Bronisław Komorowski został wyśmiany za wizytę na budowie obwodnicy, która rozpoczęła się dzień wcześniej. Ale w polityce to norma.
Bronisław Komorowski został wyśmiany za wizytę na budowie obwodnicy, która rozpoczęła się dzień wcześniej. Ale w polityce to norma. Fot. Tymon Markowski / Agencja Gazeta

Wizyta Bronisława Komorowskiego na budowie obwodnicy Inowrocławia, która zaczęła się dzień przed przyjazdem głowy państwa, wzbudziła lawinę krytyki. Ale to przecież nic nadzwyczajnego: politycy uwielbiają kilka razy otwierać te same inwestycje. Często jeszcze nieskończone. Tak robili premierzy Marcinkiewicz, Kaczyński czy Tusk.

REKLAMA
Gospodarskie wizyty to sól kampanii wyborczej. Oczywiście większe pole do popisu mają tutaj politycy walczący o reelekcję, bo z racji sprawowanego urzędu to im przypada przecinanie wstęg. Ale cykl inwestycyjny nie zawsze pokrywa się z cyklem wyborczym, szczególnie, że ten pierwszy jest mocno uzależniony od unijnych budżetów. Teraz jesteśmy na początku 7-letniej perspektywy finansowej i kończących się inwestycji jest mało.
Dlatego Bronisław Komorowski postanowił odwiedzić taką, która dopiero się toczy. A właściwie dopiero co się zaczęła. Jak podały lokalne media, maszyny pojawiły się na placu budowy dzień przed wizytą prezydenta i na razie zdążyły przekopać trochę ziemi. Inwestycja ma się zakończyć dopiero na początku 2018 roku. Dlatego wizytę Komorowskiego szybko ochrzczono powrotem do czasów Barei.
Ale taki Bareja w wersji politycznej to nic nowego, a raczej chleb powszedni polityki. Jak przypomniał na Twitterze Piotr Witwicki z Polsat News, politycy często tak spieszą się z otwieraniem inwestycji, że nie wszystko, co otwierają, bywa gotowe.
logo
Premier Jarosław Kaczyński na otwarciu mostu w Płocku. 2007 rok. Fot. Dominik Dziecinny / AG
W ferworze kampanii parlamentarnej w 2007 r. Jarosław Kaczyński otworzył most w Płocku. Przypłacił to nawet zdrowiem, bo dzień później musiał odwołać spotkanie z sympatykami w katowickim Spodku. A poza tym naraził się na śmieszność, bo most nie miał jeszcze dróg dojazdowych, dobudowano je w 2009 roku i wtedy przeprawa była w pełni funkcjonalna. Z kolei Julia Pitera z PO naśmiewała się, że ówczesny premier "otworzył sedes", bo nagrodę o takiej nazwie dostał most, uznany za jeden z największych bubli budowlanych.
O zbawiennej mocy przecinanej wstęgi przekonany był też Kazimierz Marcinkiewicz, który został kandydatem PiS na prezydenta Warszawy w przyspieszonych wyborach. Dorzucił nawet z miejskiej kasy (był pełniącym obowiązki prezydenta stolicy) 2,9 mln zł, by szybciej skończono budowę estakady nad rondem Starzyńskiego. Rondem, które jeszcze było w budowie.
logo
Hanna Gronkiewicz-Waltz inauguruje budowę mostu Północnego. Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Warszawa to arena wielu budowlanych cudów. Jak na przykład podwójne otwarcie mostu Świętokrzyskiego w 2000 roku. Na pierwszym nie mógł być walczący o reelekcję prezydent Aleksander Kwaśniewski, a przecież zbliżały się wybory. Ekipy rządzące się zmieniają, ale zwyczaje pozostają podobne. Hanna Gronkiewicz-Waltz dwukrotnie rozpoczynała budowę mostu Północnego. Drugi raz w trakcie kampanii do Parlamentu Europejskiego w 2009 r. - przypomina "Życie Warszawy".
Nawet jeśli otwierano inwestycję, która była już gotowa, bywało groteskowo. Kiedy premier Leszek Miller otwierał fragment autostrady A2, zatańczyły dla niego koparki. Podczas oddania do użytku ostatniego odcinka tej arterii, politycy w futurystycznej scenerii wciskali przyciski, które podświetlały kolejne etapy budowy.
Politycy nie znikną z budów. Także tych, które dopiero się toczą. Lepiej tylko, by to nie był główny argument za tym, żeby wybrać ich na kolejną kadencję. Bo samo budowanie dróg i mostów to za mało.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl