
Niezwykle gorącą atmosferę przybrała środowa sesja Rady Miasta Gdańska, na której radni Prawa i Sprawiedliwości przedstawiali swój apel do prezydenta miasta Pawła Adamowicza o ustąpienie z urzędu w związku z postawionymi mu niedawno zarzutami podani nieprawdziwych informacji w oświadczeniach majątkowych. "Oszust" i "złodziej" to tylko część określeń, którymi prezydenta Gdańska obrzucili licznie zgromadzeni sympatycy opozycji.
REKLAMA
Przypomnijmy, że Paweł Adamowicz przed tygodniem usłyszał sześć zarzutów poświadczenia nieprawdy w swoich oświadczeniach majątkowych. W związku z oskarżeniem zawiesił swoje członkostwo w Platformie Obywatelskiej i poparcie udzielone wcześniej ubiegającemu się o reelekcję prezydentowi Komorowskiemu. Prezydent Gdańska uznał jednak, że nie jest konieczna rezygnacja ze sprawowanego urzędu.
Przeciwnego zdania są gdańscy radni reprezentujący Prawo i Sprawiedliwość, którzy postanowili doprowadzić do zwołania w środę nadzwyczajnej sesji Rady Miasta Gdańska, na której to przedstawili apel do Pawła Adamowicza o to, by podał się on do natychmiastowej dymisji. Choć od początku jasne było rozstrzygnięcie w tej sprawie, sesja przyciągnęła uwagę sporej grupy krewkich sympatyków miejskiej opozycji, którzy nie przebierając w słowach zaatakowali prezydenta miasta. Z balkonu gmachu Rady Miasta Gdańska usłyszeć można było oskarżenia, iż Adamowicz jest "oszustem", "złodziejem" i przyniósł hańbę miastu.
Zwołana na wniosek radnych PiS sesja okazała się jednak dobrą okazją dla Pawła Adamowicza, by publicznie obronić się przed stawianymi mu zarzutami. – Owszem, popełniłem błąd i mechanicznie powieliłem go w kolejnych oświadczeniach, ale gdy sam go zauważyłem, poprawiłem go i wykazałem stan mojego majątku – wyjaśniał polityk Platformy Obywatelskiej. I podkreślił, że "każdego uważa się za niewinnego, dopóki nie zostanie skazany prawomocnym wyrokiem".
Źródło: Trojmiasto.pl
