Chore zasady, czyli moralna schizofrenia pracowników. "Wzięłam zwolnienie, aby pojechać na deskę"
Chore zasady, czyli moralna schizofrenia pracowników. "Wzięłam zwolnienie, aby pojechać na deskę" lakov Filimonov / Shutterstock.com

Za mało płacą. Skandalicznie mało. Mobbingują, oczekują i oczekują pracy po godzinach. O pracodawcy bardzo często wypowiadamy się jak o wrogu, którego trzeba zwalczać, stawiając się najczęściej w pozycji ofiary. Sami zaś dajemy sobie prawo do wszelkich, również nieuczciwych zagrywek, bo przecież ciężko pracujemy.

REKLAMA
Owszem, pracodawcy nie są święci i często myślą wyłącznie o swoim zysku, a nie o pracownikach. Te patologie trzeba tępić w zarodku i nazywać je po imieniu. Tyle tylko, że moralność która budzi w nas sprzeciw wobec niektórych zjawisk, jednocześnie usprawiedliwia oszustwa, których sami się dopuszczamy.
Nieuczciwość pracowników i to tych na świeczniku ujawniła ostania zmiana przepisów dotyczących wysokości pensji na L4 w "mundurówce". Wystarczyło zrównać ją do systemu powszechnego, kiedy w trakcie choroby pracownik otrzymuje 80 proc. wynagrodzenia. Ten w gruncie rzeczy niewielki spadek wynagrodzenia wywołał cud. Wśród pracowników Biura Ochrony Rządu, liczba zwolnień i dni chorób spadły o 38 procent. W innych służbach, mniejsze wynagrodzenie w czasie zwolnienia lekarskiego również przyniosło efekty.
Nie kradnij. Ja to zrobię
– Przykro mi to mówić, ale ze względu na brak szacunku do państwa i prawa, mamy w Polsce szerokie przyzwolenie społeczne do tego typu nadużyć – mówi Jeremi Mordasewicz Konfederacji Lewiatan. Niepłacenie podatków, czy właśnie nadużywanie zwolnień lekarskich do działanie, które postrzegamy jako pewną sprawność i zaradność niż cwaniactwo.
Jeremi Mordasewicz

Traktujemy np. ZUS jako instytucję, która nas wykorzystuje, bo płacimy duże składki na ubezpieczenie społeczne, a uzyskujemy małe emerytury. Czujemy się pokrzywdzeni więc kiedy istnieje możliwość wykorzystania pewnych regulacji w sposób nie do końca uczciwy, to to robimy. Mało tego, nie spotyka się to z krytyką otoczenia.

Mordasewicz przypomina również o innym przypadku nieuczciwego wykorzystywania przepisów przez niektóre osoby. – Kiedy kobiety prowadzące działalność gospodarczą chcą mieć dziecko, nagle płacą najwyższą możliwą składkę emerytalną, co daje im na następne 12 miesięcy zasiłek macierzyński od bardzo wysokiej stawki – mówi ekspert Lewiatana.
Pracodawca ma związane ręce
– To patowa sytuacja, w której pracodawca jest właściwie bezradny – słyszę od Roberta, przedsiębiorcy, który perypetie z "chorymi" pracownikami zna z własnego doświadczenia.
Robert
Właściciel firmy internetowej

Kiedyś jeden pracownik, któremu przed odejściem i tak wyjątkowo poszliśmy na rękę, na ostatnie, bardzo ważne, tygodnie pracy, postanowił zachorować, bo urlopu już nie miał. Wysłał tylko oznajmiającego maila z informacją, że jest chory i ma zwolnienie na – tak się składa – dokładnie taki okres, który został mu do przepracowania. Dzień wcześniej nie wyglądał na chorego. W firmie doskonale wiedzieliśmy o co naprawdę chodzi. A on wiedział, że my wiemy. Ale zrobić nic nie mogłem, bo przecież nie można pracownikowi zabronić chorować.

– Nie jestem w stanie zmusić kogoś do pracy, bo z niewolnika nie ma pracownika. Taka osoba wie, że już odchodzi z firmy nie ma motywacji, więc jest jej wszystko jedno. A ja zostaję z problemem – dodaje przedstawiciel branży medialnej.
Proceder lewych zwolnień był kiedyś zdecydowanie bardziej popularny. Dziś jest lepiej, ale wciąż jesteśmy powyżej średniej unijnej. – Przedsiębiorcy są rozgoryczeni, bo wszystkie krótkoterminowe zwolnienia, aż do 33 dni w roku muszą pokrywać z własnej kieszeni. Sami pracownicy dostrzegają, że wiele osób w firmach i instytucjach publicznych nadużywa tych zwolnień w sposób ewidentny – mówi ekspert.
L4 na desce
Jedną z osób, które biorą zwolnienia lekarskie kilka razy w roku jest Gosia. Bez skrupułów przyznaje, że robi to najczęściej w okresie wakacyjnym. – Przedłużam w ten sposób weekendy. Zwolnienie biorę najczęściej w środę, na czwartek i piątek. W tym czasie jechałam do Chałup na deskę, a w pracy mówiłam, że mam anginę – mówi pracownica firmy marketingowej w Warszawie.
Szefowie nie są głupi i bardzo często domyślają się, na czym dokładnie polegała "choroba". W przypadku Gosi, wiele na temat jej przebiegu zdradzała opalenizna. – Szef raz mnie o to zapytał, a właściwie czy na pewno byłam na L4. Ale zazwyczaj nikt o nic nie pyta i wszystko się udaje. Wszyscy tak robią – zwolnienie to zwolnienie – mówi Gosia.
W internecie można znaleźć wiele wpisów z prośbą o kontakt do "serdecznego" lekarza, który wypisze L4 bez badania. TVN dotarł niedawno do lekarki, która wystawiała lewe zwolnienia. Tygodniowe L4 kosztowało u niej 70 zł, dwutygodniowe 150 zł.
Nasza rozmówczyni chodzi zawsze do swojej przychodni, a lekarzowi mówi o bólu głowy i gorączce. – Tłumaczę lekarzowi, że teraz termometr może jej nie wykazać, ale to dzięki tabletkom na zrzucenie gorączki – mówi Gosia.
Gosia
Kilka razy w roku bierze lewe zwolnienia.

Lekarz już kilka razy mnie zapytał, po co mi tak naprawdę do zwolnienie. Mówię wtedy prawdę, na przykład że jadę nad morze. Mój lekarz odpowiedział, żebym się tylko ciepło ubrała i nie przeziębiła.

Wyrzuty sumienia? Absolutnie żadnych. Gosia dużo i ciężko pracuje, a poza tym zdarza się to kilka razy w roku. – Znajomi o tym wiedzą i robią dokładnie to samo. Nie oszukujmy się – mówi.
Ktoś za to wszystko zapłaci
Kontrola tego procesu w przypadku zwolnień 2-3 dniowych jest właściwie niemożliwa . – Ci nieuczciwi ludzie zdają sobie z tego sprawę, ponieważ powiadomienie pracodawcy może nastąpić w terminie 7 dni. W związku tym, sprawdzenie tego, co się działo, praktycznie nie jest możliwe – mówi Jeremi Mordasewicz. Sposobem na to mógłby być elektroniczny system, kiedy natychmiast po wystawieniu zwolnienia przez lekarza, informacja o tym trafia do pracodawcy i ZUS-u.
– To sposoby naciągania państwa, a ludzie zapominają o tym, że w tych funduszach leżą nasze własne pieniądze i jeśli ktoś nadużywa zwolnień lekarskich lub świadczeń dla przyszłych matek, to robi to kosztem nas wszystkich – mówi Mordasewicz. Jego zdaniem, gdyby zwolnienia te nie były nadużywane, można by na przykład obniżyć składki z 2,5 proc do 2 proc.