„Drużyna rozkoszy” to współczesny harem? Nie, tylko popisy „brzydkiej” władzy

Kim Dzong Un kilka dni temu rozpoczął rekrutację do swojej prywatnej "drużyny rozkoszy".
Kim Dzong Un kilka dni temu rozpoczął rekrutację do swojej prywatnej "drużyny rozkoszy". Fot. qingqing / www.shutterstock.com / serwis wiadomości / YouTube.com
W Korei Północnej właśnie ruszyła rekrutacja do „drużyny rozkoszy”. Kim Dzong Un wskrzesił skład niemalże dokładnie w trzecią rocznicę jej rozwiązania. Grupę postanowiono rozwiązać po po śmierci poprzedniego przywódcy. Ale na pomysł osobistego haremu Kim nie wpadł ani pierwszy, ani – jak zgodnie osądzają eksperci – ostatni.


W skład kilkudziesięcioosobowej grupy kobiet umilających życie koreańskiemu przywódcy będą wchodziły wyłącznie te dziewczęta, które przejdą rygorystyczny proces selekcji. By znaleźć i zwerbować te najładniejsze i najmłodsze, mające najczęściej około 15 lat dziewczęta, urzędnicy Kima mają zjechać cały kraj. Nic dziwnego, bo panie powinny być nie tylko najpiękniejsze, ale i najbardziej utalentowane w swoich dziedzinach. A poszukiwane są nie tylko kochanki czy tancerki, ale też piosenkarki i pokojówki.


Stworzenie takiej grupy to w Korei Północnej tradycja, którą zapoczątkował „wieczny prezydent” Kim Ir Sen. Swoją drużynę miał również ojciec Kim Dzong Una – Kim Dzong Il. Po jego śmierci grupa została rozwiązana, a kobiety dostały odpowiednią pensję i odesłano je do domów. Obecny dyktator nie stworzył drużyny wcześniej tylko dlatego, że obowiązywała go trzyletnia żałoba po śmierci ojca właśnie.


Kultura, ego i popęd
Kultywowanie tradycji wynikającej z kultury czy rozbuchane ego przywódcy? My, obywatele oświeconej od wieków Europy powiemy natychmiast – przerośnięte ego męskiego szowinisty, tyrana negującego wartość kobiet i poniżającego je jako istoty słabsze od siebie. I jakkolwiek racji nam w tym nie brak, o niezrozumiałych dla nas względach kulturowych warto tu jednak wspomnieć.


– Harem w kulturze chińskiej obecny jest od dawna – mówi dr Bogna Łukomska z Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. – I, jak podejrzewam, tym samym także w koreańskiej. Pamiętać bowiem musimy, że kultura chińska na koreańską wywarła ogromny wpływ.

Badaczka dodaje, że choć dziś istnienie takiego haremu kojarzy nam się przede wszystkim z aspektem seksualnym, to w kulturze azjatyckiej istotną rolę odgrywała tu często chęć stworzenia odpowiedniej pozycji władcy, przekonanie społeczeństwa, że jest człowiekiem majętnym i stać go na utrzymanie wielu kobiet.
Wojciech Tomaszewski, Centrum Studiów Polska–Azja

W cesarskich Chinach można było mieć jedną żonę, (tylko cesarz mógł mieć 4 żony), ale też oprócz niej nieokreśloną liczbę konkubin. Przy czym zazwyczaj ilość tych dam zależała od zamożności ich pana. Z tego też powodu najwięcej konkubin miał cesarz. Ilość kobiet należących do cesarza była ściśle określona. W sumie było ich zazwyczaj w około 122, ale nie zawsze, ponieważ różne dynastie wydawały własne przepisy w tym względzie. Czytaj więcej

– Zdarzało się, że cesarz chiński miał w pałacu ponad 2,5 tysiąca kobiet – wyjaśnia dr Łukomska. – To jest jasne, że on z nimi wszystkimi nie współżył. Ale ich liczna obecność dowodziła właśnie wysokiego majątkowego statusu. Bo kobieta poza bramy pałacu nie mogła wychodzić. Wręcz przeciwnie – jak już tam trafiła, bardzo często zostawała do śmierci.

Pytanie czy działania Kima można uzasadnić względami kulturowymi pozostaje jednak otwarte. Eksperci są zgodni, że wskutek izolacji politycznej w jakiej od lat pozostaje Korea Północna, trudno cokolwiek pewnego w tej sprawie stwierdzić.

Było, jest i będzie?
"The Mirror" podaje, że Kim Dzong Un w dążeniach do stworzenia swojej „drużyny rozkoszy” inspiruje się istnieniem takiego samego składu, jaki niegdyś znajdował się w posiadaniu jego poprzedników. Ale z pewnością nie tylko.
Z zamiłowania do płci pięknej słynął przecież swego czasu sam wielki Mao Tse-tung, który czterokrotnie stawał też na ślubnym kobiercu.
"Życie erotyczne towarzysza Mao"

(...) Z czasem pociąg przewodniczącego do kobiet zaczął nosić znamiona dewiacji. Aranżował za plecami Jiang publiczne spotkania na przykład na krytym basenie. Polegały one na wpuszczaniu na pływalnię pokaźnej ilości młodych, nagich dziewcząt (najlepiej – co podkreślał – niewykształconych i oddanych komunizmowi) a następnie nurkowaniu między nimi. Wielu dostojników uważało, że udział w tych i podobnych spotkaniach jest… zaszczytem, w związku z czym przysyłali przewodniczącemu swoje córki i siostry.  Czytaj więcej

Azjatyccy przywódcy nie są jednak w zamiłowaniu do kobiecego towarzystwa odosobnieni. Minął dopiero nieco ponad rok od premiery głośnego dokumentu przygotowanego przez dziennikarzy brytyjskiego kanału BBC Channel Four prezentującego seksualne upodobania wieloletniego dyktatora Libii – Muammara Kaddafiego. Ten, w przeciągu 42 lat swego panowania, z pomocą swoich ochroniarzy zniewolił i zgwałcił setki, jeśli nie tysiące młodych kobiet, które następnie porzucał.
Większość ofiar Kaddafiego to kilkunastoletnie dziewice. Wódz sam wybierał swoje ofiary. Zaczynało się od jego wizyty w szkole, bądź na uczelni – wskazane dziewczyny głaskał po głowie. Po kilku godzinach funkcjonariusze sił bezpieczeństwa pojawiali się u nich w domu i zabierali je w odizolowane miejsce. Kaddafi trzymał nastolatki w kilku kryjówkach. Jedna mieściła się na uniwersytecie Trypolisu, inne w jego licznych pałacach. W tych odizolowanych miejscach dziewczyny były zmuszane do oglądania pornografii. Po to, by wiedziały, jak zadowolić dyktatora. 

Następnie dziewczyny, z których najmłodsza miała 14 lat, były badane przez ginekologa. Jeśli lekarz nie miał zastrzeżeń co do stanu ich zdrowia, trafiały one w ręce okrutnego dyktatora, który je regularnie bił i gwałcił. Te, którym udało się uciec, często ginęły w ramach tzw. zabójstw honorowych z rąk swoich krewnych. Rodziny zabijały je, by ratować dobre imię klanu przed hańbą.

Europa nie jest lepsza
Na Starym Kontynencie także zdarzali się politycy, którzy gustowali w licznej obecności młodych dam. Daleko nie trzeba szukać. Mamy tu przecież chociażby przypadek włoskiego premiera Silvio Berlusconiego i jego hucznych imprez, w których obok niego i jego przyjaciół uczestniczyły także nieletnie, acz piękne dziewczęta. I choć forma „haremu” nieco inna, problem pozostaje ten sam.

– Sformułowanie harem możemy rozpatrywać w kategoriach kulturowych i w kategoriach obyczajowych, jako sposób funkcjonowania poszczególnych mężczyzn – wyjaśnia prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog. – Jeśli mamy do czynienia z normami kulturowymi – to gromadzenie wokół siebie licznej grupy kobiet ma służyć nie tylko zaspokojeniu popędu seksualnego, ale też spełnieniu określonych społecznych oczekiwań.

Badacz wyjaśnia, że są jednak i tacy mężczyźni, którzy przez wzgląd na swój rozbuchany popęd seksualny, nie są w stanie trwać przy jednej tylko partnerce. I to niezależnie od tego, w jakiej żyją kulturze. Częsta zmiana partnerek lub trwanie w związkach równoległych daje im dodatkowe poczucie władzy czy atrakcyjności. – Dlatego ci, którzy zajmują znaczącą pozycję w świecie polityki czy show biznesu mają takie poczucie, że im więcej wolno – dodaje prof. Izdebski.

Drzwi do kariery
Na koniec warto wspomnieć jeszcze o jednej kwestii. A mianowicie – obecność w haremie wodza jest czasem większym powodem do dumy niż rozpaczy. To dlatego, że status żony, kochanki, konkubiny najważniejszej osoby w państwie bywa dla kobiet nie tylko prestiżem, ale i drzwiami do kariery.
Agnieszka Krzemińska, "Polityka"

(...) Zdarzało się, że do haremów trafiały wypatrzone gdzieś przez bogaczy piękności, co było dla nich rodzajem kariery, dlatego tak ogromną wagę przykładano do wyglądu córek (...). Czytaj więcej

Na koniec więc znów warto powtórzyć – tak było kiedyś, chociażby w przypadku czwartej żony Mao Tse–Tunga, która z kochanki stała się żoną i jedną z najbardziej wpływowych kobiet w całej historii Chin, i tak jest teraz. I choć z perspektywy równości i godności wydaje się to absurdalne, niewiele możemy na to poradzić.