
Nawet 50 tys. osób mogło przejść ulicami Warszawy w marszu gwiaździstym zorganizowanym przez OPZZ. Poszczególne branże przedstawiały swoje postulaty, a mieszkańcy stolicy... stanęli w korkach.
REKLAMA
Kilka minut po godzinie 11 spod Torwaru w stronę Kancelarii Prezesa Rady Ministrów ruszyła manifestacja nauczycieli. Ci chcieli zwiększenia wydatków na edukację, podwyżek oraz „poszanowania” ich zawodu. Protestowali też przeciwko zamykaniu szkół i łamaniu prawa przez samorządy. Samych nauczycieli, według rzeczniczki związku Magdaleny Kaszulanis, przyjechało do Warszawy 22 tysiące.
A to nie jedyna grupa zawodowa, jaka przeszła dziś w marszu gwiaździstym ulicami stolicy. Przed południem w okolicach Pałacu Kultury i Nauki zebrali się górnicy i kolejarze. Było ich około 2 tysiące. Pomaszerowali w kierunku pl. Trzech Krzyży i dalej – w stronę Alei Ujazdowskich.
Według TVN24, w Warszawie mogło się dziś pojawić nawet 50 tysięcy demonstrantów (w sumie zarejestrowano 11 zgromadzeń publicznych). Najliczniejsze grupy stanowili nauczyciele, strażacy, transportowcy i rolnicy. Każda branża chciała wyrazić swoje postulaty. Wśród najważniejszych można wymienić odmrożenie płac w sferze budżetowej czy szybki wzrost płacy minimalnej do poziomu 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Związkowcy domagali się także zniesienia umów śmieciowych.
– Nie ma bezpieczeństwa dla 2,8 mln Polaków, którzy żyją poniżej minimum socjalnego, 1,5 mln osób na granicy płacy minimalnej i ponad 3 mln osób zatrudnionych na "umowy śmieciowe" – mówił szef OPZZ Jan Guz.
Brak bezpieczeństwa socjalnego powoduje, że musimy o swoje prawa upomnieć się na ulicy.
Mieszkańcy Warszawy z kolei zmierzyli się gigantycznymi problemami z poruszaniem się po mieście. Utrudniony był przejazd w okolicach centrum, a wiele autobusów pojechało trasami objazdowymi. Warszawska policja uruchomiła na sobotę specjalną infolinię dla mieszkańców miasta, dzięki której mogli na bieżąco dowiadywać się o utrudnieniach w ruchu.
