
Niebezpieczny w naszym położeniu geopolitycznym pacyfizm cechował dotąd polskie elity? Taką tezę stawia były wicepremier Roman Giertych, zdaniem którego pacyfiści, których przecież nie brakuje na szczytach europejskich władz, kształtowali swoje poglądy za fundusze i pod dyktando kremlowskich służb.
"Musimy odejść od ciągle obecnego pacyfizmu, który zatruwa poglądy naszych elit" – pisze były wicepremier Roman Giertych. – Już dzisiaj wiemy, że ZSRR finansowało większość grup pacyfistycznych na Zachodzie podczas Zimnej Wojny" – dodaje. I sugeruje, by ten rzekomy pacyfizm dziś zastąpić militaryzmem. Najlepiej na wzór Tajwanu, który tylko dzięki wielkim wydatkom na zbrojenia i stosunkowo licznej armii utrzymuje niepodległość w niezwykle trudnym położeniu geopolitycznym.
Polska była w innej sytuacji niż Zachód. W 1990 roku znaleźliśmy się w tzw. strefie buforowej, poza jakimkolwiek sojuszem. Za cel strategiczny postawiliśmy sobie wówczas przyłączenie się do NATO. I już prowadząc rozmowy akcesyjne w tej sprawie zwracaliśmy uwagę na zagrożenie utrzymujące się na naszej wschodniej flance. W myśleniu naszych polityków świadomość tego zagrożenia zawsze istniała.
Zdaniem byłego szefa WSI, za tym europejskim pacyfizmem trudno jednak doszukiwać się działań agentów KGB, czy ich spadkobierców ze współczesnej GRU. Jak tłumaczy gen. Dukaczewski, finansowanie partii komunistycznych w rożnych krajach mieściło się w palecie działań służb ZSRR a potem Rosji, ale nie spotkał się on z informacjami, by takie środki trafiały do formacji stricte pacyfistycznych.
– Trochę trudno mi zrozumieć, co Roman Giertych miał na myśli – stwierdza tymczasem Stefan Niesiołowski, przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej. – Jeżeli mówimy o pacyfizmie rozumianym jako dążeniu do tego, by kraj był bezbronny, to na pewno nic takiego Polaków nigdy nie cechowało – ocenia polityk Platformy Obywatelskiej.
- Polska nie jest dziś bezbronna i nigdy nie była. Dlatego, że dbali o to ludzie, którzy nią dotąd rządzili. Nie było takiego rządu, który nie działałby na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa naszego kraju. Obecne władze tylko ten proces rozwijają. Rozpoczynamy proces nie tylko modernizacji armii, ale i "polonizacji". To znaczy, że okręty podwodne, czy śmigłowce kupimy od partnerów zagranicznych, ale każdy możliwy do wyprodukowania w Polsce sprzęt zamówimy u rodzimych producentów. To bardzo dobry kierunek działania.
Zacznijmy (do stu piorunów!) kupować jakąś broń, a nie tylko rozpoczynać przetargi, które będą miały czas realizacji 10 lat. Możemy tyle czasu nie mieć. Najbardziej niebezpieczny czas to właśnie te 10 lat. Czytaj więcej
Jak zatem działać, by poprawić poczucie bezpieczeństwa mocno nadszarpnięte przez rosyjskie prężenie muskułów i jak wykorzystać chęć wielu Polaków do porzucenia pacyfizmu? – Na pewno musimy wykorzystać potencjał, który tkwi w społeczeństwie, ale nie może być to "partyzantka". Nie może to być tworzenie armii gminnych, powiatowych, czy wojewódzkich. Musimy potencjał obronny tkwiący w społeczeństwie wykorzystać, ale w sposób możliwie sformalizowany, pod nadzorem MON. Nie tędy droga, by tworzyć zaciężne armie po miastach – tłumaczy gen. Dukaczewski.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

