W Polsce nie ma przepisów zakazujących udziału maluchów w konkursach piękności czy angażowania ich do występów w telewizyjnych show.
W Polsce nie ma przepisów zakazujących udziału maluchów w konkursach piękności czy angażowania ich do występów w telewizyjnych show. Fot. "Newsweek"

– Rodzice, którzy nie zrealizowali swoich marzeń, mogą projektować własne pragnienia na dzieci. Choć w większości robią to nieświadomie, to i tak wyrządzają tym maluchom wielką krzywdę – piszą w najnowszym wydaniu „Newsweeka” Małgorzata Święchowicz i Ewelina Lis.

REKLAMA

Punktem wyjścia dla tekstu „Kariera dla mamy” jest program „Mali giganci” – kontrowersyjne show emitowane na antenie TVN. Udział w nim mogą brać dzieci już od czwartego roku życia. I biorą, ale nie dlatego, że chcą, tylko dlatego, że chcą tego ich rodzice.

(…) Livia jest piękna, ma sześć lat, włosy za pas, gęste. Rodzice nakręcili więc filmik, jak pręży się i wygina do piosenki Rihanny o seksie, łańcuchach, biczach, z refrenem: „No, dawaj, dawaj, dawaj, lubię to, lubię to”. (…) Ośmioletnia Oliwka przebrała się za Cleo: warkocz, mocny makijaż, kusa spódniczka. Stanęła w domu przed kamerą i kręciła biodrami do podkładu: „My, Słowianki, wiemy, jak użyć mowy ciała, wiemy, jak poruszać tym, co mama w genach dała…”.

"NEWSWEEK"

– Nierozsądny rodzic potrafi sześciolatce malować rzęsy – piszą dziennikarki tygodnika. – Mała mówi, że nie chce brać udziału w castingu, a mama: „Chcesz. Bardzo proszę, wchodzisz, jesteś grzeczna, uśmiechasz się, nie marudzisz”.

I zwracają uwagę, że w Polsce brak prawa chroniącego najmłodsze dzieci przed angażowaniem ich do pracy czy występów przed kamerami w programach takich jak chociażby „Mali giganci”. Takie zapisy funkcjonują natomiast m.in. na Łotwie czy we Francji.

Autorki artykułu wyliczają, że tylko w zeszłym roku na reklamowanie produktów dla dzieci wydano 170 mln zł. To, ich zdaniem, dowodzi, że zapotrzebowanie na małych modeli jest w Polsce naprawdę duże.

– Mamy do czynienia z czymś, co można nazwać kultem rywalizacji – komentuje na łamach „Newsweeka” prof. Roman Leppert, pedagog z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. A to, jak zaznacza, budzi wiele obaw. – Wyobraźmy sobie klasę szkolną, jakąkolwiek grupę rówieśniczą, która funkcjonuje tylko w oparciu o jeden mechanizm: rywalizację. Ciągłe konkurowanie, mierzenie się z innymi, porównywanie. Poczynając od wyglądu, ubrania, poprzez samochód, którym jeździmy, dom.

Źródło: "Newsweek"