
Za mało płacą. Skandalicznie mało. Mobbingują, oczekują i oczekują pracy po godzinach. O pracodawcy bardzo często wypowiadamy się jak o wrogu, którego trzeba zwalczać, stawiając się najczęściej w pozycji ofiary. Sami zaś dajemy sobie prawo do wszelkich, również nieuczciwych zagrywek, bo przecież ciężko pracujemy.
– Przykro mi to mówić, ale ze względu na brak szacunku do państwa i prawa, mamy w Polsce szerokie przyzwolenie społeczne do tego typu nadużyć – mówi Jeremi Mordasewicz Konfederacji Lewiatan. Niepłacenie podatków, czy właśnie nadużywanie zwolnień lekarskich do działanie, które postrzegamy jako pewną sprawność i zaradność niż cwaniactwo.
Traktujemy np. ZUS jako instytucję, która nas wykorzystuje, bo płacimy duże składki na ubezpieczenie społeczne, a uzyskujemy małe emerytury. Czujemy się pokrzywdzeni więc kiedy istnieje możliwość wykorzystania pewnych regulacji w sposób nie do końca uczciwy, to to robimy. Mało tego, nie spotyka się to z krytyką otoczenia.
– To patowa sytuacja, w której pracodawca jest właściwie bezradny – słyszę od Roberta, przedsiębiorcy, który perypetie z "chorymi" pracownikami zna z własnego doświadczenia.
Kiedyś jeden pracownik, któremu przed odejściem i tak wyjątkowo poszliśmy na rękę, na ostatnie, bardzo ważne, tygodnie pracy, postanowił zachorować, bo urlopu już nie miał. Wysłał tylko oznajmiającego maila z informacją, że jest chory i ma zwolnienie na – tak się składa – dokładnie taki okres, który został mu do przepracowania. Dzień wcześniej nie wyglądał na chorego. W firmie doskonale wiedzieliśmy o co naprawdę chodzi. A on wiedział, że my wiemy. Ale zrobić nic nie mogłem, bo przecież nie można pracownikowi zabronić chorować.
Jedną z osób, które biorą zwolnienia lekarskie kilka razy w roku jest Gosia. Bez skrupułów przyznaje, że robi to najczęściej w okresie wakacyjnym. – Przedłużam w ten sposób weekendy. Zwolnienie biorę najczęściej w środę, na czwartek i piątek. W tym czasie jechałam do Chałup na deskę, a w pracy mówiłam, że mam anginę – mówi pracownica firmy marketingowej w Warszawie.
Lekarz już kilka razy mnie zapytał, po co mi tak naprawdę do zwolnienie. Mówię wtedy prawdę, na przykład że jadę nad morze. Mój lekarz odpowiedział, żebym się tylko ciepło ubrała i nie przeziębiła.
Kontrola tego procesu w przypadku zwolnień 2-3 dniowych jest właściwie niemożliwa . – Ci nieuczciwi ludzie zdają sobie z tego sprawę, ponieważ powiadomienie pracodawcy może nastąpić w terminie 7 dni. W związku tym, sprawdzenie tego, co się działo, praktycznie nie jest możliwe – mówi Jeremi Mordasewicz. Sposobem na to mógłby być elektroniczny system, kiedy natychmiast po wystawieniu zwolnienia przez lekarza, informacja o tym trafia do pracodawcy i ZUS-u.
