
Recenzje samochodów są jak Ford T. Możesz wybierać do wyboru do koloru, pod warunkiem, że to będzie czarny Ford T. Fajnie się to czyta, ale scenariusz jest jeden: pan opisuje silnik, spalanie, podaje rozmiar bagażnika w litrach, swoje wrażenia o nawigacji i zadowolony odjeżdża po następne auto. Dlatego postanowiłem oddać tu głos 6-latce, którą zabrałem na wycieczkę do zamku krzyżackiego.
REKLAMA
Kiedy postanowiłem pokazać małej czarnego Outlandera Fischer Edition, z agresywnymi felgami i przyciemnionymi szybami ("ale super, słońce wygląda jak księżyc"), reakcją był dziecięcy opad szczęki.
– Jak ci się podoba? – pytam.
– A mogę własnymi słowami? – pada rezolutnie w odpowiedzi.
– Tak.
– Wygląda jak czarny lew, który jeździ jak czarna błyskawica.
– A mogę własnymi słowami? – pada rezolutnie w odpowiedzi.
– Tak.
– Wygląda jak czarny lew, który jeździ jak czarna błyskawica.
Czarny lew – rozumiem, samochód wygląda dość agresywnie, choć daleko mu na szczęście do niektórych krzykliwych i nieco ocierających się o autoparodię propozycji w tej klasie.
Mam jednak nadzieję, że błyskawica jest trochę na wyrost. Jestem statecznym ojcem, który chce bez szaleństw zabrać rodzinę na wycieczkę, a zamiast driftu woli płynną jazdę z poczuciem, że "jakbym depnął…".
150-konny diesel 2.2 z sześciobiegowym automatem jest dokładnie taki, jak trzeba: fajnie się zbiera(nieważne, czy jedziesz poniżej lub powyżej 100 km/h), ale nie wymaga odporności na przeciążenia rzędu 4G. Trzeba go tylko rozgrzać, żeby lew przestał nieco po pickupowemu klekotać.
Ale to dla dziecka mało istotne. Dla małej liczą się inne rzeczy.
1. Żeby za bardzo nie bujało chociażby, bo dziwne rzeczy potrafią się w tym brzuchu wyprodukować. I tu Outlander się naprawdę spisuje - opony nawet o niższym profilu niewiele sobie robią z nieregularnie pofałdowanych "płaszczyzn" na krajowej siódemce.
2. Żeby było gdzie wsadzić dwie rozpoczęte butelki napoju – tu z pomocą przychodzi chowany w tylnym siedzeniu podłokietnik.
3. Żeby ojciec pozwoli dziecku spać w bagażniku. Nie bacząc na zagrożenie wizytą pomocy społecznej córka zaproponowała, że weźmie "kołdrę, poduszkę i dwa koce do ogrzania" i spędzi noc w samochodzie stojącym na osiedlowym parkingu. O naszym własnym, niedużym kombi tak nigdy nie mówiła. Co dziwi tym bardziej, że bagażniki mają podobne.
Niestety do wymarzonego auta zabrakło możliwości słuchania muzyki – super zestaw Rockford Fosgate – przy wyższych prędkościach. Od 110 km/h pęd powietrza daje się we znaki. W rozmowach to nie przeszkadza, ale charakteryzujące się różnymi poziomami głośności bajki Polskich Nagrań musiały wylądować w schowku.
To jednak nie miało większego znaczenia, bo stał się cud. Ten rozbrykany dzieciak, dla którego i dziesięć zamków krzyżackich – zaliczyliśmy tylko ten w Nidzicy – byłoby za mało, w drodze powrotnej po prostu zasnął.
Powitaliśmy to z pewną ulgą. Oznaczało to, że mamy chwilę wytchnienia od mówienia o głównej dziecięcej atrakcji Outlandera – trzecim rzędzie siedzeń. Producent co prawda anonsuje tego SUV-a jako auto siedmioosobowe, ale tak naprawdę mamy do czynienia z układem 6+1(lalka).
Co jednak najważniejsze, trzeci rząd nie jest żadną zabawką, choć nawet dziecko może fotele rozłożyć. To regularne siedziska, które spokojnie mogłyby się znaleźć bezpośrednio za kierowcą. Oczywiście lepiej tam sadzać dzieci – podłoga jest wyżej – ale to prawdziwe, normalne siedzenia.
Do których lepiej nie zamawiać w opcji subwoofera w bagażniku, bo wtedy nie będziemy mogli porządnie schować rolety.
Ale komu potrzebny subwoofer, gdy z tyłu za surround – jeśli nie śpi – odpowiada 6-letnie perpetuum mobile.
Wersja Fischer to oprócz gadżeciarskiego emblematu na pokrywie bagażnika i dodawanych nart, to także specjalne obicia "materiałem Fisher". Rzeczywiście tkanina przypomina w dotyku termoodzież, ale o jej praktyczności nie mogę się jednoznacznie wypowiedzieć. Jej faktura utrudnia strzepywanie setek okruchów (normalny dziecięcy produkt), ale za to doskonale i bez plam wchłania napój malinowy. Fajnie, czegoś takiego jeszcze nie widziałem.
I może zobaczę, bo Outlander trafił na "listę chcenia" i czuję, że możemy się jeszcze spotkać. Tym bardziej, że uczestnicząca w teście 6-latka dała samochodowi "jedenaście gwiazdek na sześć".
