Wawangarda, która zbudowała nową Warszawę. "Nie wszystkim się udało, niektórzy skończyli w długach, wyjechali"
Wawangarda, która zbudowała nową Warszawę. "Nie wszystkim się udało, niektórzy skończyli w długach, wyjechali" Fot. Łukasz Wołągiewicz

– Ktoś musiał otworzyć pierwszą kawiarnię, zainwestować w to swój czas, często postawić wszystko na jedną kartę – mówi naTemat Patryk Bugajski, autor filmu dokumentalnego o "nowej Warszawie". "Wawangarda" pokazuje stolicę przez pryzmat zwykłych ludzi, dzięki którym obcokrajowcy czują się w niej równie dobrze, co w Berlinie czy innych światowych stolicach.

REKLAMA
Jak wpadłeś na pomysł, by nakręcić serial o nowej Warszawie?
W 2012 roku odwiedził mnie kolega z Włoch, który mieszkał w wielu dużych miastach. Między innymi w Berlinie, Nowym Jorku, trochę w Skandynawii. Zrobiłem mu gastro tour, choć w Warszawie było może 30 proc. tych knajp, które mamy teraz. Byliśmy w Relaksie, My'o'my i jeszcze paru miejscach. Pijąc kawę w Relaksie powiedział, że sam chciałby mieć możliwość iść do takiej kawiarni u siebie w Turynie i w żaden sposób nie jest to miejsce gorsze od tych, które odwiedza w Berlinie. Wtedy pierwszy raz pomyślałem sobie, że fajnie byłoby zrobić o tym dokument, zwłaszcza, że czuć było, że tych zmian będzie więcej. Cieszę się, że powstał on dopiero teraz, gdy temat naprawdę dojrzał.
I o tym jest serial?
Serial podzielony jest na sezony tematyczne. Premiera pierwszego odbędzie się jeszcze przed Wielkanocą na kanale YouTube.com, a dotyczy zmian w przyzwyczajeniach żywieniowych warszawiaków i ujęte jest to w cztery odcinki. Pierwszy opowiada o kulturze picia kawy w Warszawie, drugi o kuchni wegetariańskiej, trzeci o bardziej świadomym sposobie zakupu żywności, a ostatni o miejskim ogrodnictwie.

Zmieniło się znacznie więcej.
Tak, Warszawa bardzo się zmieniła na przestrzeni ostatnich pięciu lat. Od razu zaznaczę – w tym projekcie zajmuję się tylko tym co oddolne i stworzone przez mieszkańców. Bardziej interesują mnie zmiany w mentalności niż infrastrutkurze. Nastąpiły spore zmiany w stylu życia i pojawiła się większa otwartość na nowe inicjatywy. Pierwszy odcinek nie bez powodu jest o kawie – myślę, że pojawienie się kultury kawowej trochę zmieniło sposób spędzania czasu w mieście, jak i podejście do jakości i pochodzenia produktu. Dawniej nie dbano za bardzo o rodzaj podawanej kawy i jej pochodzenie. Były oczywiście sieciówki i inne kawiarnie, ale trudno powiedzieć, że istniała wspólnota kawowa. Dziś w każdej dzielnicy jest przynajmniej jedna kawiarnia, która dba o jakość .
Podobnie jest, jeśli chodzi o kuchnię wegetariańską. Dwadzieścia, piętnaście czy nawet pięć lat temu, było znacznie bardziej ubogo. Była jedna sieciówka – Greenway i ze dwa inne miejsca, które "były zawsze", a wcześniej jeszcze jeden falafel w KDT'ach. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało tyle miejsc z menu roślinnym, że nie sposób nawet nadążyć. Miejsca te odnoszą sukcesy – na przykład "Krowarzywa" z wegetariańskimi burgerami wygrała w plebiscycie na najlepszą burgerownię w mieście, mimo że nie serwuje mięsa. W menu regularnych restauracji, czy fast foodów bez problemu można znaleźć dania roślinne. Temat chyba został odczarowany.
logo
"Krowarzywa"
Pokazujesz zmiany w Warszawie przez pryzmat gastronomii. A co z moda? Infrastrukturą? Sztuką?
To jest dopiero pierwszy sezon, więc chcę od tego zacząć. Mam pomysły na dalsze działania, ale nie bez powodu zaczynam od jedzenia. To sprawa podstawowa w naszym życiu, a to jakich wyborów dokonujemy codziennie przy zakupach, gdzie i jak przyrządzamy jedzenie, kształtuje świadomość. Jeżeli zależy nam na tym, aby kupić warzywa na przykład od drobnego rolnika/działkowicza a nie te pochodzące z Chin albo Kanady w supermarkecie, to znaczy że mamy jakąś refleksję zanim wydamy swoje pln’y. Ludzie też wreszcie dostrzegają związek pomiędzy tym co jedzą, a jak się czują.
Pamiętam jak 10 lat temu, robiąc zakupy na lokalnym bazarze (takim średnio oficjalnym) uświadomiłem sobie, że jestem jedyną osobą z tzw. młodzieży. Pomyślałem sobie, że słabo jak nikt z młodszych ode mnie nie będzie korzystał z takiego sposobu zakupu żywności, to ten zwyczaj zniknie , tym samym sam nie będę miał skąd kupować dobrego jedzenia w normalnej cenie. Minęło parę lat i widzę jak najbardziej popularnym produktem żywnościowym jest jarmuż, topinambur albo burak.
logo
VegeMiasto
Nazwałeś serial "Wawangarda". Co dokładnie kryje się za tą nazwą?
Awangarda z definicji oznacza grupę, która kreuje swój świat, w tym przypadku ten warszawski. To oczywiście tylko gra słów, ale do tego się to określenie sprowadza. Nie jest tak, że wszystkie te zjawiska pojawiły się z powietrza, albo zostały narzucone przez jakieś instytucje. Ktoś musiał otworzyć pierwszą kawiarnię, zainwestować w to swój czas, często postawić wszystko na jedną kartę. W takich pionierskich działaniach często muszą towarzyszyć też wątpliwości i pojawia się pewnie pokusa zostawienia tego wszystkiego i wyjechania do miejsca, gdzie to wszystko już istnieje i można z tego po prostu korzystać. To wymaga dużo cierpliwości, przebijania się do ludzi, czy popadania w dlugi. Jak widać jednak, opłacało się nie odpuszczać i dzisiaj doświadczać jak to wszystko się rozwija.
"Wawangarda" jest awangardą wobec Warszawy sprzed lat, czy reszty kraju?
Zajmujemy się tym, co dzieje się w Warszawie. Myślę, że to jest zwiastun tego, co wydarzy się w przyszłości. Te zjawiska, chociaż rozwijają się bardzo dynamicznie, to ciągle nie obejmują większości. Ten proces trwa, ale patrząc 5 lat do tyłu, to aż czasem trudno uwierzyć.
Kiedyś ludzie jeździli do Berlina, Barcelony, wyprowadzali się do Londynu i byli zachwyceni, że tam można wypić czy zjeść w fajnych miejscach, albo tym jak aktywnie żyją ludzie, czy ogólnie jakie mają podejście do siebie, jak się traktują ludzie w komunikacji, czy na ulicy. Dziś, jeśli jesteś zainteresowany tym, aby fajnie żyć także w Warszawie, pozostaje tylko wybierać z szerokiej miejskiej oferty.
logo
Targ śniadaniowy
Jaka jest główna przyczyna tej wielkiej zmiany?
Myślę, że ludzie od kilku lat więcej podróżują, jest o wiele większy dostęp do informacji i jeżeli tylko się chce to można czerpać ze wszystkiego, co dzieje się na świecie. Chyba w tym samym momencie ludzie niezależnie od siebie postanowili wziąć sprawy w swoje ręce, trochę tych miejsc i działań się pojawiło, a potem to już był efekt kuli śniegowej. Ludziom wiele brakowało w tym mieście i zdecydowali, że sami sobie to zorganizują. Znam wielu z nich i to są inspirujące persony, często z dużą charyzmą. Nie dziwi mnie, że ich sukces dodał śmiałości innym.
Widzisz, my się z tego cieszymy, traktujemy to warszawskie życie jako normę. Fajną normę. Tymczasem kilka tygodni temu umówiłem się na śniadanie z koleżanką z Pomorza która był mocno zdziwiona. Powiedziała: "Śniadanie? Warszawa to naprawdę miasto bananów".
Śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia – tak to mógłbym jedynie skomentować. Ja cieszę się z tego co jest i chcę z tego korzystać, a jeśli komuś innemu to się nie podoba, to nie mój problem. Pokazuję, jak Warszawa wygląda, a każdy zrobi z tym co zechce. Znam bardzo dużo osób spoza stolicy i niemal każdy kto tutaj przyjeżdża chce maksymalnie wykorzystać ten czas. Ci ludzie mają, co robić w Warszawie i to jest naprawdę super. Niektórzy odwiedzający nowe miasta lubią mieć "program" wyjazdu. W stolicy możesz zaplanować go na tydzień od deski do deski. Inne miasta też powoli się zmieniają – Kraków, Poznań, Wrocław – dużo dobrych miejsc tam istnieje i przybywa kolejnych. Może przez to, że Warszawa jest centrum kraju i jest stolicą to wiele rzeczy łatwiej tu wychodzi.
logo
Warszawiacy są kreatywni?
Wiele z tych rzeczy, które mamy w Warszawie, nie zostało tu wymyślonych. Zostały zaczerpnięte z innych miejsc, które już to przerobiły, często dawno temu. Dość długo byliśmy w izolacji i teraz ci, którzy podróżowali po świecie, uwierzyli że to może funkcjonować także u nas. Z drugiej strony – często widać w tych warszawskich inicjatywach dużo świeżości. Skoro mówimy tyle o jedzeniu – fajnie, że tyle uwagi poświęca się lokalnym i sezonowym roślinom i na nowo je odkrywa, czy wręcz inspiruje starą kuchnią polską – vide Krowarzywa i Jadłonomia.
Pokaże w swoim serialu też jakieś wady miasta i jego mieszkańców?
Gdyby ktoś mi powiedział kilka lat temu, że Warszawa stanie się takim miastem, to być może odpowiedziałbym salwą pustego śmiechu. Chciałem żyć w takim mieście i dzieje się tyle dobrego, że chcę o tym opowiedzieć. Seriali, które pokazują wady mieszkańców tego miasta i innych jest już całkiem sporo, podobnie jak profesjonalnych krytyków.
Niektóre z tematów, które poruszam uchodzić mogą pewnie za niszowe, czasem może nawet nieprzystępne, więc wolę się skupić na tym, aby jak najwięcej osób dowiedziało się, co się dzieje u nich w mieście. Może przez to ktoś znajdzie też więcej powodów, aby polubić miasto, w którym mieszka. Ciężkimi wiadomościami bombardowani są z dużo cięższej artylerii niż skromny kanał YouTube.
Od lat mówi się, że Warszawa to nowy Berlin.
Byłem tam ostatnio trzy lata temu i bardzo lubię to miasto. Ale czy porównywać Warszawę i Berlin? Powiem tak – lepszy burgerów wegańskich niż w Warszawie nie jadłem nigdzie. Jadłem ich wiele w wielu miastach. Fajnie by było, aby dzisiejsza Warszawa miała własną tożsamość i była “jakaś”, a nie Berlinem. Myślę, że to miasto ma swój charakter i należy mu tylko pozwolić się rozwijać. Wśród studentów, również tych zagranicznych ma opinię przyjemnego miasta, takiego, w którym studiowanie jest “cool”. Gdybym szedł teraz na studia, to chciałbym tu studiować. Nie chciałbym mieszkać nigdzie indziej.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl