalaczy stracił życie. Uważa on, że chłopak został brutalnie pobity przez funkcjonariuszy, co przyczyniło się do śmierci. Jako dowód pokazuje zdjęcia obitej twarzy chłopaka.
Kto winien?
- Widziała pani kiedyś, jak zachowuje się człowiek po narkotykach czy dopalaczach? - pyta mnie policjantka z warszawskiego komisariatu. - Ci ludzie zdobywają nagle nadprzyrodzone siły, bywają bardzo agresywni i nieobliczalni. Policjant nie bije szarpiącego się człowieka, stara się go opanować, sama byłam świadkiem, jak naćpany rzucał się na ziemię, walił głową w mur - dodaje.
Nie można zaprzeczyć, że bywa iż policjanci nadużywają swojej władzy. Bywały przypadki, gdy znacząco przekroczyli swoje uprawnienia. Jednak w przypadku 23-letniego Radka policja została wezwana przez sanitariuszy. Poszkodowany razem ze znajomymi spożywał, jak określa to jego ojciec, używki. Kiedy jeden z jego kompanów poczuł się źle, wezwano pogotowie. Sanitariusze nie mogli poradzić sobie z Radkiem, dlatego wezwano policję. Trudno więc uwierzyć, że Radek pokornie wsiadał do radiowozu, w czasie, gdy funkcjonariusze bezinteresownie przejawiali wobec niego agresję. Chłopaka najpierw odwieziono na izbę wytrzeźwień, na której dostał drgawek i z tego powodu został odtransportowany do szpitala. Tam zmarł.
Z powodu wątpliwości związanych ze zgonem chłopaka zarządzono sekcję zwłok. Jej wstępne wyniki przedstawiła dzisiaj Prokuratura Rejonowa w Katowicach.
Marta Zawada-Dybek, Prokuratura Okręgowa w Katowicach

Przeprowadzone zostały zarówno oględziny zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Znamy wstępne wyniki sekcji zwłok. U zmarłego nie stwierdzono żadnych obrażeń ciała charakterystycznych dla uderzeń. Biegli nie stwierdzili również złamań, stwierdzono natomiast otarcia naskórka charakterystyczne dla przetrzymywania. Zdaniem biegłych bezpośrednią przyczyną śmierci 23-latka był obrzęk mózgu. Takie silne przekrwienie mózgu może być skutkiem zażycia środków odurzających.

Policjanci zostali także obarczeni winą za spowodowanie śmierci 19-letniego Rafała. Chłopak zadławił się torebką z marihuaną. Rodzina twierdzi, że zgon chłopaka był spowodowany rozpaczliwą próbą wyjęcia woreczka z gardła chłopaka przez jednego z funkcjonaruszy. W przypadku tego wydarzenia zeznania świadków są sprzeczne. Znajomy Rafała w wypowiedzi dla Super Expressu następująco opisuje sytuację: Według relacji świadków policjanci chcieli za wszelką cenę odzyskać zawiniątko. – Wkładali mu palce do buzi, a nawet mocno naciskali na krtań.
Natomiast dziennikarze Superstacji opisują relacje dwóch świadkowych, które twierdzą, że funkcjonariusz jedynie zatrzymał chłopaka, by ten nie uciekł.

Nie pod komendę, ale pod sejm

Czy winą rzeczywiście należy obarczać policjantów? Mają zbyt szerokie uprawnienia, są zbyt brutalni? Trudno nie odnieść wrażenia, że cokolwiek zrobią, to jest to niewłaściwe. Dzisiaj furorę w internecie robi film, na którym funkcjonariusze pozwalają, by na ich oczach agresor bił mężczyznę, sami nie potrafią twardo zareagować.
Czy problemem są zbyt szerokie albo za wąskie uprawnienia polskich policjantów zapytałam karnistkę, profesorkę Monikę Płatek.
– W przypadku sprawy z Legionowa, najprawdopodobniej mamy do czynienia z nieszczęśliwym wypadkiem. Problemu nie należy moim zdaniem upatrywać w zbyt wąskich lub szerokich uprawnieniach policjantów, ale w tym według jakich kryteriów jest policja rozliczana i czemu służy obecna polityka antynarkotykowa – i dodaje.
–Ta ostatnia niekoniecznie służy przeciwdziałaniu narkomanii – więcej byśmy wtedy i skuteczniej zwalczali alkoholizm. Jest natomiast wygodnym środkiem do wykazania się policji i podniesienia statystyk wykrywalności bo środowisko użytkowników miękkich narkotyków takich jak marihuana jest dobrze znane, łatwe więc do akcyjnego wykazania się.
Karnistka tłumaczy także, że podstawowym zadaniem policjantów nie jest ściganie przestępstw, ale prewencja, przeciwdziałanie łamania prawa.
– W przypadku narkotyków warto spojrzeć na kraje takie jak Czechy czy Holandia, gdzie określona jest dopuszczalna ilość narkotyków, które można mieć przy sobie. To wyklucza zatrzymywanie i uznawanie za przestępców ludzi z niewielką – określoną ilością danej substancji. W Polsce nadal zakazane jest posiadanie nawet najmniejszej ilości zakazanych narkotyków. W tym samym czasie spożycie alkoholu, narkotyku który uzależnia i szkodzi dużo bardziej niż marihuana jest bezkarne – wyjaśnia profesorka Płatek.
W podobnym tonie na naTemat wypowiada się Maciej Kowalski, całą winę za sytuację z Legionowa zrzuca na restrykcyjne antynarkotykowe przepisy. I choć odnosi się on tylko do sytuacji z Legionowa, to także tę z Sosnowca można łatwo podciągnąć pod to wytłumaczenie. Gdyby niewielkie ilości marihuany nie były karalne, to być może nie byłoby problemu ze śmiertelnymi dopalaczami.
Profesorka Monika Płatek zaznacza jednak, że detreminacja funkcjonariuszy może mieć też inne uzasadnienie.
– Przecież z badań i doświadczenia wiemy, że w tym czasie, gdy policja jest w miejscach, gdzie zbiera się niekoniecznie najbogatsza i najlepiej ustawiona młodzież i jest nieobecna na wytwornych, klubowych dyskotekach gdzie są bogaci, znaczący i niekoniecznie stroniący od zakazanych używek –wyjaśnia.
– Trudno nie odnieść więc wrażenia, że to, co stało się w Legionowie demonstruje fatalne skutki niewłaściwych działań, które mają służyć poprawieniu policyjnych statystyk i stworzeniu wrażenia, że policja jest silna i skuteczna – podsumowuje profesorka.
Można więc zastanowić się, czy protesty rzeczywiście powinny mieć miejsce pod komisariatami. Być może lepszym pomysłem byłoby zmienienie prawa, tak, by nikt nie musiał ryzykować własnym życiem połykając foliową torebkę, bo za jej zawartość grozi mu kara więzienia.

Napisz do autorki: agata.komosa@natemat.pl