
Zakupy! Każda z nas to zna, każda przeżywa zupełnie inaczej - jedne szaleją, inne liczą każdy grosz, są i takie, które witryny sklepowe omijają szerokim łukiem. Wyróżnić można pięć głównych typów kobiet na zakupach. Którą z nich jesteś ty?
REKLAMA
Królowa wyprzedaży
Kiedy widzisz napisy takie jak: "Obniżka", "-50%", "Promocja" masz przyspieszone bicie serca i błyszczą ci się oczy. Wiesz, że nie możesz przepuścić żadnej okazji. Masz więc w telefonie zainstalowane wszystkie najnowsze aplikacje z aktualnymi zniżkami, orientujesz się, kiedy butik danego projektanta planuje wietrzenie szaf i wszystkie swapy, targi mody i bazary znasz na pamięć. Do centrów handlowych wchodzisz jak do własnego domu. Spojrzeniem mierzysz wystawy sklepowe i z daleka wyłapujesz czerwone napisy, bo wiesz, co to oznacza.
I dajesz się ponieść, bo choćby to było ostatnie sto złotych w portfelu, niepasujący rozmiar, zupełnie nie twój styl czy brak jednego guzika - kupujesz. W końcu to przecena, nigdy więcej nie trafi ci się taka okazja. Wszystko kusi kolorami i niskimi cenami, miłe panie ekspedientki pytają czy zapakować i proponują do zestawu krem do rąk albo skarpetki. A potem w domu rośnie ci stos niepotrzebnych ubrań. Mimo to się nie przejmujesz - bo jesteś pewna, że dobiłaś świetnego targu i od teraz już będziesz Carrie Bradshaw.
Kompleciara
Nie możesz wejść do sklepu i kupić jednej rzeczy - przecież to bez sensu. Do nowej bluzki w paski musisz mieć nowe dżinsy i trampki, bo tamte stare już nie pasują, a bez całego zestawu kupienie samej koszulki nie ma sensu. Ze spodniami z podwyższonym stanem koniecznie musi się pojawić w twojej szafie krótki top, ładny pasek, wąska koszula (żeby ją włożyć w spodnie), przydałyby się też buty. A do tamtej koszuli jeszcze rozkloszowana spódnica, więc też dorzucasz. W ten sposób masz gotowych kilka zestawów ubraniowych, więc zadowolona ruszasz w stronę kasy.
Po drodze mijasz stoisko z biżuterią i zauważasz idealne kolczyki. Do nich musi być bransoletka. A do tego jeszcze lakier, akurat w takim kolorze jak kamyki na biżuterii - wszystko musi ładnie grać. Więc też bierzesz. W końcu za zakupy płacisz sporą trzycyfrową sumę, ale wizja niewypowiedzenia zdania "Nie mam się w co ubrać" przez najbliższe trzy dni utrzymuje cię w pewności, że dobrze zrobiłaś. Aż do następnych zakupów.
Perfekcjonistka
To muszą być konkretnie te jedne, jedyne buty - żadne inne. Wypatrzyłaś je najpierw na Tumblrze, potem wyhaczyłaś na blogu jednej z szafiarek. Po drodze dowiedziałaś się, że można je kupić tylko przez internet albo w stolicy. Wolisz darować sobie rozczarowanie złym rozmiarem, więc postanawiasz zrobić wycieczkę do Warszawy. Zanim jednak wyruszysz, dzwonisz do sklepu z uprzedzeniem, że się tam pojawisz po model XYZ marki ABC o rozmiarze 37. Kolor ma być kobaltowy i żadne błękity, morskie, granaty czy baby blue nie wchodzą w grę.
Ma być tak, jak sobie wymyśliłaś - w końcu odkładałaś na te buty kilka miesięcy i za nic miałaś sobie słowa koleżanek: "Nie możesz kupić tańszych innej marki? Są prawie takie same". Wiesz, że dla ciebie prawie to ogromna różnica. W końcu udaje ci się dotrzeć do sklepu, gdzie najpierw szczegółowo przepytujesz sprzedawcę, a potem dokładnie oglądasz buty z każdej strony i sprawdzasz, czy aby na pewno to są te sznurówki, które chciałaś. Wszystko się zgadza, więc kupujesz. I jesteś pewna, że to dobrze wydane pieniądze.
Emocjonalnie ubraniowa
Jest ci smutno - idziesz do sklepu, żeby kupić coś sobie na pocieszenie. I wychodzisz z czarnym golfem do kolan i zestawem do smoky eyes. Rzucił cię chłopak - kupujesz coś sobie, aby poczuć się seksowna. Nagle w twojej szafie ląduje wydekoltowana, totalnie krótka i obcisła czerwona sukienka, a do tego komplet bielizny, którego nie powstydziłaby się Sasha Grey. Masz dobry dzień - wybierasz z wystawy sklepowej coś, aby ten nastrój podtrzymać i nagle zamieniasz się w księżniczkę Disneya. Zdałaś egzamin - czas na koszule, marynarki i garsonki, w końcu kariera naukowa stoi przed tobą otworem.
Do zakupów podchodzisz bardzo emocjonalnie. A że emocje są różne - masz w szafie stos ubrań, które kompletnie do siebie nie pasują i które zapewne nosisz... nigdy? Traktujesz zakupy jako formę terapii. Tylko przez to tracisz niepotrzebnie mnóstwo pieniędzy, na rzeczy, które podobają ci się tylko w danej chwili, a potem nie mają racji buty w twojej szafie.
Pani oszczędna
Tak, takie kobiety też istnieją. Pani oszczędna woli mieć stos pieniędzy, niż stos ubrań. Na zakupy chodzi rzadko, sklepy ją przerażają i omija je szerokim łukiem. Piąty sezon chodzi w tych samych butach, o które dba jak o własne dziecko. Woli second-handy i wybiera tylko klasyki, żeby wszystko jej na dłużej służyło. Jest czasem większą sknerą niż jej mąż i to on czasem musi ją ciągnąć na siłę do sklepu.
Taka kobieta opracowuje sobie dokładny plan wydatków i wśród nich zakupy ubraniowe są gdzieś na końcu listy rzeczy niezbędnych. Wie co ile jest warte, co się opłaca, a co nie. Tylko czasem niepotrzebnie za bardzo liczy każdy grosz.
Napisz do autorki: aleksandra.zawadzka@natemat.pl
