
W rodzinie Melów doszło do odwrócenia ról - tym razem to syn mówił swojemu ojcu co i jak ma zrobić. Bo to on jest doświadczonym podróżnikiem, a dla Bogdana Meli to pierwsza taka wyprawa. Podróż przez zamarznięty Bajkał, którą opisuje “Nwesweek”, była ogromnym wyzwaniem dla ich obydwu.
Jan Mela nie miał łatwego dzieciństwa. Najpierw spalił się dom, w którym mieszkali - rodzice cudem uratowali Jana, jego brata i dwie siostry. Rok później Piotruś utopił się w jeziorze, nad którym rodzina spędzała ostatnie chwile wakacji. Żałoba niemal rozbiła rodzinę.
Jan Mela
Stosunki między ojcem a synem były napięte, Jan Mela przyznaje, że nienawidził swojego taty. I wtedy na rodzinę spadła kolejna tragedia: Jan stracił rękę i nogę, kiedy poraził go prąd z transformatora. Po wyjściu ze szpitala musiał przejść przez długą i bolesną rehabilitację, ale na służbie zdrowia w Malborku nie można było polegać. Dlatego to Bogdan Mela zaczął zajmować się niepełnosprawnym synem.
Jan Mela
Jan coraz bardziej nienawidzi wymagającego ojca. Po rehabilitacji nawet nie chce jeść z nim posiłku - jadł w swoim pokoju, sam. Kiedy wszyscy są u granic wytrzymałości, rodzice Jana kontaktują się z podróżnikiem Markiem Kamińskim. Zaczynają się przygotowania do pionierskiej podróży na biegun. W chwilach słabości Jan powtarza sobie, że musi coś udowodnić ojcu. – I paradoksalnie myślę, że to właśnie autorytarne zachowanie taty było dla mnie największą motywacją – mówi “Newsweekowi” Jan Mela.
Źródło: "Newsweek Polska"
