
Katastrofa samolotu Germanwings w Alpach spowodowała, że większą uwagę zwracamy na pilotów, którzy odpowiadają za nasze bezpieczeństwo. “Newsweek” opisuje kim są ci ludzie, skąd wzięli się za sterami, jak wygląda ich szkolenie oraz kontrola umiejętności.
Jak wyszkolić pilota? Wyszkolenie pilota to wielostopniowy, skomplikowany i niezwykle drogi proces. Wszystkie kursy, egzaminy i praktyki to równowartość kawalerki w Warszawie. Selekcję pilotów porównuje się do piramidy: u jej podstaw są pasjonaci modelarstwa, którzy zdecydują się na przygodę z szybownictwem – na kurs zapisze się 20 ze stu, skończy połowa. Spośród dziesiątki dwóch zrobi licencję pilota, a zawodowo zajmie się tym jeden (na stu).
Gęste sito testów Linie lotnicze co pół roku testują umiejętności swoich pracowników na symulatorach, muszą też zaliczyć okresowe badania lekarskie. Kiedy dzieje się coś niepokojącego są wysyłani na badania psychologiczne. Dawniej były one obowiązkowe, przeprowadzał je Wojskowy Instytut Medycyny Lotniczej.
Bo pilot musi być nie tylko doświadczony, ale też profesjonalny, opanowany i skupiony na bezpiecznym dowiezieniu ludzi na miejsce. – Nuda? I dobrze. W pilotowaniu boeinga nie chodzi o skok adrenaliny. Ta praca musi być nudna – mówi w rozmowie z “Newsweekiem” Piotr, pilot LOT.
Doświadczenie Badania lekarskie wyeliminowały z życia pilotów nadużywanie alkoholu, które jeszcze kilka dekad temu było podobno powszechne. Żartowano, że nie pije tylko autopilot i ten z pomnika przy Żwirki i Wigury. Teraz piloci muszą być w doskonałej formie fizycznej i psychicznej, a jeśli nie przejdą badań – wylatują. Jeden z rozmówców “Newsweeka” mówi o swoim koledze, który nie zaliczył testów medycznych i dzisiaj jest taksówkarzem w Warszawie.
Podstawowym problemem jest zgranie załogi. Choć żartuje się, że zadaniem drugiego pilota jest niczego nie dotykać i nie odzywać się, jego rola jest ogromna, gdy dzieje się coś niebezpiecznego. Wtedy pierwszy pilot zajmuje się utrzymaniem samolotu w powietrzu, a drugi sprawdza systemu, prowadzi komunikację i próbuje rozwiązać problem. Jest też głosem rozsądku.
Trudne życie pilota Na jakość pracy pilotów negatywnie wpływa zmęczenie i rosnące wymagania pracodawców. Piloci pracują nawet 50 godzin w tygodniu, a przerwa między jednym a drugim lotem to czasem tylko kilka godzin. Do tego linie lotnicze naciskają, bo tankować jak najmniej paliwa, a przecież rezerwa bywa niezbędna do ominięcia burzy czy przelotu na lotnisko zapasowe.
Linie lotnicze starają się zminimalizować niebezpieczeństwo do minimum, dlatego po katastrofie Germanwings większość linii wprowadziła obowiązek ciągłego przebywania w kokpicie dwóch osób. Ale nawet najlepsze procedury nie zapewnią 100 proc. bezpieczeństwa. Wszystko zależy od tego, co ma w głowie człowiek siedzący za sterami i jego kompan z fotela po prawej.
Źródło: "Newsweek Polska"
