Epoka tchórzliwych polityków. Zamiast rozmawiać, wygłaszają oświadczenia - boją się, że zniszczą warte miliony kampanie

Politycy coraz częściej stawiają na wygłaszanie oświadczeń zamiast rozmawiania z politykami.
Politycy coraz częściej stawiają na wygłaszanie oświadczeń zamiast rozmawiania z politykami. Fot. Sławomir Kamiński / Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Politycy mają coraz mniej odwagi. Coraz częściej nie stać ich nawet na poniesienie choćby najłagodniejszą formę odpowiedzialności za swoje decyzje, jaką jest konfrontowanie się z krytyką. Dlatego zamiast konferencji prasowych, mamy wystudiowane przemówienia. Sztaby mają świadomość, że jedno niewygodne pytanie może spowodować, iż miliony na kampanię będą pieniędzmi wyrzuconymi w błoto.


Półrocze Ewy Kopacz było dokładnie wystudiowaną akademią. Scenografia, tło z polityków i urzędników oraz przemówienie odczytane z karki. Zero pytań. Dlaczego? "Wie pan, ja jestem kobietą", czyli słynna odpowiedź na pytanie o Ukrainę z prezentacji rządu na Politechnice Warszawskiej jeszcze długo odbijała się premier czkawką. Jak pisaliśmy wtedy, była to dość droga impreza. Całe wrażenie zostało zniszczone przez jedną odpowiedź.


Platforma vs. media
Zapewne do tanich nie należało też podsumowanie półrocza rządów Ewy Kopacz. Choć trwało krótko, zbudowano potężną dekorację w największej sali Kancelarii Premiera. Podest, ekrany, do tego koszty produkcji spotu reklamowego i bardzo jasny przekaz. Szefowa rządu odczytała przygotowane przemówienie i po nieco ponad dziesięciu minutach wyszła. Pytań nie przewidziano.
Bardzo oszczędnie dostępem mediów do Bronisława Komorowskiego gospodaruje też sztab PO. Prezydent zgadza się na wywiady, ale nie wszędzie: chętnie bywa u Moniki Olejnik czy w TVP, ale na wywiad dla Telewizji Republika się nie zgodził. Nie każdy może też przejechać się z nim Bronkobusem i przeprowadzić krótką rozmowę na pokładzie. Rzadkością są też tradycyjne konferencje prasowe - często prezydent wygłasza oświadczenie, a dziennikarzom zostawia swoich ministrów.

Kandydaci bez mediów
Jeszcze bardziej zacięcie milczała Magdalena Ogórek. Kandydatka SLD pierwszy raz odpowiedziała na pytania dziennikarzy grubo ponad miesiąc po zaprezentowaniu jej kandydatury. Na pierwszy pełnowymiarowy wywiad w ogólnopolskiej telewizji zgodziła się dopiero 28 marca. Dokładnie 47 dni po deklaracji o starcie.
Bardzo otwarty na media Andrzej Duda też chowa się za plecami swojego rzecznika, kiedy musi odpowiadać na zarzuty ws. SKOK-ów czy in vitro. Tak było na przykład w Krakowie czy w Kłonówku Kolonii, gdzie Mastalerek ucinał pytania o in vitro.


Nie powtórzyć błędu prezesa
Podobnie zresztą PiS działał podczas kampanii do Parlamentu Europejskiego. Wtedy główną formą komunikacji Jarosława Kaczyńskiego z mediami było wydawanie oświadczeń: prezes mówił co miał do powiedzenia i koniec. Zapewne próbowano uniknąć powtórki z 2011 roku. Wtedy na finiszu kampanii parlamentarnej prezes spytał Jakuba Sobieniowskiego z "Faktów", czy jest z polskiej, czy z niemieckiej redakcji.

W ogniu kampanii o takie wpadki nietrudno. Nakładają się na siebie zmęczenie, duże emocje i prowokacyjne pytania dziennikarzy. Dlatego właśnie polscy politycy próbują zminimalizować ryzyko i coraz trudniej namówić ich na wywiad. Doskonale zdają sobie sprawę, że telewizje informacyjne muszą czymś wypełnić ramówki, a portale i gazety muszą o czymś pisać. Liczą, że z braku możliwości zadania pytań zadowolą się tym, co zechcą powiedzieć.

Duże pieniądze
Jest kilka przyczyn takiej zmiany. Pierwsza to wspomniane już pieniądze. Szkoda zmarnować wartą 10 mln zł kampanię jednym zdaniem. Czasem nie da się cofnąć szkód już do samych wyborów. Otwartością wobec dziennikarzy można dużo stracić, a niewiele zyskać. Zarobić punkty na rozmowie z dziennikarzem potrafią tylko najbardziej sprawni politycy np. Donald Tusk, Włodzimierz Czarzasty, Leszek Miller czy Joachim Brudziński.

A tych jest coraz mniej. To kolejny powód coraz większego zamykania się polityków na media. Coraz więcej w polskich partiach rekrutujących się z partyjnych młodzieżówek, którym brakuje intelektualnych kwalifikacji do pracy w polityce. Z kolei ci, którzy mają wiedzę często zupełnie nie radzą sobie w mediach i boją się dziennikarzy.
Coraz więcej będzie polityków, którzy będą traktowali media jako narzędzie przekazu, a nie interakcji. Wszak już Kopernik stwierdził, że gorszy pieniądz wypiera lepszy.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...