Marcin Prokop zniechęcał do brania kredytu i rozpoczął wielką dyskusję. "Kilkanaście lat temu też wziąłem kredyt"

Marcin Prokop dla naTemat o zakupie mieszkania: Również kilkanaście lat temu wziąłem kredyt
Marcin Prokop dla naTemat o zakupie mieszkania: Również kilkanaście lat temu wziąłem kredyt Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Marcin Prokop (nie po raz pierwszy) wywołał internetową burzę. Tym razem stwierdził, że ludzie nie powinni brać kredytów, bo to pętla na szyi. Odradził młodym Polakom życia na kredyt, i zasugerował, by pomyśleli o długoterminowym wynajmie. Sam natomiast przyznał, że kupił mieszkanie za gotówkę w "odpowiednim momencie".


Wywiad z Marcinem Prokopem przeprowadzony przez Jak.tv był szeroko komentowany w sieci. Tylko niektórzy przyznali "facet ma rację, bo kredyt zawsze jest złem". Większość osób wypowiada się jednak w nieco innym tonie, podkreślając, że Prokop dysponuje zdecydowanie większym majątkiem niż przeciętny Polak. Jego wypowiedź ma zaś wynikać z tego, że "oderwał się od rzeczywistości", a Polacy biorą kredyty nie dlatego że chcą, tylko muszą. Poprosiliśmy Marcina Prokopa o wyjaśnienie, co tak naprawdę miał na myśli.


Mam wrażenie, że dał Pan receptę typu: Rozwiązała się sznurówka, trzeba się schylić i ją zawiązać. Ludzie wiedzą, że lepiej jest kupić mieszkanie za gotówkę w dobrym momencie niż brać kredyt, tak jak Pan zrobił. Ale zaledwie kilka procent Polaków na to stać. Do kogo była skierowana Pańska recepta?


To nie recepta, tylko wyłącznie moje osobiste refleksje. Nie zamierzam nikomu dyktować jak ma żyć i wydawać swoje pieniądze. Chciałem jedynie pokazać inną perspektywę, niż narracja dyktowana przez banki, zachęcające klientów do bezrefleksyjnego zadłużania się. Temat jest mi bliski o tyle, że mam wokół wielu młodszych znajomych, znajdujących się na początku swojej samodzielnej drogi, którzy muszą podjąć strategiczne decyzje, rzutujące na ich dalsze życie.


Ostatnio trochę na ten temat z nimi dyskutowałem, zwracając uwagę choćby na taką oczywistość, że kredyt hipoteczny jest bezwzględnym zobowiązaniem na kilkadziesiąt lat i nie można tak po prostu przestać go spłacać. A co, jeśli po drodze trafi się gorszy okres albo utrata pracy, a młody człowiek, od niedawna pracujący zawodowo, nie zdążył jeszcze zbudować jakiejkolwiek poduszki bezpieczeństwa, odłożyć oszczędności na czarną godzinę? Wówczas najczęściej idzie do banku po kolejną pożyczkę. W ten sposób nakręca się spirala długu, z której cholernie ciężko jest później wyjść. Do tego banki zachęcają do brania kredytów na wyrost. Kuszą: "po co ci kawalerka, lepiej od razu z myślą o przyszłości kupić większe mieszkanie, do tego warto wziąć jeszcze pożyczkę na meble i sprzęt AGD, przecież to w sumie tylko kilkadziesiąt tysięcy więcej, weź, weź!".

W ten sposób młody człowiek zostaje ubrany w zobowiązanie, które potrafi na wiele lat zablokować jakąkolwiek finansową swobodę i życiową elastyczność. Boi się zmienić pracę, nawet jeśli przestała mu ona odpowiadać. Staje się zakładnikiem swojego szefa, który często tę słabość wykorzystuje. Boi się podjąć jakiekolwiek życiowe ryzyko, nie jest w stanie nigdzie na dłużej wyjechać. Bo kredyt, bo trzeba spłacać. Dla wielu kredytobiorców, których znam, rata mieszkaniowa stanowi większość ich miesięcznych dochodów. Czują się jak niewolnicy banku, w którym mają kredyt. Nie mogą nawet tego mieszkania sensownie sprzedać, bo cena, jaką uzyskają, będzie znacząco niższa od kwoty, jaką muszą oddać bankowi. Jeśli jeszcze ktoś dał się namówić na pożyczkę w obcej walucie, to nie muszę już chyba mówić, co się dzieje, jeśli jej kurs wzrośnie. Mieliśmy ostatnio wystarczająco dużo medialnych przykładów ludzkich dramatów, gdy frank zaczął szaleć.

Banki rzeczywiście są właścicielami mieszkań do spłaty kredytu. Ale jednak dzień po spłacie, kredytobiorcy mają własne mieszkanie. Wynajmujący zostają z niczym, nawet na te kilka lat życia. Nie zostawią też niczego dzieciom. To bez znaczenia?

Powtarzam, każdy samodzielnie podejmuje tę decyzję, oceniając, co jest dla niego najważniejsze - poczucie własności czy poczucie wolności? Oczywiście nie ma rozwiązań idealnych i wynajem też ma swoje wady i ograniczenia. W mojej ocenie pozwala jednak na większą, życiową manewrowość. W czasach prosperity możemy łatwo zamienić mieszkanie na większe, w lepszej dzielnicy. Kiedy wiedzie nam się gorzej, możemy tymczasowo zwinąć żagle.

Mówi pan, że mieszkanie wzięte na kredyt w końcu stanie się własnością kupującego. No dobrze, warto jednak zdać sobie sprawę z tego, że mieszkanie, spłacone po kilkudziesięciu latach, na rynku warte będzie dużo mniej, niż suma, którą w tym czasie oddaliśmy bankowi, bo procentowy wzrost cen mieszkań na rynku postępuje znacznie wolniej, niż roczny koszt kredytu. Biorąc dziś kredyt na pół miliona i uwzględniając odsetki, przez trzydzieści lat zapłacimy za mieszkanie w sumie jakieś dwa razy więcej. Jeśli wówczas zechcemy takie mieszkanie sprzedać, to i tak będziemy w plecy. To dla mnie kontrargument wobec tych, którzy twierdzą, że wynajmując mieszkanie wrzucamy jedynie pieniądze do cudzej kieszeni, nie zyskując niczego trwałego w zamian. Do tego, przez cały okres trwania kredytu, jesteśmy w znacznej mierze uwiązani do jednego miejsca, bo sprzedaż mieszkania przed jego zakończeniem, jak mówiłem, zwykle się nie opłaca. A co, jeśli zechcemy się przeprowadzić, bo dostaniemy lepszą pracę w innym miejscu? Albo co w sytuacji, kiedy nie zdążymy za życia spłacić kredytu do końca? Wówczas nasze dzieci dostaną w spadku dług rodziców, zamiast prezentu, o którym pan mówi.

Ale przecież mieszkanie na kredyt można też wynająć.

Mieszkanie kupione na kredyt można oczywiście wynająć, ale w praktyce nie jest to tak złoty biznes, jak wydaje się w teorii. Wielu moich znajomych się na tym przejechało. Na wynajmie zarabiają nieliczni, najczęściej ci, którzy doskonale znają ten rynek, mają po kilka mieszkań, kupionych spekulacyjnie specjalnie z myślą o wynajmie. Przeciętny Kowalski, chcący wynająć swoje skredytowane przez bank mieszkanie w momencie jakiegoś życiowego kryzysu, raczej na tym nie zyska. Nie mówiąc już o tym, że musi przecież gdzieś mieszkać, więc sam będzie musiał coś wynająć. Różnie też bywa z lokatorami wynajmowanych mieszkań, wpuszczenie obcych ludzi do swojego mieszkania jest dodatkowym czynnikiem ryzyka.

Komentatorzy piszą, że kupił Pan mieszkanie, bo miał gotówkę, a nie dlatego, że zrobił to w odpowiednim momencie. Nie mają racji?

Widzę, że komentatorzy lepiej znają moją sytuację finansową, niż ja sam. Gratuluję. Cóż, tytułem wyjaśnienia, chociaż moja osobista sytuacja nie ma żadnego znaczenia dla opisu problemu, o którym mówię - ja również kilkanaście lat temu wziąłem kredyt na mieszkanie, bo jak większość klientów banków nie miałem do końca świadomości, w co się pakuje i ile mnie to będzie kosztować. Miałem to szczęście, że dzięki swojej pracy, udało mi się go wcześniej spłacić. Życzę każdemu takiego luksusu. Ale to nie zmienia faktu, że gdybym dziś, w podobnej sytuacji życiowej, czyli nie mając gotówki na zakup mieszkania, stanął przed wyborem - brać kredyt czy wynajmować, bez wahania wybrałbym to drugie.

Potrafię jednak zrozumieć emocje, które wywołuje ten temat, bo w naszym kraju przywiązanie do poczucia własności jest szczególnie silne, podczas gdy na przykład w Niemczech 80% nowych samochodów jest finansowanych wynajmem. My dopiero uczymy się świadomie korzystać z tego narzędzia i doceniać jego zalety, pokonując nieufność.
Co lepiej zrobić?
Wziąć kredyt i kupić mieszkanie – zawsze lepiej płacić na "swoje"
Wynajmować – kredyt to niepotrzebne uwiązanie się na lata
A co za różnica – nawet kredytu nie dostanę
Poll Maker


Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Gliński weźmie artystów za twarz, jak w PRL? Prawda może was zaskoczyć
0 0Krótka ławka PiS. Nowy minister finansów debiutował jeszcze u Tuska
POLECAMY 0 0"Ostatnio pytali o trolle Ziobry". Uczy WOS-u w podstawówce i tak ocenia świadomość 14-latków
WYBORY 2019 0 0"Wyborcza": opozycja ma szansę odsunąć PiS od władzy. Jest nowy sondaż