Syllabusy do religii? MEN ich nie kontroluje, choć lekcje religii finansuje państwo

Liberte chce, by religia nie była finansowana z pieniędzy publicznych.
Liberte chce, by religia nie była finansowana z pieniędzy publicznych. Fot. Artur Kubasik/Agencja Gazeta
Temat nauczania religii w szkołach powraca cyklicznie – ponad dwadzieścia lat temu debatowano nad tym, czy nauczana ona powinna być w szkołach, czy nie. Nie tak dawno przez społeczeństwo przetoczyła się debata na temat obecności oceny z tego przedmiotu na świadectwie. Teraz dyskusja rozpoczęła się na nowo przy okazji akcji „świecka szkoła”, zorganizowanej pod auspicjami środowiska „Liberté”. To dobry pretekst, by przyjrzeć się, jak wygląda nauczanie religii w szkołach.


Religia została wprowadzona do szkół w 1990 roku – bez konsultacji społecznych, bez debaty. Na chwilę przed początkiem roku szkolnego ówczesny minister edukacji narodowej Henryk Samsonowicz po prostu nakazał wprowadzenie religii do programu nauczania. Powód miał dobry, bo naciski na Radę Ministrów ze strony hierarchów Kościoła katolickiego były silne, a Komisja Wspólna Przedstawicieli Episkopatu i Rządu RP okazała się doskonałym forum do stosowania nacisku. Podobnie rzecz miała się z z finansowaniem tych lekcji, zwiększeniem liczby godzin w tygodniu, umieszczeniem oceny na świadectwie i w końcu maturą z religii.


Miliard złotych na religię. Płaci państwo
W świetle art. 53 ust. 1 i 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. (Dz. U. Nr 78, poz. 483, z późn. zm.) nauczanie religii stanowi immanentny składnik zagwarantowanej w ustawie zasadniczej wolności religii. Gwarancje nauczania religii katolickiej zostały zawarte także w konkordacie między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską, podpisanym w Warszawie dnia 28 lipca 1993 r. (Dz. U. z 1998 r. Nr 51, poz. 318). W art. 12 ust. 1 konkordatu państwo zagwarantowało, że szkoły publiczne podstawowe i ponadpodstawowe oraz przedszkola, prowadzone przez organy administracji państwowej i samorządowej, organizują zgodnie z wolą zainteresowanych naukę religii w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych.


Dziś lekcje religii, oparte na Podstawie programowej Katechezy Kościoła katolickiego w Polsce, kosztują, jak pisze w swoim felietonie dla "Gazety Wyborczej" prof. Magdalena Środa, prawie miliard złotych rocznie. Kto płaci? Państwo, choć Ministerstwo Edukacji Narodowej do nauczania religii się nie miesza. To dlatego powstała akcja społeczna, której wolontariusze zbierają podpisy (muszą ich zebrać przynajmniej 100 tys.), by ustawa o zmianie ustawy o systemie oświaty trafiła do Sejmu.
Akcja "Świecka szkoła"

Art. 12 otrzymuje następujące brzmienie:

1. Publiczne przedszkola, szkoły podstawowe i gimnazja organizują naukę religii na życzenie rodziców, publiczne szkoły ponadgimnazjalne na życzenie samych uczniów; Kosztów związanych z organizacją nauki religii nie można w części ani w całości finansować ze środków publicznych w rozumieniu przepisów o finansach publicznych.

Kościelna kurtuazja
O tym, czego będą dotyczyły lekcje religii, decydują diecezje, które program przesyłają, w zasadzie kurtuazyjnie, do MEN.
Ministerstwo Edukacji Narodowej

Nauczanie religii odbywa się na podstawie programów opracowanych i zatwierdzonych przez właściwe władze kościołów i innych związków wyznaniowych i przedstawionych Ministrowi Edukacji Narodowej do wiadomości (MEN ich nie zatwierdza, ani nie opiniuje). Te same zasady stosuje się wobec podręczników do nauczania religii.

Ocenianie kompetencji nauczycieli także leży w gestii Kościoła: „Kwalifikacje zawodowe nauczycieli religii określają właściwe władze zwierzchnie kościoła lub związku wyznaniowego, w porozumieniu z Ministrem Edukacji Narodowej” – czytamy w "Informacji w sprawie zasad organizowania nauki religii i etyki w roku szkolnym 2014/2015" z czerwca 2014 roku.


Jurysdykcja Kościoła rozciąga się szerzej, bo oto, zgodnie ze stanowiskiem Episkopatu Polski, „możliwość informowania proboszcza przez katechetę o uczęszczaniu dzieci na religię wynika z rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 kwietnia 1992 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach”. Katecheta ma więc prawo przekazywać informację o uczęszczaniu lub nieuczęszczaniu ucznia na lekcje religii proboszczowi. Jak czytamy, „przekazywania takich informacji proboszczowi przez katechetę nie można traktować jako „donoszenia” na dzieci”.

Podstawa programowa z kolei w dużej mierze opiera się – lub jak czytamy –„powinna czytana być” w świetle Dyrektorium Katechetycznego z 2001 roku. „ Zgodnie ze wskazaniami zawartymi w Dyrektorium ogólnym o katechi­zacji, należy zwrócić uwagę zwłaszcza na następujące zagadnienia: początek świata i sens historii; fundament wartości etycznych; funkcja religii w kulturze; przeznaczenie człowieka; relacja ze środowiskiem naturalnym".

Analiza biblijna? Pomówmy o in vitro
W dokumencie znajdziemy informacje o kompetencjach nauczyciela religii, zadaniach, jakie ma spełniać katecheza, informacje na temat rodzaju wiadomości, jakie mają znaleźć się w programie oraz treści, jakie powinien przyswoić sobie uczeń na różnych etapach edukacji.
Podstawa pro­gramowa kate­chezy Kościoła katolickiego w Polsce

Katecheza uwzględniać musi właściwości etapu rozwojowego ucznia, poszukując sposobów osiągnięcia celów. Ważne jest wykorzystanie własnej aktywności dziecka, by przez żywy udział i osobisty wysiłek przyswoiło sobie nowe treści kształcenia. Zadaniem katechety jest rozbudzanie moty­wacji oraz inspirowanie ciekawych sposobów asymilacji wiedzy. Czytaj więcej

I tak na przykład w gimnazjum uczeń ma nabyć podstawową wiedzę z zakresu analizy tekstu biblijnego, poznać chronologię, analizę i interpretację historiozbawczą, przygotować się do sakramentu bierzmowania, kształtować sumienie, postawę moralną i samoocenę oraz tworzyć wypowiedzi na tematy religijne. W szkołach ponadgimnazjalnych nacisk kładzie się na analizę i interpretację tekstów o charakterze biblijnym, socjalizację kościelną, interpretację wiedzy religijnej w sposób egzystencjalny.

Jezus na ideologicznej platformie
W Podstawie Programowej znajdziemy też szczegółowe omówienia poszczególnych tematów. W teorii nie brzmi to źle, jak jednak pokazuje praktyka, często lekcje religii są platformą ideologiczną, gdzie uczniowie, jak mówi nam 16-letni Szymon, dostają wykład o tym, że homoseksualizm się Bogu nie podoba, a in vitro to właściwie zabójstwo. Aborcja, oczywiście, to główny element „kultury śmierci”. Obowiązkowy sens w tym temacie to film „Niemy krzyk”. Szymon podkreśla jednak, że choć połowa osób na religii „śpi albo odrabia matematykę”, opowieści i dyskusje o szatanie, opętaniach i egzorcyzmach im się podobają, bo są „jak z horroru”.
– Wiele osób mówi, że woli lekcje z księdzem albo siostrą niż katechetkę – dodaje Szymon. Wykładów o historii religii – nie ma. Lekcji religioznawstwa – nie ma. Rzetelnej analizy Biblii i prób odczytywania jej w kontekście literackim i kulturowym – nie ma. Historii Kościoła czy Watykanu – nie ma. A szkoda, bo tu i lektur pod dostatkiem, i przedmiot fascynujący.

Dotarliśmy do syllabusa religii jednej ze szkół podstawowych na północy Polski. Tematy lekcji w klasie V wydają się dość monotonne: Jezus – Mesjasz, Jezus – umiłowany syn Ojca, Jezus – więcej niż prorok, Jezus –Baranek Boży, Jezus – Nowy Adam, Ludzkie tęsknoty, Jezus żyje, Zwycięzca szatana, Żyć w Duchu, Jezus na Górze Tabor, Jezus przynosi życie... Zgodnie z Podstawą Programową, nauczyciel uczniów w tym wieku powinien „zainteresować przesłaniem bożym”, „pomóc w odkrywaniu wiary jako fundamentalnego czynnika w zrozumieniu świata i własnego życia”, „rozwijać sumienie, „uświadomić przemiany okresu preadolescencji” czy „rozwijać refleksyjne postawy wobec zobowiązań moralnych”. Trudno zrozumieć, jak uświadomić 12-latkowi "przemiany okresu preadolescencji" strasząc go równocześnie szatanem.

Napisz do autorki: anna.dudek@natemat.pl