"Warto zostawić wszystko i ruszyć w nieznane". Blogerzy naTemat w podróży do najpiękniejszych miejsc świata

Jędrek i Marta podczas jednej ze swoich wcześniejszych podróży.
Jędrek i Marta podczas jednej ze swoich wcześniejszych podróży. Fot. archiwum prywatne
W piątek wsiedli w samolot do Nowego Jorku, gdzie, łącznie u trójki znajomych, spędzą tydzień. Następnie Chicago, też tydzień, też u znajomych. A potem… Prawdopodobnie Kolorado, ale to się jeszcze okaże. Mają w planach Amerykę Południową, Afrykę, Australię. – Życie jest krótkie a Ziemia jest nam dana po to, żeby ją zobaczyć, zwiedzić, poznać inne kultury – mówią Marta i Jędrek, którzy właśnie rozpoczęli swoją podróż życia.


Małgorzata Gołota: Źle wam jest w Polsce?

Jędrek: Tak, mi jest źle (śmiech).

Dlaczego?

Jędrek: Zwyczajnie nie odpowiadają mi pewne struktury, to jak działają. Nie chodzi o to, że Polska nie podoba mi się jako kraj, nie chodzi o ludzi, chodzi o to, że to państwo nie odpowiada mi jako instytucja.

Myślisz, że za granicą będzie lepiej, łatwiej?

Jędrek: Nie jadę tam szukać miejsca na stałe, więc na pewno mniej istotne będą dla mnie takie kwestie jak – jak założyć firmę, ile kosztuje mieszkanie, co z emeryturą itd. Nie po to tam jadę i raczej nie będę szukał takich informacji.

A po co jedziesz?

Jędrek: Właśnie po to, żeby od tych informacji uciec (śmiech).

Marta: My oboje mamy zupełnie inne podejścia do tej podróży, inne oczekiwania wobec niej i chyba inne też cele. Mnie nie jest źle w Polsce. Mam chyba trochę większy dystans do tego, co się dzieje. Ostatnio miały miejsce absurdalne wydarzenia i to trochę zaczyna męczyć. Ale w naszym przypadku decydujące było zwyczajnie poczucie, że w życiu chodzi o coś więcej.


Więcej niż co?

Marta: Niż to, żeby przebywać w biurze od do po to, żeby zarobić pieniądze na dwutygodniowe wakacje wtedy kiedy akurat dostaniemy urlop. Poza tym my już od dawna podróżujemy. Ten wyjazd to nie jest nasza pierwsza wyprawa, choć pierwsza tak duża. My po prostu wierzymy, że życie jest krótkie a Ziemia jest nam dana po to, żeby ją zobaczyć, zwiedzić, poznać inne kultury. I to jest chyba główny cel.


Jak jest plan?

Jędrek: (śmiech) Plan jest taki, że go nie ma. A na poważnie – planujemy tylko wstępnie i tylko miesiąc do przodu. Właściwie znamy tylko kierunek.

Marta: Ustaliliśmy sobie takie kamienie milowe – punkty, które chcemy zobaczyć. Zależy nam też na spotkaniach z rodziną, znajomymi rozsianymi po świecie. Ale tak jak mówi Jędrek, planujemy nie dalej niż na miesiąc w przód.

Macie fundusze?

Jędrek: Mamy, ale one z całą pewnością nie są wystarczające na cały wyjazd. Prędzej czy później będziemy musieli znaleźć jakąś pracę. Jeśli nie w USA to gdziekolwiek indziej.

Marta: W czasie pobytu w USA jesteśmy umówieni z właścicielem takiej małej kawiarenki z Walden – będziemy mu pomagać w pracy w zamian za nocleg i wyżywienie. Spora część tej podróży będzie tak właśnie wyglądać. Mieszkanie na farmach, przy jakichś lokalach, tam, gdzie ludzie potrzebują pomocy. My jesteśmy młodzi i silni, możemy rąbać drwa albo sadzić kwiatki, cokolwiek, w zamian za możliwość noclegu i jakieś jedzenie. Z tego co się orientujemy, na takich warunkach pracy jest po kilka godzin dziennie, przynajmniej w USA. Potem jest czas wolny i wtedy można sobie zwiedzać okolice. Wolne są też weekendy.


Na blogu piszecie, że jedziecie na rok. Bierzecie pod uwagę możliwość przedłużenia podróży? Albo skrócenia?

Jędrek: Bierzemy.

Marta: Bierzemy wszystko pod uwagę. Żadnego scenariusza nie wykluczamy.

Jędrek: Nawet tego, że za dwa miesiące stwierdzimy, że jest nam tam źle i wcale tego nie lubimy a tak naprawdę chcemy wrócić do biurowców w Warszawie.

I co wtedy?

Jędrek: I wtedy wrócimy do biurowców w Warszawie (śmiech).

Nie boicie się, że – jeśli zostaniecie za granicą dłużej – nie będziecie mieli do czego wracać?

Jędrek: O ile w międzyczasie nie zaatakuje nas Rosja to myślę, że zawsze będzie do czego wracać (śmiech). Mamy rodziców, mamy znajomych, przyjaciół. Jakaś praca zawsze się znajdzie. Mnie jest o tyle łatwo tak mówić, że wcale nie jestem przekonany czy chciałbym, a wręcz jestem przekonany, że nie chciałbym wracać do tej pracy którą rzuciłem – do informatyki. Jestem przygotowany na wielkie zmiany niezależnie od terminu i możliwości powrotu.

Nie boicie się ani trochę?

Marta: Baliśmy się, przez dość długi czas.

Aż w końcu?

Marta: Aż w końcu przestaliśmy. Wie pani, jakiś czas temu oglądałam wykład pewnego profesora, który użył takiej metafory, że jak się człowiek boi, to co chwilę puka strach do drzwi a jak się je w końcu otworzy to się okazuje, że tego strachu wcale tam nie ma. I tak było z nami. Kiedy Jędrek przyszedł i powiedział, że chce jechać, spytał czy chcę jechać z nim, miałam milion różnych wymówek i powodów dla których mówiłam nie. Ale on zbijał każdy mój argument i okazało się, że tak naprawdę na taką podróż nie ma lepszego momentu i prawdopodobnie już nie będzie. Z chwilą podjęcia tej decyzji strach zniknął.

A co sprawiło, że Jędrek się tak kategorycznie na wyjazd zdecydował?

Marta: To było chyba już totalne zmęczenie materiału.

Jędrek: Przede wszystkim byłem sfrustrowany pracą. Nie miałem możliwości rozwoju, miałem trudności w uzyskaniu urlopu za każdym razem gdy go potrzebowałem… a do tego ta jesienna aura.

"Koniec Świata Początek"

fragment bloga

Jedyną myślą odganiającą depresję jest zbliżający się wyjazd. Otóż kilka miesięcy wcześniej kupiliśmy z Martą bilety tanich linii lotniczych do Portugalii. Do tej pory znałem ją (Portugalię, nie Martę) tylko ze zdjęć. Kojarzyła mi się z dobrymi winami, oliwkami, słońcem. Ach, jak fajnie byłoby tam zostać. Szkoda, że to nie jest takie łatwe, przecież mam zobowiązania; kredyt za mieszkanie i „studencki” same się nie spłacą, trzydziestka za pasem, samochód, dobra praca, dorosłość. Leming pełną gębą. Tylko, że ja nigdy nie chciałem być lemingiem! Co ja tu właściwie robię? Co mi po kabriolecie, skoro tak często u nas pada? Po co mi praca, która nie daje mi satysfakcji? Dlaczego mieszkam w ogromnym mieście, kiedy to na łonie natury czuję się dobrze i „ładuję baterie”? A do tego ten przeklęty listopad…

Marta: Ale myśleliśmy o tym już wcześniej. Marzyliśmy o tym, żeby zwiedzić świat, żeby mieć na to czas, więcej niż dwa tygodnie czy miesiąc urlopu. Całość kiełkowała nam w głowach już od kilku lat a ta praca to tylko taka kropla, która przelała czarę goryczy.

W naTemat będziecie pisać bloga "Koniec Świata Początek". To wspomnienia z podróży, pamiątka czy próba przekonania innych, że można i że warto rzucić wszystko i jechać w nieznane?

Jędrek: Po trochu wszystkiego. Zaczęło się od tego, że Marta twierdzi, że ładnie piszę (śmiech). Przy okazji bardzo chciałbym i bardzo bym się cieszył gdyby się okazało, ze ktoś postanowił pójść w nasze ślady i wyrwać się z korporacji. Stawiamy na ciekawą formę – blog ten będzie de facto wymianą listów pomiędzy nami a tatą Marty, który skonfrontuje nasze przygody z sytuacją w Polsce.

Marta: Ludzie gratulują nam odwagi, komentują, są zachwyceni decyzją. Ja też, jeszcze pół roku temu, myślałam tak o innych podróżnikach.

Jędrek: A tymczasem każdy to może zrobić. Właściwie jedyną przeszkodą jest obecność dziecka, która mocno utrudnia kwestie organizacyjne.

Marta: Ale też nie czyni podróży niemożliwej.

Jędrek: Bo proszę spojrzeć – ja też mam kredyt hipoteczny, miałem samochód i przyzwoitą pracę a jednak to zostawiłem, to nie było to. W końcu jeśli nie jest się szczęśliwym, trzeba próbować to zmieniać. Trzeba to robić bo – jakkolwiek patetycznie by to brzmiało – życie jest właśnie poszukiwaniem szczęścia. Niezależnie od tego czy tym szczęściem nazwiemy miejsca, ludzi, przygodę, zapach, cokolwiek.

Marta: Ja natomiast twierdzę, że jest się szczęśliwym albo nie niezależnie od miejsca. Natomiast dla mnie taka podróż to pewna forma poznawania siebie. I to jest chyba dla mnie najważniejsze.

Oprócz tej podróży macie jeszcze jakieś marzenia?

Marta: Ja właściwie marzenia i cele wyznaczam sobie małym kroczkami. Teraz takim celem jest ta podróż. Kolejne przyjdą pewnie dopiero jak się skończy. Dziś marzy mi się jeszcze tylko Afryka, Afryka bardzo dzika, ale do tego trzeba się porządnie przygotować.

Jędrek: Ja bym się chciał znaleźć w stanie nieważkości, ale to się może nie udać (śmiech). Chciałbym też zobaczyć zorzę polarną, choć w trakcie tej wyprawy to może być trudne, bo raczej będziemy się trzymać tych krajów, w których akurat jest lato.