Donald Tusk zabija Lecha Kaczyńskiego? Wroga twarz na obrazie to odwieczna praktyka
Donald Tusk zabija Lecha Kaczyńskiego? Wroga twarz na obrazie to odwieczna praktyka "wSieci"

Tygodnik w "wSieci" wywołał niemałe zamieszanie. Na okładce historycznego dodatku magazynu umieszczono scenę, w której wiele osób dopatruje się NKWD-zisty Donalda Tuska mordującego polskiego oficera – Lecha Kaczyńskiego. – Czy wy też to widzicie? – pytają oburzenie dziennikarze i internauci.

REKLAMA
Czy bracia Karnowscy upadli aż tak nisko, aby szargać pamięć o poległych w Katyniu oficerach dla bieżącej rozgrywki politycznej? Wiele osób twierdzi, że tak, bo postaci na okładce magazynu historycznego mogą przypominać Tuska i Kaczyńskiego. Podobne, a jednak nie te same twarze i kontekst wygodny dla prawicowych zapaleńców. Nikt niczego nie udowodni, ani nikogo nie przekona. Każdy widzi, co chce.
Takich manipulacji historia nie pamięta
Historyk sztuki Justyna Napiórkowska nazywa okładkę tygodnika manipulacją. – Ja bym oczekiwała przekazów, które są wieloznaczne, ale taka wulgarna dosłowność, która jest tak bardzo oskarżycielska, jest ewidentnym nadużyciem.– mówi Napiórkowska. Jej zdaniem, ta okładka nie jest dziełem sztuki, wpisuje się raczej w tradycje propagandowych plakatów, które miały jasno i łopatologicznie przekazywać pewne treści. – Taka wizja niestety sprzyja radykalizacji, praktycznie uniemożliwiając dialog – mówi blogerka naTemat.
Justyna Napiórkowska
historyk sztuki, europeistka

Ukazanie sceny w ten sposób to wydanie wyroku, co jest w moim odczuciu ewidentnym nadużyciem. W historii sztuki nie dokonywano takich prostolinijnych manipulacji.

logo
"wSieci"
Napiórkowska zwraca uwagę, że kluczowym problemem w Polsce jest brak kultury politycznej. Tyle tylko, że okładka nie jest efektem wizji złośliwego grafika, a przedstawia członków grupy rekonstrukcyjnej, nie raz pokazujących się w roli modeli. Czy osoba która ich dobierała zrobiła to z zamysłem? Czy fakt, że "tuskopodobna twarz" ma na głowie czerwoną gwiazdę zamiast orzełka jest przypadkiem? To już wiedzą sami autorzy. Faktem jest natomiast, że tradycja umieszczania twarzy wrogów na obrazach ma wielowiekową tradycję.
Jan Koszutski, Dyrektor Domu Aukcyjnego DESA Unicum komentuje dla naTemat, że takie zagranie, jak z okładki „W sieci” jest związane bliżej z karykaturami i rysunkami prasowymi, niż malarstwem. – W XIX wieku karykatury wykorzystywały często sceny historyczne i motywy literackie. Klasyczny i najbardziej znany w historii sztuki przykład to Daumier, który cesarza Ludwika Filipa przedstawił jako wiecznie głodnego giganta Gargantuela (z renesansowej powieści Rabelais’ego).
logo
Honore Daumier / Gargantua Domena publiczna / http://www.wikiart.org/en/honore-daumier/gargantua-1831-1
Prezydenta Francji, Nicolasa Sarkozyego karykaturzyści nad Sekwaną przedstawiali po wielokroć w kostiumie Napoleona – czasem w chwilach jego sukcesów, czasem porażek – mówi ekspert.
Jan Koszutski
DESA Unicum

Duet Tusk-Kaczyński jako kat-ofiara, ujęci w kostiumie historycznej tragedii, bliżsi są raczej poetyce prasowej karykatury i jej jednoznacznej wymowie niż „utajonym” portretom malarskim, które operują bardziej subtelnymi skojarzeniami.

Wrogowie wśród potępionych
Sztuka bardzo często spełniała funkcję propagandową, a o wymowie danego dzieła decydowali jego mecenasi. – To, co dla nas dziś jest pomnikiem, kiedyś było pomnikiem "mówiącym", rzeczywiście oddziałującym na wyobraźnię – mówi Napiórkowska. Bywało i tak, że obraz zamawiano specjalnie po to, aby w określonym kontekście można było umieścić nawiązanie do konkretnych osób. Zdarzało się, że były to odniesienia bardzo krytyczne. 
logo
Sąd Ostateczny (fresk Michała Anioła) wikipedia.org / domena publiczna / http://pl.wikipedia.org/wiki/S%C4%85d_Ostateczny_(fresk_Micha%C5%82a_Anio%C5%82a)
Michał Anioł umieścił w Kaplicy Sykstyńskiej scenę Sądu Ostatecznego, gdzie po stronie "potępionych" znalazł się wizerunek papieskiego mistrza ceremonii, Biagia da Ceseny. Człowiek ten był krytykiem artysty i jego wielkim oponentem. 
Justyna Napiórkowska przywołuje postać Caravaggia, który w słynnym obrazie Madonna dei Pellegrini namalował swoją życiową partnerkę Lenę. – Nie było to łatwe do przyjęcia dla współczesnej publiczności, ponieważ muza Caravaggia była uważana za prostytutkę, a on umieścił ją na obrazie Matki Boskiej z Dzieciątkiem – mówi Napiórkowska.
logo
Madonna dei Pellegrini Wikipedia / domena publiczna / http://it.wikipedia.org/wiki/Madonna_dei_Pellegrini
Historyk sztuki tłumaczy,  że czyn Caravaggia można było odczytywać jako osobisty hołd dla ukochanej – do obrazu w końcu ktoś musiał pozować. Jak mówi, w ukazaniu tej postaci na obrazie trudno było upatrywać oskarżenia. – Zwłaszcza oskarżenia tak dużego kalibru, jak to z okładki "W sieci" – mówi blogerka naTemat. W przeszłości, taka zagrywka wymagała zdecydowanie większej delikatności. Artysta był postrzegany jako pictor doctus, artysta wykształcony – a dzieła sztuki były wyrazem erudycji, a nie skrótów służących manipulacji.
Justyna Napiórkowska
historyk sztuki, europeistka

Malarze pokazywali swoją kulturę poprzez obraz i nigdy nie wykorzystywali sztuki do tak tanich zagrywek. Jeśli pojawiała się aluzja, to musiała być na czymś oparta i była inteligentna. Obrazy bardzo często były nośnikami treści, nie tylko tych artystycznych. "Grosz czynszowy" Masaccia, namalowany w Kaplicy Brancaccich we Florencji wydaje się, że odnosi się po prostu do Biblii. Tymczasem wówczas, w XV wieku był on komentarzem do wprowadzonego podatku, który utrudniał życie patrycjuszom florenckim.

Obrazy bardzo często były nośnikami treści, nie tylko tych artystycznych. Grosz czynszowy Masaccia, namalowany w Kaplicy Brancaccich we Florencji wydaje się, że odnosi się po prostu do Biblii. Tymczasem wówczas, w XV wieku, był on komentarzem do wprowadzonego podatku, który utrudniał życie patrycjuszom florenckim.
logo
Grosz czynszowy (obraz Masaccia) Wikipedia / domena publiczna / http://pl.wikipedia.org/wiki/Grosz_czynszowy_%28obraz_Masaccia%29#/media/File:Masaccio_004.jpg
Jan Koszutski zauważa, że umieszczanie wizerunków znanych osób na obrazach niezwiązanych bezpośrednio z ich życiem ma długą i bogatą historię. Zjawisko na dużą skalę zaczyna się w XV wieku. – Z czasem fundatorzy, dotychczas obecni na opłacanych przez siebie obrazach jako adoranci, stają się bohaterami religijnych scen – mówi Koszutski.
Na „Sądzie Ostatecznym” Hansa Memlinga z Muzeum Narodowego w Gdańsku fundator został przedstawiony na głównej tablicy jako uczestnik wydarzenia, jedna z dusz ustawionych na wadze św. Michała Archanioła. – We Włoszech artyści cieszący się w tym okresie coraz większą wolnością i luźniej związani z tradycją cechową, zaczęli sobie pozwalać na specyficzne autorskie komentarze – mówi nam Jan Koszutski.
logo
Domena publiczna / pl.wikipedia.org Sąd Ostateczny Hansa Memlinga.
Sandro Botticelli na z „Pokłonie trzech króli” portretuje jako adorantów szereg ważnych postaci z florenckiego dworu i samego siebie. – Leonardo pracujący nad „Ostatnią Wieczerzą” miał odgrażać się jednemu ze swoich kościelnych fundatorów, że jeśli ten będzie go ponaglał i nalegał na szybkie wykończenie fresku zostanie na nim sportretowany jako Judasz – mówi Jan Koszutski.
Jak tłumaczy nasz rozmówca, „Utajone” portrety obecne były w sztuce przez całą epokę nowożytną i stanowią – w oczach piszących ówcześnie o sztuce – jeden z najciekawszych jej smaczków.
Jan Koszutski
DESA Unicum

„Utajone” portrety możemy też odnaleźć w sztuce polskiej. Często były one źródłem skandalu. Miało to miejsce np. w Krakowie, w przypadku „Szału uniesień” Podkowińskiego. W twarzy przedstawionej przez artystę nagiej kobiety, ukazanej w sposób jawnie erotyczny, dopatrywano się rysów osoby z dobrego towarzystwa.

logo
Stańczyk (obraz Jana Matejki) wikipedia / domena publiczna / http://pl.wikipedia.org/wiki/Sta%C5%84czyk_%28obraz_Jana_Matejki%29#/media/File:Matejko_Sta%C5%84czyk.jpg
W twarzy „Stańczyka” Jana Matejki można dopatrzyć się autoportretu samego malarza. Kilka lat temu w Gdańsku zaprezentowano monumentalny obraza Macieja Świeszewskiego na którym postacie z „Ostatniej Wieczerzy” przybrały rysy współczesnych postaci związanych z Gdańskiem (m.in. Pawła Huelle). The Krasnals na swojej trawestacji „Bitwy pod Grunwaldem” posłużyli się podobnym trikiem i portretowali na „Statku Głupców” prominentnych polskich polityków.
Putin jak Zgredek
Jednym z najgłośniejszych przypadków wątpliwego podobieństwa postaci ze świata sztuki do realnej jest Zgredek. To bajkowa postać z filmu "Harry Potter i komnata tajemnic", za który twórcy filmu mieli otrzymać pozew sądowy. Wszystko przez to, że zdaniem rosyjskim adwokatów, filmowa postać została celowo upodobniona do Władimira Putina.
Zgredek to mały, chudy i rozhisteryzowany stwór, który zdaniem 52 proc. internautów, naprawdę przypomina prezydenta Rosji. 48 proc. badanych nie dopatrzyła się podobieństwa między Putinem a Zgredkiem.
logo
Czy bracia Karnowscy zamierzali wpisać okładkę swojego historycznego dodatku do wielowiekowej tradycji? Być może, ale zarówno jakość obrazu, jak i jego przesłania daleka jest od renesansowego mistrzostwa.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl