Pacyfiści demonstrują przed wykładem Radosława Sikorskiego na Uniwersytecie Warszawskim.
Pacyfiści demonstrują przed wykładem Radosława Sikorskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Niebezpieczny w naszym położeniu geopolitycznym pacyfizm cechował dotąd polskie elity? Taką tezę stawia były wicepremier Roman Giertych, zdaniem którego pacyfiści, których przecież nie brakuje na szczytach europejskich władz, kształtowali swoje poglądy za fundusze i pod dyktando kremlowskich służb.

REKLAMA
– Być może ulegaliśmy uspokajającym nastrojom sojuszników, ale przesadnego pacyfizmu w myśleniu naszych władz trudno się doszukiwać - odpowiada były szef WSI, gen. Marek Dukaczewski. – Nie było takiego rządu, który nie działałby na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa naszego kraju – wtóruje mu szef sejmowej Komisji Obrony Narodowej, Stefan Niesiołowski.
Trujący pacyfizm...
"Musimy odejść od ciągle obecnego pacyfizmu, który zatruwa poglądy naszych elit" – pisze były wicepremier Roman Giertych. – Już dzisiaj wiemy, że ZSRR finansowało większość grup pacyfistycznych na Zachodzie podczas Zimnej Wojny" – dodaje. I sugeruje, by ten rzekomy pacyfizm dziś zastąpić militaryzmem. Najlepiej na wzór Tajwanu, który tylko dzięki wielkim wydatkom na zbrojenia i stosunkowo licznej armii utrzymuje niepodległość w niezwykle trudnym położeniu geopolitycznym.
Zarówno dość mocne oskarżenie pod adresem części polskich elit, jak i pomysł na daleko idące podporządkowanie polityki prowadzonej przez rząd w Warszawie pod potrzeby armii postanowiliśmy więc zweryfikować. Pierwszy w rozmowie z naTemat próbuje pomóc w tym były wieloletni szef Wojskowych Służb Informacyjnych, gen. Marek Dukaczewski. Który po części przyznaje rację Romanowi Giertychowi.
– Na pewno okres tych wielu lat, gdy nic niepokojącego nie działo się w tej naszej części świata spowodował, że kraje Europy Zachodniej zrezygnowały z modernizacji swoich sił zbrojnych i w ogóle wydatki na obronność znacząco ograniczyły – stwierdza gen. Dukaczewski. – Być może my też ulegaliśmy więc uspokajającym nastrojom sojuszników, którzy byli wówczas przekonani, że nasze obawy względem Rosji są co najmniej nie do końca uzasadnione – dodaje.
Były szef polskiego wywiadu wojskowego przypomina jednak, że zbyt wiele dowodów na zdominowanie myślenia polskich przywódców - dość niebezpiecznym w naszym położeniu geopolitycznym - pacyfizmem na przestrzeni minionych 25 lat trudno znaleźć.
gen. Marek Dukaczewski
były wieloletni szef WSI

Polska była w innej sytuacji niż Zachód. W 1990 roku znaleźliśmy się w tzw. strefie buforowej, poza jakimkolwiek sojuszem. Za cel strategiczny postawiliśmy sobie wówczas przyłączenie się do NATO. I już prowadząc rozmowy akcesyjne w tej sprawie zwracaliśmy uwagę na zagrożenie utrzymujące się na naszej wschodniej flance. W myśleniu naszych polityków świadomość tego zagrożenia zawsze istniała.

Generał Dukaczewski przypomina też, że w okresie, gdy Europa odpuszczała ze zbrojeniami, nasz budżet obronny utrzymywał się na stałym i relatywnie wysokim poziomie. Znacznie wyższym niż u wielu naszych sojuszników, nawet tych najpotężniejszych.
Europejskich pacyfistów wychował Kreml?
Zdaniem byłego szefa WSI, za tym europejskim pacyfizmem trudno jednak doszukiwać się działań agentów KGB, czy ich spadkobierców ze współczesnej GRU. Jak tłumaczy gen. Dukaczewski, finansowanie partii komunistycznych w rożnych krajach mieściło się w palecie działań służb ZSRR a potem Rosji, ale nie spotkał się on z informacjami, by takie środki trafiały do formacji stricte pacyfistycznych.
– Biorąc pod uwagę charakter działań rosyjskich służb specjalnych nie można tego całkowicie wykluczać. Sądzę jednak, że za tym pacyfistycznym nastawieniem Zachodu stało raczej naturalne odreagowanie po zagrożeniu III wojną światową, wojną jądrową. W latach 90-tych po prostu wydawało się, że to zagrożenie oddaliło się - stwierdza gen. Dukaczewski.
logo
Zdaniem Marka Dukaczewskiego, źródła europejskiego pacyfizmu to nie rosyjskie służby. Fot. Anna Krasko / Agencja Gazeta
"Polska nie jest bezbronna"
– Trochę trudno mi zrozumieć, co Roman Giertych miał na myśli – stwierdza tymczasem Stefan Niesiołowski, przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej. – Jeżeli mówimy o pacyfizmie rozumianym jako dążeniu do tego, by kraj był bezbronny, to na pewno nic takiego Polaków nigdy nie cechowało – ocenia polityk Platformy Obywatelskiej.
Stefan Niesiołowski
szef sejmowej Komisji Obrony Narodowej

- Polska nie jest dziś bezbronna i nigdy nie była. Dlatego, że dbali o to ludzie, którzy nią dotąd rządzili. Nie było takiego rządu, który nie działałby na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa naszego kraju. Obecne władze tylko ten proces rozwijają. Rozpoczynamy proces nie tylko modernizacji armii, ale i "polonizacji". To znaczy, że okręty podwodne, czy śmigłowce kupimy od partnerów zagranicznych, ale każdy możliwy do wyprodukowania w Polsce sprzęt zamówimy u rodzimych producentów. To bardzo dobry kierunek działania.

Do Niesiołowskiego nie przemawia bowiem podniesiona przez Romana Giertycha idea, według której należałoby wprowadzić politykę pozwalającą na szybkie zakupy nowoczesnego sprzętu dla Wojska Polskiej, a nie decydować się na prowadzenie wieloletnich programów modernizacyjnych.
Roman Giertych
adwokat, polityk

Zacznijmy (do stu piorunów!) kupować jakąś broń, a nie tylko rozpoczynać przetargi, które będą miały czas realizacji 10 lat. Możemy tyle czasu nie mieć. Najbardziej niebezpieczny czas to właśnie te 10 lat. Czytaj więcej

– Nie wiem, cóż Romanowi Giertychowi się w tym nie podoba. Mamy kupować broń możliwie szybko od zagranicznych dostawców i rezygnować z produkcji w Polsce? Ja się tym nie zgadzam! Te 100 mld zł, które zamierzmy wydać na modernizację armii trzeba - na ile to możliwe - wydawać w Polsce. Wojna nam dziś nie zagraża. Nie jesteśmy więc w sytuacji, w której musimy zbroić się natychmiast, bo obce wojska zaraz przekroczą granicę. Tak naprawdę nie jest – stwierdza.
Patriotyzm okaż w skarbówce, a nie w "partyzantce"
Jak zatem działać, by poprawić poczucie bezpieczeństwa mocno nadszarpnięte przez rosyjskie prężenie muskułów i jak wykorzystać chęć wielu Polaków do porzucenia pacyfizmu? – Na pewno musimy wykorzystać potencjał, który tkwi w społeczeństwie, ale nie może być to "partyzantka". Nie może to być tworzenie armii gminnych, powiatowych, czy wojewódzkich. Musimy potencjał obronny tkwiący w społeczeństwie wykorzystać, ale w sposób możliwie sformalizowany, pod nadzorem MON. Nie tędy droga, by tworzyć zaciężne armie po miastach – tłumaczy gen. Dukaczewski.
logo
Rząd powinien stworzyć możliwość przekazywania 1 proc. podatku na specjalny fundusz na rzecz modernizacji armii i zwiększenia liczebności zawodowych żołnierzy? Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
W przypadku pojawienia się zwiększonych potrzeb armii pomysłem lepszym od powszechnego chwycenia za broń mógłby się okazać patriotyzm... finansowy. – Jeżeli zaistniałby tak potrzeba, można rozważyć swego rodzaju pożyczkę narodową na rzecz armii. Należałoby jednak zadbać w tej kwestii o to, by nie wywoływać takim działaniem paniki, że armia jest w złym stanie – podkreśla były szef WSI.
Idei tej zielone światło byłby gotowy dać także Stefan Niesiołowski, który przyznaje, że dobrą formą okazania troski o ojczyznę mogłoby stać się przekazywanie 1 proc. podatku na fundusz, z którego MON czerpałby środki na modernizację armii lub stworzenie większej liczby etatów dla tych, którzy stoją w kolejce nie tylko do krótkiego szkolenia, ale zawodowej kariery w wojsku. – O podwyższaniu podatków specjalnie na armię nie ma mowy, ale otwarcie możliwości przekazania 1 proc. na ten cel to pomysł, przeciwko któremu bym nie oponował – stwierdza poseł Niesiołowski.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl