Pije do 5 rano, później bierze skalpel i operuje. Lekarz: W tygodniu staram się trzymać pion, problemem są weekendy

Pije do 5 rano, później bierze skalpel i operuje. Lekarz: W tygodniu staram się trzymać pion, to kwestia weekendowa
Pije do 5 rano, później bierze skalpel i operuje. Lekarz: W tygodniu staram się trzymać pion, to kwestia weekendowa Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
– Wypróbowałem na sobie wszystkie leki na chorobę Parkinsona – zdradza w swojej autobiografii muzyk i lekarz Kuba Sienkiewicz. Lider "Elektrycznych gitar" opowiedział o swoim uzależnieniu od alkoholu i leków psychotropowych. Internauci pytają więc: A czy był pan trzeźwy, gdy operował mojego umierającego ojca? Ludzie są w szoku, tymczasem picie i przyjmowanie leków psychotropowych przez lekarzy to codzienność polskiej służby zdrowia.


Szacuje się, że co dziesiąty lekarz ma problemy z alkoholem. Dotarcie do chirurga, który co weekend potrafi imprezować do piątej rano, a trzy godziny później wziąć do ręki skalpel zajęło kilka minut. Podobnie jak znalezienie córki ginekologa, który od kilkudziesięciu lat pije codziennie, również w trakcie dyżuru. To nie przypadek.


– Poza godzinami pracy pije się sporo – mówi bez ogródek dr Piotr który, nie ukrywa, że przychodzi do pracy na kacu. Twierdzi, że czasem mu to przeszkadza, ale w razie potrzeby, potrafi stanąć na wysokości zadania – Adrenalina spina człowieka bardzo mocno i jestem w stanie sobie poradzić, choć generalnie kac utrudnia mi pracę. W tygodniu staram się trzymać bardziej w pionie, to kwestia raczej weekendowa – wyjaśnia.

Alkoholu nadużywa ponad 3 mln Polaków. To problem całych rodzin i wszystkich zawodów. – Mój ojciec pije od kilkudziesięciu lat– mówi Ania, córka 70-letniego ginekologa. Oficjalnie – jedną do dwóch butelek wina codziennie wieczorem. Ile naprawdę, wie tylko on.

– Robi to w ramach kolacji. Później wstaje na bani, bo trudno obudzić się trzeźwym po takiej dawce. W ciągu dnia wali tzw. klina, czyli pije wino albo piwo - tym razem "w ramach obiadu" – słyszę od swojej rozmówczyni.

Katarzyna Strzałkowska z Naczelnej Rady Lekarskiej mówi naTemat, że w roku 2013 za przewinienie polegające na wykonywaniu zawodu pod wpływem alkoholu zostało ukaranych 6 lekarzy. – Są to lekarze, w stosunku do których sprawa toczyła się przed okręgowym rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej a następnie została skierowana do okręgowego sądu lekarskiego z wnioskiem o ukaranie – mówi Strzałkowska.


Trzeba się skoncentrować
Chirurdzy operują na kacu. – Szczerze mówiąc mi się to też zdarzyło – mówi dr Piotr, który unika imprez, gdy następnego dnia ma planową operację. Problem pojawia się, gdy wydarzy się nagły wypadek. – Jakiś czas temu skończyłem imprezę późnym wieczorem, czy nawet nocą i rano po przyjściu do pracy okazało się, że trzeba kogoś operować, czego nie miałem w planie. Była to chyba operacja chirurgiczno-brzuszna. Faktycznie, było to utrudnione – że tak powiem. Trzeba było się o wiele bardziej skoncentrować, a mój stan w tym przeszkadzał – słyszę od mojego rozmówcy.

Czy zdarzyło się Panu, że miał Pan z tego powodu nieprzyjemność?

Dr Piotr: W sensie, że pacjent wyczuł ode mnie alkohol?

Pacjent lub ktoś z personelu.

Zdarzyło się, że przyszedłem do pracy po imprezie zakrapianej alkoholem i czuć było ode mnie alkohol. Usłyszałem to od kolegi z pracy. Nikt z pacjentów jeszcze mi tego nie powiedział.

Dr Piotr został ostrzeżony przez swojego kolegę, również lekarza, więc sprawa się skończyła. Co byłoby wówczas, gdy kac jest okazał się zbyt duży na operację? Jak wyjaśnia mój rozmówca, wtedy można liczyć na solidarność zawodową, która w tej kwestii jest niezawodna.

– Jeśli ktoś poza godzinami pracy zapije, często może liczyć na pomoc zespołu. Zdarza, że ktoś miał jakąś uroczystość itd. Gdy czuje się słabiej, to kolega mówi do niego: odpocznij sobie, ja pójdę tę sprawę załatwić, a jak będzie się działo coś ważnego, to cię obudzę za godzinkę, dwie – mówi mi Piotr.
Ojciec pani Ani niemal codziennie bywa w pracy po lub w trakcie picia alkoholu. – Najgorsze są święta, bo wtedy w ogóle nie musi wstawać z łóżka. W pracy wydaje się być trzeźwo myślący i dość dobrze prowadzi swoje pacjentki. Te jednak piszą w internecie o zapachu alkoholu, który unosi się w jego gabinecie, że gada głupoty, powtarza się... Ale jakimś cudem, komentarze te dość szybko znikają z sieci – mówi córka pijącego lekarza.
ANNA

To schludny, starszy pan, po którym nikt by nie powiedział, że pije. Podejrzewam, że w ciągu dnia nigdy nie doprowadził się do takiego stanu, jak to robi wieczorem. Nikt go nigdy nie złapał za rękę.

Zdaniem dr. Piotra, kolejnym problemem dotyczącym trzeźwości lekarzy, jest dostęp do leków. – Każdy lekarz dyżurujący w szpitalu ma dostęp do leków narkotycznych, które mogą dowolnie wypróbowywać. Mnie to nie kusiło, ale gdybym chciał, mógłbym codziennie po pracy zażywać morfinę – zapewnia mój rozmówca. Przyznaje jednak, że w swojej karierze spotkał się jedynie z dwoma przypadkami lekarzy, którzy ewidentnie mieli z tym problem i regularnie zażywali leki, nawet w trakcie pracy.

– Były to pochodne morfiny, a lekarze ci zostali zwolnieni – tak to się skończyło – wspomina lekarz. Ze światowych badań wynika, że szczególnie narażeni na uzależnienia są anestezjolodzy.

Łatwo o wpadkę
Jak mówią sami lekarze, zjawisko picia w tym środowisku ma dużą tradycję. – To było powszechne i jako lekarz z dziesięcioletnim stażem znam je głównie od starszych kolegów. Dziś zostało to radykalnie ukrócone – mówi mi chirurg z dużego szpitala w jednym z dawnych miast wojewódzkich.
Dr Piotr

Przed laty byłem świadkiem, jak mój kolega lekarz – czynny alkoholik został nakryty przez pacjenta na piciu. Wezwano policję i przebadali lekarza alkomatem. Został zwolniony dyscyplinarnie.

Jak mówi Piotr, nawet w dawnych czasach nie można było pić wszędzie "równie bezkarnie". Były miejsca, w których praca była na tyle spokojna, a kontakt z pacjentem ograniczony, że warunki sprzyjały popijaniu. – Dziś lekarze otrzymują specjalne klauzule w umowach kontaktowych, sam ostatnio taką podpisałem. Zgodnie z nimi, pracodawca ma prawo sprawdzić poziom alkoholu u dyżurującego lekarza. Grożą za to kary wysokie kary finansowe. To rzeczywiście działa dzisiaj prewencyjnie – mówi.

Ciche przyzwolenie?
Ojciec pani Ani tłumaczy, że jego skłonność do alkoholu to pozostałość z czasów, gdy pracował w... izbie wytrzeźwień. Mówi o "chorych dyżurach" dwa dni z rzędu lub do późna w nocy, stresie itd. Swoje picie nazywa metodą na odreagowanie tego, że pacjentki i dzieci nieraz umierają. – Dużo przebywam w środowisku lekarzy i wiem, że istnieje przyzwolenie społeczne na wszystko, co robi lekarz. Może lać żonę, pić, ale jest cenionym doktorem – mówi mi Anna. Jej zdaniem, w Polsce przymyka się oko na wszystkie grzechy "szanowanych" lekarzy.

Jak mówi dr Piotr, część znanych mu lekarzy, którzy mieli poważny problem z alkoholem, przeszła już na emeryturę. Inni, którzy byli wciąż w wieku produkcyjnym, musieli zrezygnować z wykonywania zawodu. – Jeśli goście za dużo popijali, byli proszeni o zmianę miejsca pracy. Ale to, że w szpitalach piło się przez całe lata, to jest sprawa oczywista i jako pracownik mogę to potwierdzić. Dziś radykalnie się to zmniejszyło, bo lekarze się po prostu boją – mówi mi dr Piotr.

Katarzyna Strzałkowska tłumaczy, że w sytuacji problemu alkoholowego izby lekarskie zamierzają wyłącznie ukarać lekarza czy zawiesić go w prawie wykonywania zawodu, podejmowane są przede wszystkim działania mające na celu podjęcie terapii przez uzależnionego.

– Izby lekarskie stworzyły instytucję pełnomocnika ds. zdrowia lekarzy. Lekarz może skorzystać nieodpłatnie z możliwości zgłoszenia się do pełnomocnika ds. zdrowia lekarzy przy Izbie Lekarskiej – mówi rzecznika NRL. Od momentu powołania tej instytucji w 2007 roku pojawiło się co najmniej 50 spraw prowadzonych przez pełnomocników.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl