Mariusz Przybylski, w otoczeniu modelek, na pokazie kolekcji "Wild at Heart"
Mariusz Przybylski, w otoczeniu modelek, na pokazie kolekcji "Wild at Heart" fot. Mariusz Przybylski/materiały prasowe

Czołówka polskiej mody. Mariusz Przybylski działa w tej branży już ponad dekadę i - mimo, że nie pcha się na szklany ekran - radzi sobie doskonale. Ubrania sygnowane jego nazwiskiem noszą gwiazdy: Agnieszka Szulim, Małgorzata Socha, Kayah i Maria Peszek. Właśnie odebrał nagrodę dla Projektanta Roku, planuje kolejne butiki, a niedawno stworzył własną linię kosmetyków we współpracy z polską marką tołpa. Dla nas znalazł chwilę czasu, żeby porozmawiać o minimalizmie i o tym, jak zachować własne DNA, nie poddając się zmieniającym trendom.

REKLAMA
Co ma w szafie Mariusz Przybylski?
Przede wszystkim ubrania, ale także stare płyty winylowe i sporo książek, które już nigdzie mi się nie mieszczą.
Jakość czy ilość?
Jakość. W mojej pracy zawodowej, jak i w życiu prywatnym zawsze stawiałem na jakość. Nigdy na ilość.
Właśnie z tej jakości i prostoty Pan słynie. Proste formy, geometria, świetne materiały. Kiedy i skąd się wzięło to upodobanie do minimalizmu?
Nie mam bladego pojęcia, skąd to upodobanie się wzięło. Bardzo ciężko stwierdzić, dlaczego dany projektant czy artysta tworzy akurat w danej estetyce. Mnie wydaje się, że po prostu musi mocno odczuwać dany nurt. Jest mu bliski, utożsamia się z nim i dlatego jego twórczość oscyluje wokół tego właśnie stylu.
Kolekcja na ten rok, „Wild at Heart”, też jest w tym duchu?
Kolekcja Wild at Heart, jak i poprzednie - Night Air i Cold Love - posiadają pewne, małe znamiona minimalizmu. Ale na pewno nie są esencją tego stylu. Inspiracje, jakie towarzyszyły mojej ostatniej kolekcji, to obrzędy szamańskie połączone z geometrią wykreślną. Od jakiegoś czasu wykrystalizowała się moje estetyka, która przede wszystkim opiera się na łączeniu skrajności. Czyli: na doborze takich inspiracji - a później środków wyrazu - które na pozór do siebie nie pasują, a które ja ze sobą zestawiam, tworząc z nich przemyślaną całość.
Ponoć inspirację czerpie Pan też z...matematyki ? Można ją przełożyć na język mody?
Te matematyczne inklinacje bardzo często pojawiają się w moich kolekcjach. Myślę, że to wpływ domu w jakim się wychowałem, bo właściwie cała moja rodzina to umysły ścisłe. Zatem dla mnie ten świat to coś, co znam i czuję. Dlatego z dużą łatwością wplatam go do mojej pracy twórczej, najczęściej w formie ciekawych geometrycznych cięć i nieco rzeźbiarskich, przestrzennych elementów.
logo
fot. Mariusz Przybylski/materiały prasowe
Najbardziej tajemniczy polski projektant, tak o Panu mówią. Ambitny, perfekcjonista, dekadent. Co Mariusz Przybylski, projektant, sam może powiedzieć o sobie?
Nie sądziłem, że jestem postrzegany jako ten najbardziej tajemniczy... Ale jak dla mnie to miłe i trafne określenie, więc bardzo mnie cieszy. Reszta jak najbardziej się zgadza, bo jestem ambitny i staram się z każdą nową kolekcją rozwijać i zaskakiwać moich odbiorców. Oczywiście, przy zachowaniu własnego DNA - co wcale nie jest łatwe. Jestem perfekcjonistą do bólu. Wiedzą o tym najlepiej moi krawcy i asystenci i chyba często tę moją perfekcyjność przeklinają. Wyłapię każdy najmniejszy błąd w kolekcji i musi on zostać idealnie poprawiony. Tutaj nie ma żadnej taryfy ulgowej. Poza tym, kieruję się w życiu własną intuicją. Chętnie podejmuję nowe wyzwania, ale także nie mam żadnego problemu, aby pewne działania definitywnie kończyć - zwłaszcza, kiedy próbuje się zrobić ze mnie kogoś, kim nie jestem.
W życiu też jest Pan minimalistą?
Raczej maksymalistą - jeżeli w ogóle istnieje takie określenie (śmiech). Żyję bardzo intensywnie, mam masę pracy i zwykle w tym samym czasie pracuję nad kilkoma projektami naraz. To już u mnie norma. W swojej twórczości daję z siebie wszystko, naprawdę kocham swoją pracę. Dlatego ona towarzyszy mi właściwie non stop. Nawet na urlopie poszukuję nowych inspiracji, które bardzo szybko przekładają się na konkretne projekty. Lubię przeżywać swoje życie w mocny i wyrazisty sposób. Zdecydowanie nie dla mnie jest spokojne życie w przysłowiowych "kapciach". Myślę, że po prostu mam południowy temperament (śmiech).
Niewiele wywiadów, żadnych anegdotek, prywatnych wspomnień... Nie walczy Pan o uwagę, nie pcha się na szklany ekran...
Nie przesadzajmy, wywiadów to chyba jest nawet sporo... (śmiech). Na pewno nie mniej, niż u innych polskich projektantów. Myślę, że w naszym kraju projektant mody nie jest na takim świeczniku, jak np. aktorzy czy wokaliści. Natomiast absolutnie nie zabiegam o bywanie na bankietach, zdjęcia w kronikach towarzyskich i cały ten blichtr. Budowanie wokół siebie tanich sensacji i bywanie wszędzie, gdzie się tylko da, to dokładnie takie działania, które są dla mnie jałowe i pozbawione wartości. Ze szklanym ekranem miałem chwilowy romans, gdy byłem jurorem w pierwszej edycji programu Project Runway w TVN. Ale na ten rok mam zupełnie inne plany, związane przede wszystkim z rozwojem działań sprzedażowych mojej marki (za chwilę będą widoczne efekty), a poza tym ten program przyjął bardziej showmańską formułę, w którą ja zdecydowanie się nie wpisuję, dlatego też podjąłem decyzję, aby ten romans zakończyć (śmiech).
logo
fot. mariuszprzybylski.com
logo
fot. facebook.com/MariuszPrzybylski
I mimo tego, udało przetrwać dekadę na polskim rynku, a na 10-te urodziny otworzył się butik Philosophy by Mariusz Przybylski. W nim linia basiców, ale w przystępnych cenach. To jakość już nie musi kosztować fortuny?
Dziesiąte urodziny obchodziliśmy w marcu zeszłego roku, właśnie na pokazie z kolekcją Night Air, natomiast butik z linią basic działa od dwóch lat i ma się naprawdę bardzo dobrze. Linia basic jest spełnieniem mojego młodzieńczego marzenia, kiedy - jeszcze jako uczeń Liceum Plastycznego, a później student ASP - chciałem się fajnie ubrać, nie wydając na to ogromnej sumy. Ale wówczas niestety nie było to możliwe. Od tamtego czasu żyłem z myślą, że bardzo chcę, aby taka linia moich ubrań powstała. No i udało się! Od ponad dwóch lat istnieje linia Philosophy by Mariusz Przybylski i każdy może kupić bardzo fajne ubrania, o wysokiej jakości wykonania, ale za rozsądną cenę. Bo jakość wcale nie musi kosztować fortuny, czego przykładem jest właśnie ta linia basic. Dostępna jest już w bardzo wielu miastach w Polsce i także online na www.butik.mariuszprzybylski.com.
Polki doceniły rodzimych projektantów? Zamiast rzeczy z sieciówek zaczynamy wybierać świetne ubrania i jakość z polską metką....
Dokładnie tak, co niewątpliwe daje poczucie sensu pracy, którą wykonuję. Mody nie tworzy się do przysłowiowej szuflady, ale dla ludzi. I jeżeli ludzie tą modę noszą i kupują - to jest to największa nagroda dla projektanta! W naszym butiku z roku na rok przybywa naprawdę spora grupa klientów, dlatego w najbliższym czasie planujemy rozwinąć sektor sprzedaży naszych ubrań. Mam nadzieję, że ta tendencja - na noszenie rodzimych projektantów - będzie coraz bardziej powszechna wśród Polek. Uważam, że mamy naprawdę doskonały design.
Minimalizm przyjmie się na dobre? Pytam zarówno o modę, jak i styl życia, bo slow life też jest ostatnio na topie...
Jeżeli chodzi o modę, to minimalizm ma się bardzo dobrze już od kilkudziesięciu lat i myślę, że taka tendencja na pewno się utrzyma. W kwestii stylu życia nie jestem specjalistą, więc nie potrafię wysondować takich kwestii.
Zdradził Pan kiedyś, że nie chce ubierać wyłącznie celebrytów i bizneswoman. Ma Pan ambicję ubierać polską ulicę. Więc poproszę o krótką radę: co każdy z nas w szafie mieć powinien?
Przede wszystkim to, w czym czuje się świetnie. Ja nie mam gotowej recepty na to, co każdy w szafie mieć powinien - bo pewnie każdy powinien mieć coś innego. Moda polega na indywidualizmie i nie ma tutaj jednego, uniwersalnego klucza dla wszystkich. Polska ulica pod względem ubioru wygląda coraz lepiej i to właśnie dzięki temu, że ludzie - głównie młodzi - postawili na inność, niekonwencjonalność.
logo
Z lewej: bluza w marmurkowy wzór projektu Mariusza Przybylskiego. Z prawej: linia kosmetyków pielęgnacyjnych z bawełną, stworzona we współpracy z polską marką kosmetyczną Tołpa. fot. facebook.com/Mariusz Przybylski
Niedawno „uszył” Pan specjalną linię dla innej polskiej marki, tołpa. Skąd taki mariaż?
Ja naprawdę bardzo lubię tołpę i używałem ich produktów, zanim jeszcze rozpoczęła się nasza współpraca. A współpracujemy już dobrych kilka lat, na początku marka tołpa była jednym z partnerów przy naszych pokazach mody. W końcu doszliśmy do wniosku, że trzeba zrobić coś więcej. Wówczas dziewczyny z tołpy wpadły na świetny pomysł, abyśmy stworzyli wspólną linię kosmetyków pielęgnacyjnych tołpa by Mariusz Przybylski. Oczywiście, przygotowania do tego projektu trwały bardzo długo, to wymagało to wielu spotkań, rozmów, testów pojedynczych produktów. Ale myślę, że było warto czekać, bo powstały kosmetyki, które są po prostu dobre. A poza tym, to pierwsza w Polsce linia kosmetyków pielęgnacyjnych, stworzona we współpracy z projektantem mody. Ja jestem dumny z tego projektu.
Bawełna to Pański pomysł?
To nasz wspólny pomysł. Szukaliśmy czegoś, co połączy świat mody ze światem kosmetyków. Bawełna okazała się idealna, bo świetnie sprawdza się jako tkanina i dzianina, którą sam wykorzystuję we wszystkich moich kolekcjach. Ale także jako ważny element we wszystkich naszych produktach pielęgnacyjnych. Zatem mam układ idealny (śmiech).
Kosmetyki sygnowane metką Mariusz Przybylski są takie jak ubrania?
Są tak samo dobre, jak moje kolekcje.
logo

Partnerem cyklu " mniej więcej" jest tołpa.