Leszek Niemycki, wiceprezes Deutsche Bank, w rozmowie z naTemat o tym, co lubią pieniądze i czy dają szczęście.
Leszek Niemycki, wiceprezes Deutsche Bank, w rozmowie z naTemat o tym, co lubią pieniądze i czy dają szczęście. Mat. prasowe Deutsche Bank

Co lubi pieniądz? Mieć właściciela. Czego nie lubi? Leżeć pod materacem. – Tak jak każdy z nas, lubi być sobą. Lubi się rozwijać, lubi rosnąć, ale i dobrze zjeść i dobrze wypić. Przede wszystkim jednak lubi pozostać pieniądzem – mówi wiceprezes zarządu Deutsche Bank Leszek Niemycki w rozmowie o prawdziwych pieniądzach. Tych, które dają szczęście. Potrafią uzależniać. I nigdy nie śpią.

REKLAMA
Pieniądze dają szczęście?
To zależy, jak się je spożytkuje. Mnie dają.
Przysłowie twierdzi inaczej.
W moim życiu okazało się ono nieprawdziwe. Pieniądze nie dają szczęścia tym, którzy nie mają na siebie pomysłu.
A tym, których jedyną motywacją jest mieć ich więcej?
Generowanie pieniędzy dla pieniędzy faktycznie może nie przynosić szczęścia, za to rodzić frustrację. Stres, że stopa zwrotu za niska, że kapitał za mały...
Co jeszcze dają pieniądze?

Otwierają możliwości. Są narzędziem. Trampoliną. Z jednej strony pomagają rozwijać zainteresowania. Z drugiej – zapewniają spokój i stabilizację, bo dają bezpieczeństwo moim najbliższym. Z jeszcze innej – ułatwiają realizowanie pomysłów i planów.
Lepiej je wydawać czy oszczędzać?

Najlepiej wydawać to, co się zarobi na oszczędzaniu, czy też inwestycjach. Wychodzę z założenia, że kapitał powinien być bazą bezpieczeństwa, a przychód z niego powinien być bazą rozwoju. Konsumpcji kapitału nie uważam za dobry pomysł. Długoterminowe oszczędzanie i budowa wartości są konieczne. Konsumpcja oczywiście też, ale z przychodów. 
I tu pojawia się dylemat. Chcielibyśmy mieć jak najwięcej przychodów z inwestowania, a jednocześnie bardzo boimy się o bezpieczeństwo tego kapitału.

To naturalna sprzeczność między bezpieczeństwem a dynamicznym inwestowaniem. Tu właśnie pojawia się sektor finansowy, który próbuje połączyć te światy wprowadzając element racjonalnego inwestowania. Możemy długo i namiętnie rozmawiać o dywersyfikacji…
O jajkach, koszykach…

Koszykach, jajkach, fazach, cyklach i o tym, na jakim etapie życia należy podejmować rozmaite decyzje.
Podkreśla pan rolę bezpieczeństwa. W stosunku do własnych pieniędzy jest pan ostrożnym konserwatystą?

Rozdzielam te dwie sfery: bankową i prywatną. W bankowości to bezpieczeństwo jest numerem 1. To jest bezdyskusyjne – bezpieczeństwo klientów, pracowników, akcjonariuszy. Ja sam natomiast nie jestem do końca stonowanym bankierem w szelkach i drogim zegarkiem. Miewam hobby. Przeszedłem z inwestycjami przez rynek kapitałowy, przez rynek nieruchomości. A ostatnio kupiłem sobie ratrak.
Ma pan stok?

Nie mam stoku, ale mam domek w górach, do którego się ciężko dojeżdża. Stąd ratrak.
Jako inwestycja?

Pomyślałem, że to fajna inwestycja – zabiorę gości przez ten śnieg, ratrak może też służyć do przewozu turystów, bo nikt w okolicy nie ma takiego urządzenia. Jednej tylko rzeczy nie przewidziałem.
?
Kamieni. Okazało się, że kamienie, których jest pełno na drodze do mnie, niszczą koła w gąsienicach ratraka. Teraz już jestem specjalistą od napędów, o których niewiele wiedziałem, gdy tę inwestycję robiłem.
Czyli pieniądz lubi pomysł. Co jeszcze? Ciszę? 

Pieniądz lubi mieć właściciela. Nie lubi być zgubiony, nie lubi też być zamieniony w mniej wartościowy towar. Tak jak każdy z nas, lubi być sobą. Lubi się rozwijać, lubi rosnąć, ale i dobrze zjeść, i dobrze wypić. Przede wszystkim jednak lubi pozostać pieniądzem. Nie mam nic przeciwko alternatywnym inwestycjom – w wina, obrazy, nieruchomości. Ale to nie my. W naszym banku pieniądz pozostaje pieniądzem. Ma swoją płynność.
Czyli jest elastyczny.

Przekształcony pieniądz ma jedną wielką wadę. Choćbym nie wiadomo jak bardzo chciał i co robił, decyzja o przekształceniu towaru z powrotem w pieniądz zależy już od innej osoby. A jeżeli czegoś nie kontrolujemy, to nie wiemy dokładnie, jakie jest ryzyko.
Nawet w tych niespokojnych czasach szalejących kursów upiera się pan, że najlepiej mieć po prostu pieniądz.
Tak, ale oczywiście szeroko rozumiany jako różnorodne instrumenty finansowe. Taki pieniądz jest płynny – zawsze można go w coś zamienić. Ale: "coś" nie zawsze można zamienić w pieniądz.
Powiedziałem, że nie jestem przeciwnikiem inwestycji alternatywnych, jednak wchodząc w nie, decydujemy się na wejście w inny świat. To świat braku gwarancji, braku ratingów. Kupujemy, na przykład, akcje Orlenu. Wszyscy znają spółkę, która ma jakiś standing finansowy, profil ryzyka, rating. Rynek jest dobry, można kupować. A jeśli kupujemy nieruchomość? Nie ma ratingu, pośrednik coś mówi, ale trudno to zweryfikować. 
Żywy pieniądz jest bardziej przewidywalny?

Widzi pan notowania giełdowe, ceny, profity. Kupuje pan z profitem i sprzedaje z profitem. W akcjach, obligacjach, czy funduszach mniej więcej wiemy, jak generowany jest zysk. A w nieruchomościach? Cena to życzeniowy profit klienta. A potem się zaczyna: może taniej, może drożej. Jaki czynsz, na ile nieruchomość jest wynajmowana, ile kosztuje zmiana najemcy, na ile mogę zabezpieczyć koszty remontu...
W bankowości pracuje pan od dwudziestu pięciu lat. Jakie cechy ma dobry ekspert od pieniądza?

Na pierwszym spotkaniu nic nie obiecuje. Stara się ocenić, ile osoba inwestująca wie o rynku, a na ile trzeba tę wiedzę wspomóc. Wiadomo, że każdy chciałby szybko, zaraz, teraz. 
Pana sprzedawcy w Deutsche Bank pewnie też. 

Taka jest ludzka natura, ale robimy wszystko, by nasi doradcy maksymalnie rzetelnie podchodzili do pracy z klientami. Robiliśmy profile inwestycyjne klientów, zanim banki zostały do tego zobowiązane przez prawo. Wciąż robimy dla klientów rzeczy, które nie są wymagane jeszcze przepisami. Dlaczego? Przecież nie ułatwia nam to procesu sprzedażowego. 
Ale ta refleksja, ten czas z klientem jest niezbędny, jeśli poważnie traktujemy klienta, pieniądz, swoją pracę. Edukacja i wiedza klienta są podstawą. Relacja inwestor-bank musi być relacją świadomą. Czasem to może być denerwujące dla klientów, zdarza się, że mówią: proszę przestać mi te wszystkie rzeczy opowiadać, czasu nie mam, już proszę mi sprzedać. 
logo
Czas z klientem jest niezbędny, jeśli poważnie traktujemy klienta, pieniądz, swoją pracę. Edukacja i wiedza klienta jest podstawą. Mat. prasowe Deutsche Bank
Co powinien w takiej sytuacji zrobić dobry doradca?
Odmówić sprzedaży. Powiedzieć: bardzo mi przykro, ale nie podejmuję pracy na takich warunkach. Jeżeli pan nie ma czasu albo motywacji, to może to doprowadzić w przyszłości do błędu, a ten - do nieporozumienia. Dlatego wkładamy dużo wysiłku w edukację klientów. Chcemy przybliżyć im świat inwestowania. Pokazać, że to prosty świat.
Prosty? Przecież on jest niebywale skomplikowany. Dziesiątki funduszy, setki albo setki tysięcy możliwości.

On jest wyjątkowo prosty.
Skoro taki prosty, to proszę podać jego trzy podstawowe reguły.

Po pierwsze: patrzmy na płynność. Po drugie: patrzmy na swoje własne ryzyko i ocenia, na ile jesteśmy w stanie zaryzykować. Po trzecie: wybierajmy te rzeczy, które rozumiemy. To ostatnie jest szczególnie ważne, bo mamy bardzo dużo towarzystw inwestycyjnych, które tworzą potężną galerię handlową, w której wszystko jest na wyciągnięcie ręki. 
I w której klient jest wewnątrz całkowicie bezradny.

I właśnie dlatego musi wyznaczyć sobie jakieś wytyczne. Własny profil. Jeśli nie chcę ryzyka, to wybieram lokatę bankową. Chcę mieć płynne środki, więc nie ma co kombinować: wpłacam sobie środki na rachunek oszczędnościowy. Chcę, żeby moje pieniądze pracowały – wybieram fundusze.
Muszę jednocześnie dodać, że ludzie często sami siebie oszukują. Mówią na przykład: jestem super konserwatywny. A potem krok po kroku zbliżają się do tych bardziej ryzykownych rozwiązań, bo oprócz tego, że są konserwatywni, bardzo chcą wysokich zwrotów. Dlatego nie skaczą od razu na koniec wykresu, gdzie ryzyko jest największe, ale powoli się do niego zbliżają.
Pieniądz czasem sypia?

Nie. Pracuje całą dobę. Oczywiście – jeśli jest zainwestowany. W innym przypadku jest na wakacjach. Pieniądze pod materacem się marnują.
Co robią pieniądze, gdy Deutsche Bank w Polsce zamyka placówki?

Oczywiście nie śpią. Pracujemy 24 godziny 7 dni w tygodniu na wszystkich kontynentach. Nasza oferta jest globalna. Byliśmy pierwszym bankiem w Polsce, który wprowadzał otwartą architekturę, potem zagraniczne fundusze. Jako patrioci jesteśmy przekonani, że przede wszystkim należy inwestować w to, co się rozumie, czyli rozwiązania lokalne, wiedzieliśmy jednocześnie, że świat nie kończy się na Polsce. Trzeba patrzeć dalej. 
Mówi pan o patriotyzmie. Czy pieniądze mają narodowość?

My w zdecydowanej większości inwestujemy w Polsce. Widzimy i rozumiemy produkty, w które wkładamy pieniądze. Skomplikowana inżyniera finansowa jest dla osób, które potrafią zrozumieć skomplikowane produkty – dla tych, które są w stanie ogarnąć na przykład korelacje pomiędzy sześcioma różnymi indeksami światowymi. Problem polega na tym, że każdy z elementów takiej inwestycji sam w sobie nie jest skomplikowany, skomplikowana jest jej korelacja. Lub jej brak.
Czy pana stosunek do pieniędzy zmieniał się z czasem?

Nabrałem dużego szacunku po własnych inwestycjach. Przyznać muszę, że zostałem przyuczony przez żonę. Doceniam zdrowe kobiece podejście do inwestowania.
Uważa pan, że jest to kwestia genderowa?

Kobiety myślą o pieniądzach inaczej, niż mężczyźni. Myślą bardziej o bezpieczeństwie. Nasze klientki potrafią świetnie inwestować pieniądze, ale mają w sobie więcej niż mężczyźni elementów tonujących. Mężczyźni, mówiąc kolokwialnie, bardziej się ‘napalają’. Bo mężczyźni to prostsze organizmy (uśmiech). Jak zobaczą Ferrari, kij do golfa albo obietnicę wielkich zwrotów w inwestycji, to trudno im przejść obok nich obojętnie.
Pan jednak w inwestowaniu doradza chłodną głowę.

Absolutnie. To nie mogą być żadne pochopne decyzje. I oczywiście rzecz najważniejsza – kupujmy to, co jest tanie. 

Przyznaje pan, że nabrał pokory wobec pieniądza.
Wielokrotnie straciłem, a to najlepsze lekcje pokory. Dziś rozróżniam dwa rodzaje pieniądza: dziki oraz ujarzmiony. 
logo
Wielokrotnie straciłem, a to najlepsze lekcje pokory. Dziś rozróżniam dwa rodzaje pieniądza: dziki oraz ujarzmiony. Fot. Shutter_M/ Shutterstock
Czym się różnią?

Dziki pieniądz po ujarzmieniu ma tę cechę, że daje całkowity finansowy odjazd. Proszę sobie wyobrazić, że wkłada pan środki w innowacyjną spółkę. Maleńką firmę wiążącą dziś ledwo koniec z końcem. I po kilku latach jest pan w stanie wyjąć 30, 40, 50 razy to, co pan włożył. Oczywiście jest wiele przypadków, że jest pan minus 100 proc. To jest inwestowanie drapieżne. Ujarzmić ten pieniądz jest bardzo miło. Niestety zwykle jest tak, że chcemy wciąż więcej, a nie zawsze się udaje. 
Pieniądze uzależniają? Uzależnia to przyjemne uderzenie adrenaliny, które dają?

Zdecydowanie. Tak powstaje klasa przedsiębiorców pomnażających środki. Należy się cieszyć z tego, że są w Polsce ludzie potrafiący ujarzmiać te dzikie finansowe zwierzęta i z tego żyć. I budować więcej i więcej.
Jak jest z pieniądzem ujarzmionym?

Tu pytanie brzmi: jak zachować jego siłę nabywczą. Świat zrobił się niezwykle skomplikowanym miejscem. Kiedyś uważaliśmy, że najlepiej mieć dolary. Potem zaczęliśmy coś za nie kupować. Potem dolary już nie były na topie, zastąpiło je euro i coraz częściej złotówka. Teraz relacje się zmieniają i dolar bardzo zyskuje na wartości. Po drodze był wielki kryzys, zmiany cen nieruchomości, surowców. Dlatego wielkim wyzwaniem jest doradzenie rodzinie, co powinna robić, aby tylko zachować wartość swoich ciężko zarobionych i zaoszczędzonych pieniędzy.
Gdzie pracują pańskie pieniądze?

W Deutsche Bank. Mam profil trochę bardziej agresywny niż przeciętny. Stać mnie na to, bo zarabiam powyżej przeciętnej i nie wydaję dużo. Nie mam nawet domu, mieszkam w mieszkaniu. Od zawsze miałem zasadę oszczędzania z każdej pensji. Dostałem niedawno pismo z ZUS z estymacją emerytury. Wyszło mi 2300 zł. Cytując klasyka: jak żyć? Odpowiedź jest prosta: tak, żeby mieć bezpieczeństwo finansowe na okres 70+.