
– Wypróbowałem na sobie wszystkie leki na chorobę Parkinsona – zdradza w swojej autobiografii muzyk i lekarz Kuba Sienkiewicz. Lider "Elektrycznych gitar" opowiedział o swoim uzależnieniu od alkoholu i leków psychotropowych. Internauci pytają więc: A czy był pan trzeźwy, gdy operował mojego umierającego ojca? Ludzie są w szoku, tymczasem picie i przyjmowanie leków psychotropowych przez lekarzy to codzienność polskiej służby zdrowia.
Chirurdzy operują na kacu. – Szczerze mówiąc mi się to też zdarzyło – mówi dr Piotr, który unika imprez, gdy następnego dnia ma planową operację. Problem pojawia się, gdy wydarzy się nagły wypadek. – Jakiś czas temu skończyłem imprezę późnym wieczorem, czy nawet nocą i rano po przyjściu do pracy okazało się, że trzeba kogoś operować, czego nie miałem w planie. Była to chyba operacja chirurgiczno-brzuszna. Faktycznie, było to utrudnione – że tak powiem. Trzeba było się o wiele bardziej skoncentrować, a mój stan w tym przeszkadzał – słyszę od mojego rozmówcy.
Czy zdarzyło się Panu, że miał Pan z tego powodu nieprzyjemność?
Dr Piotr: W sensie, że pacjent wyczuł ode mnie alkohol?
Pacjent lub ktoś z personelu.
Zdarzyło się, że przyszedłem do pracy po imprezie zakrapianej alkoholem i czuć było ode mnie alkohol. Usłyszałem to od kolegi z pracy. Nikt z pacjentów jeszcze mi tego nie powiedział.
To schludny, starszy pan, po którym nikt by nie powiedział, że pije. Podejrzewam, że w ciągu dnia nigdy nie doprowadził się do takiego stanu, jak to robi wieczorem. Nikt go nigdy nie złapał za rękę.
Jak mówią sami lekarze, zjawisko picia w tym środowisku ma dużą tradycję. – To było powszechne i jako lekarz z dziesięcioletnim stażem znam je głównie od starszych kolegów. Dziś zostało to radykalnie ukrócone – mówi mi chirurg z dużego szpitala w jednym z dawnych miast wojewódzkich.
Przed laty byłem świadkiem, jak mój kolega lekarz – czynny alkoholik został nakryty przez pacjenta na piciu. Wezwano policję i przebadali lekarza alkomatem. Został zwolniony dyscyplinarnie.
Ojciec pani Ani tłumaczy, że jego skłonność do alkoholu to pozostałość z czasów, gdy pracował w... izbie wytrzeźwień. Mówi o "chorych dyżurach" dwa dni z rzędu lub do późna w nocy, stresie itd. Swoje picie nazywa metodą na odreagowanie tego, że pacjentki i dzieci nieraz umierają. – Dużo przebywam w środowisku lekarzy i wiem, że istnieje przyzwolenie społeczne na wszystko, co robi lekarz. Może lać żonę, pić, ale jest cenionym doktorem – mówi mi Anna. Jej zdaniem, w Polsce przymyka się oko na wszystkie grzechy "szanowanych" lekarzy.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
