
W Korei Północnej właśnie ruszyła rekrutacja do „drużyny rozkoszy”. Kim Dzong Un wskrzesił skład niemalże dokładnie w trzecią rocznicę jej rozwiązania. Grupę postanowiono rozwiązać po po śmierci poprzedniego przywódcy. Ale na pomysł osobistego haremu Kim nie wpadł ani pierwszy, ani – jak zgodnie osądzają eksperci – ostatni.
W skład kilkudziesięcioosobowej grupy kobiet umilających życie koreańskiemu przywódcy będą wchodziły wyłącznie te dziewczęta, które przejdą rygorystyczny proces selekcji. By znaleźć i zwerbować te najładniejsze i najmłodsze, mające najczęściej około 15 lat dziewczęta, urzędnicy Kima mają zjechać cały kraj. Nic dziwnego, bo panie powinny być nie tylko najpiękniejsze, ale i najbardziej utalentowane w swoich dziedzinach. A poszukiwane są nie tylko kochanki czy tancerki, ale też piosenkarki i pokojówki.
Stworzenie takiej grupy to w Korei Północnej tradycja, którą zapoczątkował „wieczny prezydent” Kim Ir Sen. Swoją drużynę miał również ojciec Kim Dzong Una – Kim Dzong Il. Po jego śmierci grupa została rozwiązana, a kobiety dostały odpowiednią pensję i odesłano je do domów. Obecny dyktator nie stworzył drużyny wcześniej tylko dlatego, że obowiązywała go trzyletnia żałoba po śmierci ojca właśnie.
Kultura, ego i popęd Kultywowanie tradycji wynikającej z kultury czy rozbuchane ego przywódcy? My, obywatele oświeconej od wieków Europy powiemy natychmiast – przerośnięte ego męskiego szowinisty, tyrana negującego wartość kobiet i poniżającego je jako istoty słabsze od siebie. I jakkolwiek racji nam w tym nie brak, o niezrozumiałych dla nas względach kulturowych warto tu jednak wspomnieć.
– Harem w kulturze chińskiej obecny jest od dawna – mówi dr Bogna Łukomska z Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. – I, jak podejrzewam, tym samym także w koreańskiej. Pamiętać bowiem musimy, że kultura chińska na koreańską wywarła ogromny wpływ.
Badaczka dodaje, że choć dziś istnienie takiego haremu kojarzy nam się przede wszystkim z aspektem seksualnym, to w kulturze azjatyckiej istotną rolę odgrywała tu często chęć stworzenia odpowiedniej pozycji władcy, przekonanie społeczeństwa, że jest człowiekiem majętnym i stać go na utrzymanie wielu kobiet.
Wojciech Tomaszewski, Centrum Studiów Polska–Azja
– Zdarzało się, że cesarz chiński miał w pałacu ponad 2,5 tysiąca kobiet – wyjaśnia dr Łukomska. – To jest jasne, że on z nimi wszystkimi nie współżył. Ale ich liczna obecność dowodziła właśnie wysokiego majątkowego statusu. Bo kobieta poza bramy pałacu nie mogła wychodzić. Wręcz przeciwnie – jak już tam trafiła, bardzo często zostawała do śmierci.
Pytanie czy działania Kima można uzasadnić względami kulturowymi pozostaje jednak otwarte. Eksperci są zgodni, że wskutek izolacji politycznej w jakiej od lat pozostaje Korea Północna, trudno cokolwiek pewnego w tej sprawie stwierdzić.
Było, jest i będzie? "The Mirror" podaje, że Kim Dzong Un w dążeniach do stworzenia swojej „drużyny rozkoszy” inspiruje się istnieniem takiego samego składu, jaki niegdyś znajdował się w posiadaniu jego poprzedników. Ale z pewnością nie tylko.

Z zamiłowania do płci pięknej słynął przecież swego czasu sam wielki Mao Tse-tung, który czterokrotnie stawał też na ślubnym kobiercu.
"Życie erotyczne towarzysza Mao"
Azjatyccy przywódcy nie są jednak w zamiłowaniu do kobiecego towarzystwa odosobnieni. Minął dopiero nieco ponad rok od premiery głośnego dokumentu przygotowanego przez dziennikarzy brytyjskiego kanału BBC Channel Four prezentującego seksualne upodobania wieloletniego dyktatora Libii – Muammara Kaddafiego. Ten, w przeciągu 42 lat swego panowania, z pomocą swoich ochroniarzy zniewolił i zgwałcił setki, jeśli nie tysiące młodych kobiet, które następnie porzucał.

Większość ofiar Kaddafiego to kilkunastoletnie dziewice. Wódz sam wybierał swoje ofiary. Zaczynało się od jego wizyty w szkole, bądź na uczelni – wskazane dziewczyny głaskał po głowie. Po kilku godzinach funkcjonariusze sił bezpieczeństwa pojawiali się u nich w domu i zabierali je w odizolowane miejsce. Kaddafi trzymał nastolatki w kilku kryjówkach. Jedna mieściła się na uniwersytecie Trypolisu, inne w jego licznych pałacach. W tych odizolowanych miejscach dziewczyny były zmuszane do oglądania pornografii. Po to, by wiedziały, jak zadowolić dyktatora.
Następnie dziewczyny, z których najmłodsza miała 14 lat, były badane przez ginekologa. Jeśli lekarz nie miał zastrzeżeń co do stanu ich zdrowia, trafiały one w ręce okrutnego dyktatora, który je regularnie bił i gwałcił. Te, którym udało się uciec, często ginęły w ramach tzw. zabójstw honorowych z rąk swoich krewnych. Rodziny zabijały je, by ratować dobre imię klanu przed hańbą.
Europa nie jest lepsza Na Starym Kontynencie także zdarzali się politycy, którzy gustowali w licznej obecności młodych dam. Daleko nie trzeba szukać. Mamy tu przecież chociażby przypadek włoskiego premiera Silvio Berlusconiego i jego hucznych imprez, w których obok niego i jego przyjaciół uczestniczyły także nieletnie, acz piękne dziewczęta. I choć forma „haremu” nieco inna, problem pozostaje ten sam.
– Sformułowanie harem możemy rozpatrywać w kategoriach kulturowych i w kategoriach obyczajowych, jako sposób funkcjonowania poszczególnych mężczyzn – wyjaśnia prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog. – Jeśli mamy do czynienia z normami kulturowymi – to gromadzenie wokół siebie licznej grupy kobiet ma służyć nie tylko zaspokojeniu popędu seksualnego, ale też spełnieniu określonych społecznych oczekiwań.
Badacz wyjaśnia, że są jednak i tacy mężczyźni, którzy przez wzgląd na swój rozbuchany popęd seksualny, nie są w stanie trwać przy jednej tylko partnerce. I to niezależnie od tego, w jakiej żyją kulturze. Częsta zmiana partnerek lub trwanie w związkach równoległych daje im dodatkowe poczucie władzy czy atrakcyjności. – Dlatego ci, którzy zajmują znaczącą pozycję w świecie polityki czy show biznesu mają takie poczucie, że im więcej wolno – dodaje prof. Izdebski.
Drzwi do kariery Na koniec warto wspomnieć jeszcze o jednej kwestii. A mianowicie – obecność w haremie wodza jest czasem większym powodem do dumy niż rozpaczy. To dlatego, że status żony, kochanki, konkubiny najważniejszej osoby w państwie bywa dla kobiet nie tylko prestiżem, ale i drzwiami do kariery.
Agnieszka Krzemińska, "Polityka"
Na koniec więc znów warto powtórzyć – tak było kiedyś, chociażby w przypadku czwartej żony Mao Tse–Tunga, która z kochanki stała się żoną i jedną z najbardziej wpływowych kobiet w całej historii Chin, i tak jest teraz. I choć z perspektywy równości i godności wydaje się to absurdalne, niewiele możemy na to poradzić.
