
Od ładnych paru lat, jak Polska długa i szeroka, gdy tylko poczujemy pierwsze promienie słońca, w każdym mieście, jak grzyby po deszczu wyrastają ogródki przy restauracjach. Nie ma nic lepszego niż relaks na zewnątrz przy piwie? Lepiej uważaj, restauratorzy wprowadzają nową politykę i amatorów piwa odsyłają w kąt. Wolą obcokrajowców z wypchanym portfelem?
Właśnie taka sytuacja spotkała naszego czytelnika w Krakowie przy Głównym Rynku, gdzie w jednej z restauracji zamiast piwa musiał najeść się wstydu i opuścić lokal.
Czytelnik naTemat
Takie historie nie należą do rzadkości, a klienci regularnie skarżą się na podobne praktyki. Dzielenie zamawiających na lepszych i gorszych, zazwyczaj z powodu zasobności portfela, to nic innego, jak rodzaj dyskryminacji. W sezonie letnim restauratorzy liczą bardziej na szczodrość zagranicznej klienteli niż na Polaków sączących "piwko" i okupujących stolik w ogródku, który jest najlepszym wabikiem na rozrzutnego cudzoziemca.
Z podobnym zjawiskiem, tylko że zakrojonym na większą skalę, mieliśmy do czynienia podczas Euro2012. Wtedy cwani właściciele restauracji w miastach, w których odbywały się mecze i które przeżywały oblężenie zagranicznych kibiców, ceny piwa szybowały w górę, a ogródki piwne okupowało w większości międzynarodowe towarzystwo.
To nie jest polowanie na bogatego klienta, tylko etykieta. W Paryżu, Rzymie i Londynie to normalne Restauracja, o której wspominał nasz oburzony czytelnik, nie unikała konfrontacji, a jej pracownik chętnie opowiedział na zarzuty klienta odesłanego z kwitkiem. Okazuje się, że prośba o opuszczenie stolika w ogródku to rodzaj restauracyjnej etykiety, a nie widzimisię restauratora.
Krzysztof Łabiniec, pracownik restauracji
Adam Jarczyński, znawca dobrych manier, uważa że obydwie strony: restauracja i klient mieli w tej sprawie sporo racji. - Faktycznie niektóre restauracje mogą trzymać się zasady, wedle której napoje spożywa się w części barowo-kawiarnianej, a posiłki konsumuje w części restauracyjnej. Sztuką jest zaproponowanie gościom, by zdecydowali się na miejsce bardziej pasujące do ich gustów kulinarnych, niemniej jeżeli już decydujemy się na wskazanie innego miejsca, to powinna być subtelna propozycja, a nie sugestia, a w żadnym wypadku nakaz. Jeżeli gość nie chce zmienić miejsca, w żadnym wypadku nie nalegamy - stwierdził w rozmowie z naTemat.
Pielęgnowanie kultury jedzenia i picia jest argumentem, który ma sens, ale na pewno nie przekona wkurzonego klienta, który chce się po prostu napić piwa na świeżym powietrzu. Nie pomoże też tłumaczenie, że nie może tego zrobić z powodu dobrego obyczaju. A najprędzej pomyśli tak, jak nasz czytelnik – że restauracja chce dać mu do zrozumienia, że jest gorszy od klienta zasiadającego obok, który oprócz piwa, ma na stoliku solidną porcję jedzenia.
Jeśli lokale restauracyjne dadzą odczuć klientom, że są niemile widziani – nawarzą sobie niezłego piwa, którego nie wypiją już klienci – bo będą u konkurencji w ogródku.
Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl
