
Tygodnik w "wSieci" wywołał niemałe zamieszanie. Na okładce historycznego dodatku magazynu umieszczono scenę, w której wiele osób dopatruje się NKWD-zisty Donalda Tuska mordującego polskiego oficera – Lecha Kaczyńskiego. – Czy wy też to widzicie? – pytają oburzenie dziennikarze i internauci.
Historyk sztuki Justyna Napiórkowska nazywa okładkę tygodnika manipulacją. – Ja bym oczekiwała przekazów, które są wieloznaczne, ale taka wulgarna dosłowność, która jest tak bardzo oskarżycielska, jest ewidentnym nadużyciem.– mówi Napiórkowska. Jej zdaniem, ta okładka nie jest dziełem sztuki, wpisuje się raczej w tradycje propagandowych plakatów, które miały jasno i łopatologicznie przekazywać pewne treści. – Taka wizja niestety sprzyja radykalizacji, praktycznie uniemożliwiając dialog – mówi blogerka naTemat.
Ukazanie sceny w ten sposób to wydanie wyroku, co jest w moim odczuciu ewidentnym nadużyciem. W historii sztuki nie dokonywano takich prostolinijnych manipulacji.
Duet Tusk-Kaczyński jako kat-ofiara, ujęci w kostiumie historycznej tragedii, bliżsi są raczej poetyce prasowej karykatury i jej jednoznacznej wymowie niż „utajonym” portretom malarskim, które operują bardziej subtelnymi skojarzeniami.
Sztuka bardzo często spełniała funkcję propagandową, a o wymowie danego dzieła decydowali jego mecenasi. – To, co dla nas dziś jest pomnikiem, kiedyś było pomnikiem "mówiącym", rzeczywiście oddziałującym na wyobraźnię – mówi Napiórkowska. Bywało i tak, że obraz zamawiano specjalnie po to, aby w określonym kontekście można było umieścić nawiązanie do konkretnych osób. Zdarzało się, że były to odniesienia bardzo krytyczne.
Malarze pokazywali swoją kulturę poprzez obraz i nigdy nie wykorzystywali sztuki do tak tanich zagrywek. Jeśli pojawiała się aluzja, to musiała być na czymś oparta i była inteligentna. Obrazy bardzo często były nośnikami treści, nie tylko tych artystycznych. "Grosz czynszowy" Masaccia, namalowany w Kaplicy Brancaccich we Florencji wydaje się, że odnosi się po prostu do Biblii. Tymczasem wówczas, w XV wieku był on komentarzem do wprowadzonego podatku, który utrudniał życie patrycjuszom florenckim.
„Utajone” portrety możemy też odnaleźć w sztuce polskiej. Często były one źródłem skandalu. Miało to miejsce np. w Krakowie, w przypadku „Szału uniesień” Podkowińskiego. W twarzy przedstawionej przez artystę nagiej kobiety, ukazanej w sposób jawnie erotyczny, dopatrywano się rysów osoby z dobrego towarzystwa.
Jednym z najgłośniejszych przypadków wątpliwego podobieństwa postaci ze świata sztuki do realnej jest Zgredek. To bajkowa postać z filmu "Harry Potter i komnata tajemnic", za który twórcy filmu mieli otrzymać pozew sądowy. Wszystko przez to, że zdaniem rosyjskim adwokatów, filmowa postać została celowo upodobniona do Władimira Putina.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

