Tomasz Michałowicz, prezes łódzkiej Fundacji JiM, pomagającej dzieciom z autyzmem
Tomasz Michałowicz, prezes łódzkiej Fundacji JiM, pomagającej dzieciom z autyzmem mat.pras.
Reklama.
Daniel Kotliński, Natemat.pl: Problem autyzmu w Polsce nasila się, dotykając już 1 na 100 dzieci. Jak wygląda dostęp do diagnozy i terapii?
Tomasz Michałowicz, prezes Fundacji JiM: Dostęp jest niezwykle utrudniony, a wynika to z tego, że system nie został do końca przemyślany. NFZ przeznacza na przykład 2 miliony złotych na wsparcie leczenia w jednym województwie, ale kompletnie pomija inne. Tam, gdzie ktoś głośno krzyczy i się domaga pomocy, pieniądze są chętniej kontraktowane. To pokazuje, że nikt tego sensownie nie potrafi skoordynować, ustalić jednorodnych procedur.
A podejście społeczeństwa? Czy na przykład w szkołach rośnie świadomość autyzmu wśród nauczycieli?
To jest kolejny, ogromny problem: w szkołach i przedszkolach nauczyciele nie potrafią radzić sobie z dziećmi "odbiegającymi od wzorca", choćby z tymi, które mają stwierdzone ADHD, o autystach nie wspominając. Mało tego; nauczyciele często zrzucają odpowiedzialność za "niewłaściwe zachowanie" na dzieci . Każdego roku zdarza się przynajmniej kilka przypadków, gdzie sprawy, z powództwa szkół lub poszczególnych pedagogów, trafiają do sądu. Zdarza się, że dziecko z autyzmem odepchnie nauczyciela czy niestosownie się odezwie.
Tomasz Michałowicz, prezes Fundacji JiM

Problem jest taki, że to zawsze jest wina nauczyciela, który w nieświadomy sposób może prowokować dziecko. On jednak nie zdaje sobie z tego sprawy, wręcz nie dopuszcza takiej myśli, że nie potrafi poradzić sobie z autystą. Do podobnych sytuacji dochodzi także w szkołach specjalnych, gdzie teoretycznie jest większa świadomość zaburzeń takich jak autyzm czy zespół Aspergera.

I wtedy dzieci wpadają w tryb nauczania indywidualnego? Czy to dobre rozwiązanie?
To najgorsze, co można zrobić, bo nawet zdrowe dzieci w pierwszych latach swojego życia bardzo potrzebują kontaktów społecznych, a w szczególności dotyczy to maluchów z autyzmem.
Prócz placówek publicznych, mających pomagać dzieciom autystycznym, funkcjonuje także sfera tych prywatnych. Czy one w pewien sposób nie odciążają NFZ-owskiego systemu?
Być może, problem jest jednak taki, że w wielu instytucjach nastawionych na pomaganie autystom, rodziców traktuje się jak klientów, i to roszczeniowych. W prywatnych placówkach różnych organizacji terapeuci występują z pozycji jedynej osoby, która ma wiedzę, jak leczyć dziecko. Terapia zawsze musi być prowadzona w ścisłej współpracy z rodzicem.
A jak kwestie pomocy autystom wyglądają w innych częściach Europy? Czy to wszędzie tak samo marginalizowany problem?
Nie, absolutnie. Proszę sobie wyobrazić, że na Zachodzie dzieciaki z autyzmem same poruszają się komunikacją miejską – a więc ktoś musiał je do tego przygotować. W Polsce nigdy się z czymś takim nie spotkałem. Terapia, nawet jeśli jest, postrzegana bywa bardzo wąsko, niewielu specjalistów potrafi wykształcić w dziecku samodzielność.
W krajach bardziej dbających o autystów, takie osoby mogą mieszkać same, a nawet jeśli nie zupełnie bez opieki, to w przynajmniej mieszkaniach chronionych, gdzie pracownik socjalny pojawia się kilka razy w tygodniu - lub rzadziej.
Rozumiem. Jakie zagrożenia niesie za sobą takie zaniedbywanie kwestii autyzmu przez państwo?
To, że dzieciaki nie mają wsparcia teraz, odcina im możliwość w miarę samodzielnego funkcjonowania, nie mówiąc już o szansach na znalezienie pracy w dorosłym życiu. W krajach skandynawskich model pomocy funkcjonuje bardzo dobrze i rodzice coraz mocniej zdają sobie sprawę, że to jest możliwe. Zaczynają wymuszać zmianę.
I tu pojawia się Fundacja JiM. Jakiego rodzaju wsparcie oferujecie rodzicom dzieci autystycznych?
Po pierwsze, dajemy rodzicom siłę; Fundacja zorganizowała klub, który zrzesza już ponad 2 tys. osób. W ramach tej inicjatywy odbywają się spotkania w kilkunastu miastach Polski, które owocują konkretnymi działaniami. Jeżeli jakaś poradnia nie chce wpisywać w orzeczenie słowa "autyzm", to rodzice z naszym wsparciem są w stanie wywrzeć nacisk na tyle duży, że instytucja w końcu orzeka stan faktyczny. Można powiedzieć, że jako Fundacja, pomagamy zarządzać siłą, jaką mają rodzice, tym samym wymuszamy pozytywne zmiany na systemie.
Jednym słowem, sprawiacie, że rodzice nie czują się osamotnieni w swojej walce o pomoc dla dzieci?
Tak, sądzę, że Fundacja daje oparcie rodzicom i nadzieję – to działa mobilizująco i bezpośrednio wpływa na samopoczucie dzieci. Bardzo ważne jest również to, że JiM znosi bariery stojące na drodze do diagnozy i terapii. Za cel krótkofalowy postawiliśmy sobie stworzenie Centrum Terapii, co się udało. W zeszłym roku zdiagnozowaliśmy ponad 700 dzieci z całej Polski. W dłuższej perspektywie staramy się, by powstało więcej ośrodków oferujących darmową terapię.
Próbujecie jakoś wpływać na zmianę mentalności społeczeństwa, kształtować podejście do osób autystycznych?Jak najbardziej. Chcemy, by Polska stała się bardziej przyjazna dzieciom z autyzmem. Po to właśnie odbywa się akcja "Polska na Niebiesko", by uświadamiać, że objawy zaburzenia nie wynikają ze świadomie podejmowanych działań. Akceptowane dzieci mają większe szanse na to, żeby odnaleźć się w placówkach edukacyjnych, a to z kolei może wpłynąć na ich dalsze, zawodowe, życie.
Jak więc wygląda program pomocy dla autystycznego dziecka?
Nasze rozwiązanie jest oparte o to, by z dzieckiem intensywnie pracować przez 3 lata, a potem "wypuścić" do zwykłych szkół i przedszkoli, gdzie ma kontakt z rówieśnikami. Niestety, tak długo, jak długo nauczyciele nie będą sobie zdawać sprawy, z czym wiąże się autyzm, będzie to niemożliwe. Dlatego co roku szkolimy ok. tysiąca pedagogów.
Sądzi Pan, że gdyby państwo przeznaczało większe fundusze na pomoc, te procesy wyglądałyby zupełnie inaczej?
Pieniądze nie są głównym problemem. Chodzi bardziej o sposób ich dystrybucji i kontrolowania wydatków. Subwencja edukacyjna na zdrowie dziecko dla gminy wynosi kilkaset złotych, zaś na takie z autyzmem - 4 tysiące złotych. Jeśli w klasie jest jedno czy dwoje dzieci z całościowym zaburzeniem rozwoju, to spokojnie można zatrudnić nauczyciela wspomagającego, a i na terapię trochę zostanie. Rzeczywistość wygląda jednak tak, że gminy biorą pieniądze od rządu, ale później nikt tych wydatków nie kontroluje i są one trwonione.
Polska na Niebiesko!
Szkoły, przedszkola, poradnie, gwiazdy sportu i świata kultury, a także politycy – łącznie ponad 500 instytucji, czasami całe miasta, zadeklarowały udział w akcji "Polska na Niebiesko". Na stronie Fundacji można wybrać jedno z kilkuset miejsc oznaczonych na mapie i przyjść na wydarzenie organizowane w danym mieście. Można zapalić w oknie niebieskie światło, albo przypiąć niebieską wstążkę. I każdemu opowiadać o dzieciach z autyzmem. Ale przecież nic o nich nie wiem! – nie przejmuj się, wpisując swój adres mailowy na stronie, otrzymasz specjalny „Poradnik na 2 kwietnia”.
Zaświeć razem z resztą Polski!

Artykuł powstał we współpracy z Fundacją JiM.