Fot: Jon Rawilson/Flickr http://tinyurl.com/qjcmojk / CC-BY http://tinyurl.com/p4devpc

Nowojorski taksówkarz zabronił dwóm kobietom, całować się na tylnym siedzeniu jego samochodu. Musi zapłacić 15 tysięcy dolarów kary. Według badań CBOS Polacy nie widzą nic złego w publicznym okazywaniu czułości, ale nadal są powściągliwi. “Nie mamy nic przeciwko publicznemu okazywaniu czułości, o ile nie jest zbyt ostentacyjne.”

REKLAMA
18 września 2011. Do taksówki Mohammeda Dahbiego wsiadły dwie kobiety, Kassie Thornton i Christy Spitzer, kiedy zaczęły się całować, kierowca zwrócił im uwagę, żeby przestały, bo inaczej wyrzuci je z pojazdu. – Zostawcie sobie takie zachowanie do sypialni – mówił taksówkarz. Para zarzuciła mężczyźnie dyskryminację i odmówiła zapłaty za kurs, wtedy ze strony Mohammeda posypały się obelgi.
Cała trójka spotkała się w sądzie. Taksówkarz musi zapłacić parze 10 tysięcy dolarów odszkodowania oraz dodatkowe pięć tysięcy kary. Dodatkowo mężczyzna będzie musiał wziąć udział w szkoleniu antydyskryminacyjnym.
Zakazany całus
Publiczny pocałunek bywał traktowany jako występek. W niektórych miejscach na świecie stawiany był na równi ze zbrodnią, za którą karano chłostą. W XV wieku pocałunki były zakazane np. w Londynie i Neapolu. Tu za publiczne okazanie czułości groziła nawet kara śmierci.
Dziś restrykcyjne prawo obowiązuje np. w Emiratach Arabskich i Jordanii. Za pocałunek na ulicy może spotkać się nie tylko z ostrą krytyką, ale i z konsekwencjami prawnymi. Publiczny buziak jest również na cenzurowanym w Stanach Zjednoczonych, które kojarzą nam się z bardziej liberalnym podejściem do obyczajowości. W Maryland można publicznie pocałować drugą osobą, ale całus nie może być dłuższy niż… jedna sekunda. W Connecticut zakaz całowania obowiązuje tylko w niedzielę i dotyczy każdego, bez względu na płeć i wiek. Zakaz publicznego całowania wprowadziły również niektóre uniwersytety. Władzie Minnesota State University uznały, że brak pozwolenia na pocałunki pozwoli zapobiec molestowaniu uczących się tam studentek.
Polski buziak
Śladem amerykańskiej uczelni poszła szkoła z Nowego Dworu Gdańskiego. – Publiczne pocałunki i obściskiwanie się przez uczniów może wywołać zgorszenie – mówiła w wywiadzie dla Gazety Wyborczej dyrektor Zespołu Szkół nr 1.
Dorota Chojna, dyrektor Zespołu Szkół nr 1 w Nowym Dworze Gdańskim dla Gazety Wyborczej

Takie zachowanie jest niestosowne. Może razić inne osoby, które są zmuszone na to patrzeć. Powiedziałam uczniom, że nie powinni tak ostentacyjnie okazywać swoich uczuć. Nie miałam jednak na myśli karania zakochanych uczniów, tylko że trzeba jakoś zapanować nad niepokojący zjawiskiem.

Według uczniów szkoły niektórzy rówieśnicy swoim zachowaniem przesadzają, bo zachowują się jak pijawki, przysysając się do siebie. Inni byli zdania, że całowanie jest czynnością intymną i nie wypada tego robić publicznie. Pojawiły się również opinie, że w miłości nie ma nic złego i jeśli się to komuś nie podoba, może zwyczajnie odwrócić wzrok.
Prof. Zbigniew Lew-Starowicz dla Gazety Wyborczej: To kabaret

Jeśli pedagog ma takie wymagania wobec nastolatków, to chyba nie zna bardzo ważnego zagadnienia, jakim jest psychologia wieku rozwojowego. Zaloty nastolatków, ich fascynacja inną osobą, to bardzo ważne fazy prawidłowego rozwoju. Zakazany owoc smakuje najlepiej, jestem przekonany, że młodzież będzie teraz robiła swoim nauczycielom na przekór. Takie są prawa natury. Będą się przytulać i całować jeszcze częściej. No i bardzo dobrze.

Według badań CEBOS, całowania i przytulania w miejscach publicznych nie aprobuje jedna trzecia badanych. Ponad połowa z pytanych nie ma nic przeciwko temu. Okazywanie uczuć w miejscu publicznym jest w grupie najmniej potępianych zachowań. Co ciekawe, publiczne całowanie ma mniej więcej tyle samo krytyków co... niechodzenie na wybory i podejmowanie pracy przez osoby pobierające zasiłek.
– Nie mam nic przeciwko publicznemu okazywaniu czułości. Oczywiście jeśli nie jest to zbyt ostentacyjne i nie wygląda tak, jakby para miała za chwilę zacząć się rozbierać – uważa Ola.
– Sam decyduję się najwyżej na buziaki, ale nie na całowanie. To jednak intymność, którą wolałbym zachować dla dwóch osób. Ludzie, którzy to robią w miejscach publicznych są albo bardzo młodzi i zakochani albo nie potrafią pohamować swoich żądz. Kiedy widzę dorosłych ludzi, którzy zachowują się w ten sposób, mam wrażenie, że robią to będąc po lampce wina – uważa Piotr.

Napisz do autora: aleksander.zielinski@natemat.pl