Tadeusz Iwiński z SLD
Tadeusz Iwiński z SLD Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Wypowiedź szefa FBI Jamesa Coley'a o współodpowiedzialności Polaków za Holokaust wywołały lawinę komentarzy i reakcję polskiego MSZ. – W Stanach część bardzo wpływowego środowiska żydowskiego głosi takie tezy – mówi w "Bez autoryzacji" prof. Tadeusz Iwiński z SLD.

REKLAMA

Reakcja na słowa szefa FBI o udziale Polaków w Holokauście była odpowiednia?

To, co się stało, to element szerszego zjawiska, które nie dotyczy tylko Holokaustu, ale w ogóle upolityczniania historii. Świetną odpowiedź dała Anne Applebaum, która stwierdziła, że skoro szef FBI apeluje o lepszą edukacje na temat II wojny światowej, to sam powinien zacząć od zmniejszenia swojej ignorancji.

Przypominam też, że kilka lat temu Obama mówił o "polskich obozach śmierci". Takich przykładów jest wiele. Wtedy nikt nie reagował na bieżąco, a to kluczowe.

Miałem okazję rozmawiać z kilkoma szefami FBI i CIA, to ludzie doskonale wykształceni, nie wiem, skąd ta ignorancja się bierze. W USA na 320 mln ludzi jest 6 mln żydów, wielu z nich ma wpływ na media i to efekt opinii część tego środowiska. Oni obwiniają ludność Europy Środkowej.

Historia ma coraz większy wpływ na politykę?

Proszę zobaczyć co się stało w Kijowie, jak obrażony został prezydent Komorowski. Wygłosił słuszny apel o ograniczenie ukraińskiego nacjonalizmu. Czci się pamięć Diaczenki, który brał udział w likwidacji Powstania Warszawskiego, oddaje się hołd pamięci Szuchewycza, dowódcy UPA. To jest jak policzek, upolitycznianie historii.

My też się w to wdaliśmy. Schetyna, magister historii mówi, że to Ukraińcy wyzwolili Auschwitz. Nam są potrzebne pojednania, a nie spory. Udało się pojednanie polsko-niemieckie, udało się pojednanie polsko-żydowskie, choć jak widać ono pewne środowiska boli, mamy przed sobą pojednania polsko-rosyjskie i polsko-ukraińskie. Ta wojna oddala nas od jednego i drugiego.

Koncentracja na historii jest szkodliwa, bo historii nie zmienimy. Tym się powinni zajmować historycy, a nie politycy. Pozwalając na takie afronty jak wobec Komorowskiego, nasza reakcja na słowa Coley'a jest niewiarygodna.

Pojawiają się teorie, że to nie ignorancja, ale celowa wypowiedź. Tylko po co szef FBI miałby coś takiego mówić?

Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych. To ignorancja, która często chodzi w parze z arogancją. Także w Polsce. W Stanach część bardzo wpływowego środowiska żydowskiego głosi takie tezy. Może to element przekonania, że są narodem wybranym. Oni uważają, że było tylko jedno ludobójstwo w historii, nie uznają ludobójstwa Ormian.

Dzisiaj w Polsce rządzą historycy. Niedawno był taki moment, że cztery najważniejsze osoby w państwie to byli historycy: prezydent Komorowski, premier Tusk i marszałkowie obu izb. Jeśli oni z jednej strony sami upolityczniają historię, to ich wiarygodność na inne upolitycznianie historii jest znikoma.

Wasza kandydatka, która chce dzwonić do Putina, zadzwoniłaby do Obamy w tej sprawie? I czy prezydent Komorowski powinien to zrobić?

To nie jest sprawa tego kto do kogo zadzwoni, tylko konsekwentnej polityki. Nie wykluczam możliwości telefonu, ale nie sądzę, żeby to było skuteczne. Wezwanie ambasadora wystarczy. Takie długofalowe działania, jak Muzeum Historii Żydów Polskich to wielki krok, choć pewne środowiska nadal będą mówiły o odpowiedzialności Polaków.

Nie powinniśmy się skupiać na historii. A prezydent Komorowski jest przesiąknięty historią. Im więcej narody mają problemów ze swoją polityką, tym bardziej sięgają do historii. Izrael ma problemy na Bliskim Wschodzie, Ukraina z Rosją i tematy historii są dla nich tematami zastępczymi. Często stajemy się ofiarą tego.