Bronisław Komorowski może wykorzystywać sprawę przetargu na broń do końca swojej kampanii.
Bronisław Komorowski może wykorzystywać sprawę przetargu na broń do końca swojej kampanii. Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

Platforma Obywatelska wygrała zeszłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego w dużej mierze dzięki postawieniu na pierwszym planie spraw obronności. Z czasem Polacy oswoili się z zagrożeniem. Teraz, dzięki wielomiliardowym przetargom na uzbrojenie, temat wraca. I może zapewnić Komorowskiemu zwycięstwo już w pierwszej turze.

REKLAMA
Bronisław Komorowski w tej kampanii wyborczej wykorzystuje hasło sprzed pięciu lat ("Zgoda buduje"), ale dodał do niego drugi człon - bezpieczeństwo. To znamienne, bo adresowane do tych wszystkich, którzy boją się zagrożenia ze wschodu. A tych jest wielu, jak wynika z badań, to właśnie najważniejszy dla Polaków temat. Nie SKOK-i, nie konwencja antyprzemocowa, a właśnie bezpieczeństwo.
Prezydent pod rękę z rządem
Z drugiej jednak strony to taka dziedzina, w której trudno zaskoczyć wyborców czymś nowym, przedstawić plan, który przekona ludzi, że szybko będzie lepiej. Dlatego wybór dostawców systemu obrony przeciwrakietowej oraz śmigłowców dla naszej armii spadł Bronisławowi Komorowskiemu z nieba.
A właściwie nie z nieba, bo trudno uwierzyć, że podjęcie decyzji akurat teraz, na 19 dni przed wyborami to przypadek. Ci, którzy mieli jakiekolwiek złudzenia, powinni je stracić po tym, jak decyzję ogłosił Bronisław Komorowski, a nie Ewa Kopacz czy Tomasz Siemoniak, choć to rząd gra tutaj pierwsze skrzypce.
Pierwszy krok
Ale cóż, takie są prawa kampanii i każda partia wykorzystuje do jej prowadzenia wszelkie możliwe zasoby. Także te państwowe. Właściwie każdy z premierów w kampanii wyborczej intensywnie otwierał inwestycje drogowe (nawet te nieskończone), proponował nowe ustawy i mówił na państwowych spotkaniach o sprawach wyborczych. Konkurenci mogą się wściekać, ale tylko dlatego, że tak jak wszyscy przyzwyczailiśmy się do wykorzystywania urzędów w kampanii, tak i przyzwyczailiśmy się do hipokryzji.
Ogłoszenie przez prezydenta decyzji rządu sprawiło, że to on stał się twarzą wielkiego sukcesu, jakim ma być zakup uzbrojenia. Ale to dopiero początek. Aby temat był aktualny do wyborów, Komorowski powinien nie pozwolić opinii publicznej zapomnieć o nim na dłużej niż kilkadziesiąt godzin.

W kamasze

Dlatego więc powinien zmniejszyć liczbę spotkań z innowatorami i startup-owacami, by odwiedzić polskie zakłady Airbusa i porozmawiać z jego władzami o ich rozbudowie. Tym samym zbiłby też argumenty prawicy, która lamentuje, że gdybyśmy, jako dostawcę wybrali Amerykanów, śmigłowce powstawałyby w Mielcu, a gdyby wygrali Włosi, zlecenie dostałby zakład w Świdniku.
Nic nie stoi na przeszkodzie temu, by urzędujący prezydent odwiedził kilka poligonów i baz wojskowych. Nie przez przypadek w jednym ze spotów Komorowskiego pojawiły się sceny z wizyt na poligonach czy z powitania Baracka Obamy, gdzie obaj prezydenci stoją na tle lśniących Jastrzębi, czyli samolotów F-16.
Urząd w kampanii
Nie zaszkodzi też zwołanie na ten temat Rady Bezpieczeństwa Narodowego a nawet Rady Gabinetowej. Dobrze, gdyby ich wynikiem było zaprezentowanie kolejnych planów zakupu uzbrojenia, nawet o dalekim horyzoncie realizacji.
Sztab Komorowskiego (bo raczej nie sam kandydat) powinien też przypominać jak wyglądały przetargi zbrojeniowe za czasów Prawa i Sprawiedliwości – narzekać na bezczynność, ślamazarność ich przeprowadzania czy złe rozłożenie akcentów. PiS trudno będzie krytykować taki, a nie inny wybór dostawców, bo wyborcy nie zwrócą uwagi na skomplikowane kwestie techniczne.
Jeśli natomiast opozycja będzie zbyt mocno oponowała przeciw rozstrzygnięciom kontraktu, może zostać posądzona o sprzeciwianie się zakupowi. To postawiłoby PiS i Dudę w niewygodnej pozycji przeciwników poprawiania naszego bezpieczeństwa. Dla Komorowskiego to kampanijny samograj, trzeba mu tylko trochę pomóc.
To byłaby powtórka 1:1 z kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego, podczas której dużą rolę odgrywał strach przed rozlaniem konfliktu na Ukrainie. Donald Tusk i jego ludzie potrafili to wykorzystać. Teraz spróbuje to zrobić ekipa Bronisława Komorowskiego.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl