
Margot Wallstrom, szwedzka minister spraw zagranicznych, stwierdziła, że kara tysiąca batów i 10 lat więzienia to niezbyt subtelny sposób tłumienia krytyki przez władze Arabii Saudyjskiej. I wywołała kryzys dyplomatyczny, jakiego dawno nie było. W reakcji zerwano szwedzko-saudyjskie kontrakty zbrojeniowe, Rijad przestał wpuszczać do kraju szwedzkich biznesmenów, a z oburzenia trzęsą się reprezentanci kilkudziesięciu muzułmańskich państw.
REKLAMA
Przemówienie, którego nie było
Specyficzny konflikt między Szwecją a Arabią Saudyjską rozgorzał na początku miesiąca. Na 10 marca zaplanowano wystąpienie minister Wallstrom podczas szczytu Ligi Państw Arabskich w Kairze. Szefowa szwedzkiej dyplomacji została zaproszona jako gość honorowy. Miała mówić m.in. o problemach Palestyńczyków, zagrożeniu ekstremizmem w regionie i potrzebie wprowadzania demokracji. Wallstrom do stolicy Egiptu jednak nie dotarła. A wszystko przez Saudyjczyków, którym nie spodobało się, że dołączyła do grona krytyków podejścia Rijadu do praw człowieka.
Specyficzny konflikt między Szwecją a Arabią Saudyjską rozgorzał na początku miesiąca. Na 10 marca zaplanowano wystąpienie minister Wallstrom podczas szczytu Ligi Państw Arabskich w Kairze. Szefowa szwedzkiej dyplomacji została zaproszona jako gość honorowy. Miała mówić m.in. o problemach Palestyńczyków, zagrożeniu ekstremizmem w regionie i potrzebie wprowadzania demokracji. Wallstrom do stolicy Egiptu jednak nie dotarła. A wszystko przez Saudyjczyków, którym nie spodobało się, że dołączyła do grona krytyków podejścia Rijadu do praw człowieka.
Władze Arabii przypomniały sobie, że w styczniu Hallstrom komentowała na Twitterze skazanie blogera na chłostę i więzienie za obrazę islamu. Chodzi o Raifa Badawiego, którego historię opisywaliśmy w naTemat. Minister napisała, że sposób, w jaki został potraktowany, to "okrutna próba uciszenia nowoczesnych form wypowiedzi".
Dodatkowo naraziła się poruszeniem tematu kobiet w Arabii. Podczas przemówienia w szwedzkim parlamencie mówiła o saudyjskiej "dyktaturze", gdzie "prawa kobiet są łamane". Oczywiste? Być może, ale sądząc po reakcji Saudyjczycy nie chcieli ryzykować, że tę samą prawdę usłyszą na szczycie Ligi Państw Arabskich (Wallstrom miała tam mówić także o kobietach).
Wszystko potoczyło się bardzo szybko. W dniu, w którym minister miała przemawiać, Rijad w geście protestu wycofał swojego ambasadora ze Sztokholmu, mówiąc o "interwencji Szwecji w wewnętrzne sprawy inne kraju". Tego samego dnia oświadczenie wydała Liga Państw Arabskich, uznając wypowiedzi Wallstrom za obraźliwe dla Saudyjczyków. "Prawo szariatu gwarantuje prawa człowieka i chroni ludzkie życie, własność, honor i godność. Ministrowie uważają te komentarze za nieodpowiedzialne i nie do zaakceptowania" - napisali arabscy szefowie dyplomacji.
Minęło kilka dni, a sprawa nie ucichła. Przeciwnie. Swojego ambasadora wezwały także Zjednoczone Emiraty Arabskie, a sama Szwecja postanowiła pójśc na konfrontację. Władze kraju wystrzeliły z grubej rury i anulowały warty setki milionów (licząc od 2011 roku) kontrakt zbrojeniowy z Arabią. Dla komentatorów w kraju i za granicą to szokująca decyzja, bo oznacza koniec ponad 10-letniej współpracy dwóch państw w zakresie zbrojeń. Jak napisał jeden z angielskojęzycznych portali, gest w Szwecji można skwitować stwierdzeniem, że to pierwszy przypadek na Zachodzie, gdzie ktoś kładzie interesy gospodarcze na ołtarzu walki o prawa człowieka.
Biznes za milczenie?
Już na tym etapie można by ocenić, że konflikt ze słowami minister - feministki w tle przybral niezwykłe rozmiary i wymknął się spod kontroli. A to jeszcze nie wszystko. Sprawa ma ciąg dalszy, bo przed kilkoma dniami Arabia odpowiedziała po raz kolejny. Znów nastąpiło uderzenie w relacje gospodarcze. Rijad ogłosił, że nie będzie wydawał nowych wiz dla szwedzkich biznesmenów ani też przedłużać tych, które już zostały wydane.
Biznes za milczenie?
Już na tym etapie można by ocenić, że konflikt ze słowami minister - feministki w tle przybral niezwykłe rozmiary i wymknął się spod kontroli. A to jeszcze nie wszystko. Sprawa ma ciąg dalszy, bo przed kilkoma dniami Arabia odpowiedziała po raz kolejny. Znów nastąpiło uderzenie w relacje gospodarcze. Rijad ogłosił, że nie będzie wydawał nowych wiz dla szwedzkich biznesmenów ani też przedłużać tych, które już zostały wydane.
To decyzja o poważnych konsekwencjach. Roczna wartość szwedzkiego eksportu do Arabii Saudyjskiej to 1,3 miliarda dolarów, więc kontakty biznesowe w Zatoce Perskiej są dla Skandynawów bardzo istotne. Dość wspomnieć, że przed całą awanturą 31 szwedzkich przedsiębiorców opublikowało w jednej z gazet list otwarty wzywający rządzących do utrzymania dobrych relacji z Arabią Saudyjską.
Co więcej, Skandynawowie martwią się teraz, że ucierpią ich interesy także w innych arabskich i muzułmańskich krajach. To dlatego, że - jak napisała gazeta "Dagens Nyheter" – "prawie cały muzułmański świat zjednoczył się w krytyce minister". Oświadczenia potępiające Wallstrom wydało 30 państw, w których dominującą religią jest islam. Zrobiła to też Organizacja Współpracy Islamskiej, która ma 57 członków. Nawet Palestyńczycy (Szwecja to jedyny kraj w UE, który oficjalnie uznał ich państwo) oskarżyli Szwedkę o "degradację Arabii Saudyjskiej, jej norm społecznych, systemu prawnego i instytucji politycznych".
Knebel religii
To, co dziś jest w tej sprawie najbardziej uderzające, to ton krytyków Wallstrom. Słuchając wystąpień oburzonych dygnitarzy z krajów muzułmańskich można odnieść wrażenie, że chcą zbudować proste równanie: krytyka łamania praw człowieka to atak na islamskie wartości i samą religię. Zarówno Saudyjczycy, jak i ich sąsiedzi z Zatoki, mówią, że szwedzka minister uderzyła w samego proroka Mahometa oraz fundamenty islamu.
To, co dziś jest w tej sprawie najbardziej uderzające, to ton krytyków Wallstrom. Słuchając wystąpień oburzonych dygnitarzy z krajów muzułmańskich można odnieść wrażenie, że chcą zbudować proste równanie: krytyka łamania praw człowieka to atak na islamskie wartości i samą religię. Zarówno Saudyjczycy, jak i ich sąsiedzi z Zatoki, mówią, że szwedzka minister uderzyła w samego proroka Mahometa oraz fundamenty islamu.
Presja jest tak duża i w tak znacznym stopniu wspomagana przeróżnymi interesami łączącymi Zachód z Zatoką, że druga strona zaczyna się uginać. Sama zainteresowana wystąpiła ze sprostowaniem, mówiąc, że oczywiście szanuje prawa, jakimi rządzi się Arabia oraz docenia rolę tego państwa na świecie.
W tle całej tej dyskusji pojawia się bardzo ważny problem. Od lat jest jasne, że w imię biznesu i pieniądza państwa z Zachodu przymykają oko na drastyczne przypadki naruszania praw człowieka m.in. w Arabii Saudyjskiej. Pytanie, czy wyłamanie się z tej reguły, co faktycznie zrobiła szwedzka minister, nie powinno spotkać się z szerszym wsparciem. Póki co, wygląda to tak, jakby jedna Szwedka, upominająca się o prawa człowieka, stała sama, mając po drugiej stronie kilkadziesiąt państw muzułmańskich. A gdzie reszta piewców praw człowieka? Milczy i liczy kasę.
Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl
