Wallendowie Wspaniali. Współcześni cyrkowcy, którzy ustanawiają kolejne rekordy Guinnessa

"The Flying Wallendas" – współcześni cyrkowcy, którzy regularnie ustanawiają nowe rekordy w księdzie Guinnessa.
"The Flying Wallendas" – współcześni cyrkowcy, którzy regularnie ustanawiają nowe rekordy w księdzie Guinnessa. Fot. wollers7 / www.shutterstock.com
#nevergiveup – nigdy się nie poddawaj – napisał w środę na swoim koncie na Twitterze Nik Wallenda, po tym jak bez zabezpieczenia przeszedł po obręczy wielkiego, obracającego się koła Orlando Eye. To kolejny już tak spektakularny wyczyn mężczyzny będącego dziś chyba najpopularniejszym członkiem cyrkowego klanu, którego korzenie sięgają osiemnastego wieku.


To, co robią, tkwi głęboko w ich genach. A robią wiele – oprócz cyrkowych piramid i akrobacji, ustanawiają też kolejne rekordy w księdze Guinnessa. Sam Nik trafił do niej już prawie dziesięciokrotnie.

Latający Wallendowie
To, co robią, tkwi głęboko w ich genach. A robią wiele – oprócz cyrkowych piramid i akrobacji, ustanawiają też kolejne rekordy w księdze Guinnessa. Sam Nik trafił do niej już siedmiokrotnie.

Formalnie grupa The Flying Wallendas, co w tłumaczeniu na polski znaczy tyle co "Latający Wallendowie", powstała w 1905 r. Założył ją Karl Wallenda, pradziadek Nika. Skład formacji, która zasłynęła z wymyślnych powietrznych akrobacji, zmieniał się regularnie. Zawsze jednak jej członkami byli tylko i wyłącznie członkowie rodziny Wallendów – mężowie, żony, matki, ojcowie, dzieci.
Popisowym numerem grupy szybko stała się czteroosobowa trzypoziomowa piramida, którą Wallendowie po raz pierwszy wykonali w 1928 r. w Madison Square Garden. Ich występ okrzyknięto wtedy najwspanialszym show w historii i nagrodzono 15-minutową owacją na stojąco, co w tamtych czasach było czasem rekordowym.

Drugim wyczynem, który zdecydowanie wyróżniał cyrkowców stała się tzw. siódemka uznawana za symbol doskonałości w akrobacjach wykonywanych na wysokim drucie. Czterech mężczyzn stojących na drucie dźwigało na barkach dwóch kolejnych. Na szczycie zaś tej konstrukcji znajdowało się krzesło na którym stała kobieta. Sztuczka była przez Wallendów wykonywana regularnie od 1948 do 1962 r. Potem, ze względu na jej zawiłość, nie pokazywano jej przez niemal pół wieku.

Do dziś piramida i siódemka prezentowane są tylko podczas wyjątkowych pokazów.
Wallendowie jednak na tym nie poprzestali i przez lata pracowali nad kolejnymi powietrznymi figurami. I – trzeba przyznać – robili to niezwykle skutecznie. W lutym 2001 r. udało im się stworzyć pierwszą i jak dotąd jedyną w historii akrobatyki dziesięciosobową, trzypoziomową piramidę powietrzną. Zespół numer wykonał na żywo, przed kamerami amerykańskiej stacji telewizyjnej FOX.

The Flying Wallendas

Pierwsze wzmianki o cyrkowej działalności Wallendów pochodzą z drugiej połowy osiemnastego wieku. Historyczne źródła mówią o tym, że ich występy w kawiarni Old Bohemia odbywały się od 1780 r. Sławę zyskali jednak dopiero sto lat później, gdy widzowie poznali ich przede wszystkim jako akrobatów powietrznych. W kolejnych latach rodzina cyrkowców skupiła się na dopracowywaniu najważniejszego elementu swojego cyrkowego programu – kilkupoziomowej piramidy tworzonej przez kilku artystów na rozpiętych na wysokościach linach.

Razem lub osobno
The Flying Wallendas budzą podziw. Ale nie mniejszy wywołują ich solowe występy. Dziś największą popularnością cieszy się Nik Wallenda, prawnuk Karla, który w początkach XX w. założył cyrkową grupę. Nik – Nikolas – urodził się 24 stycznia 1979 r. Jego ojcem był Terry Troffer, ale Nik od lat występuje pod panieńskim nazwiskiem matki.
Zaczynał wcześnie. Na cyrkowej arenie pojawiał się już jako dziecko. Mając 13 lat po raz pierwszy przespacerował się na linie. Dziś jest w tym prawdziwym mistrzem. To właśnie za sprawą tych wyczynów do księgi rekordów Guinnessa Wallenda trafia regularnie.

Wybrane rekordy Nika Wallendy

– 2008 r.: przejechał rowerem po 76–metrowym drucie rozpiętym na wysokości 41 metrów nad ziemią

– 2010 r.: przejechał rowerem po 76–metrowym drucie rozpiętym na wysokości 79 metrów nad ziemią

– 2010 r.: pobił swój własny rekord w spacerowaniu po linie na wysokości 610 metrów nad ziemią

– 2011 r.: przeszedł przez Koło Śmierci na szczycie 23-piętrowego budynku Tropicana Casino & Resort

– 2011 r.: wspólnie z matką, Delilah Wallenda, przeszedł po linie umieszczonej między dwoma wieżami Condado Plaza Hotel w Puerto Rico

– 2011 r.: wykonał akrobację na linie zawieszonej na krążącym na wysokości 76 metrów nad ziemią helikopterze

– 2012 r.: przeszedł na linie rozpiętej nad wodospadem Niagara

– 2013 r.: jako pierwszy i jedyny człowiek w historii przeszedł po mającej 5 cm szerokości stalowej linie nad Wielkim Kanionem w Kolorado

Co ciekawe, cyrkowiec ma zwyczaj wykonywać wszystkie swoje akrobacje bez zabezpieczenia. Wyjątek od tej reguły pierwszy i jak na razie ostatni raz musiał zrobić podczas spaceru nad wodospadem Niagara w 2012 r. A i to tylko dlatego, że nie bardzo miał wyjście. Na wyczyn bez zabezpieczeń nie chciały bowiem zezwolić ani rząd w USA ani w Kanadzie. Wallenda w tej sprawie procesował się z obydwoma państwami przez dobre dwa lata, ale ostatecznie musiał zgodzić się na ich warunki, by móc zrealizować kolejne ze swoich marzeń. W efekcie tych ustępstw podczas spaceru nad Niagarą miał na sobie szelki bezpieczeństwa.
Boże powołanie
Wallenda w wielu wywiadach podkreśla jak ważną częścią jego życia jest wiara w Boga. Przyznaje, że w trakcie spacerów na wysokościach bardzo często się modli. To zresztą czasem mogą zauważyć sami widzowie, bo warto wspomnieć, że wyczyny Wallendy od jakiegoś czasu są transmitowane na żywo lub rejestrowane przez stacje telewizyjne z całego świata.


Tak było chociażby wtedy, gdy performer idąc po stalowej linie pokonywał dystans 457 metrów nad Wielkim Kanionem w Kolorado. Spacer trwał niespełna 22 minuty, ale w tym czasie Wallenda kilkakrotnie przystawał. Ani na moment nie przestawał jednak mamrotać pod nosem modlitw. To widzowie transmitującej wyczyn stacji Discovery mogli słyszeć dzięki przypiętemu do koszulki akrobaty mikrofonowi.
– Przed każdym spacerem i podczas niego modlę się, mam na szyi krzyż. Biblia bowiem mówi, módlcie się bez przerwy – wyjaśniał swego czasu sam Wallenda w programie „Good Morning America” stacji ABC. Ten sam zwyczaj ma zresztą cała grupa The Flying Wallendas. Więcej! Nik w ogóle utrzymuje, że jego akrobacje są zwyczajnie spełnianiem powołania bożego.

Wallenda modlił się też podczas swego ostatniego wyczynu – środowego spaceru po obręczy Orlando Eye – najnowszej atrakcji Orlando. To oryginalna platforma widokowa, z której, z wysokości 131 metrów, można podziwiać panoramę okolicy.
Kolejne cele? Performer często wymienia je jednym tchem a są to m.in. spacer nad Bosforem, nad najlepiej zachowanym miastem Inków Machu Picchu czy egipskimi piramidami. Na liście życzeń pojawia się też paryska Wieża Eiffela, choć artysta jak dotąd nie sprecyzował w jakiej formie miałoby się odbyć widowisko na tej budowli. W planach do niedawna był też spacer pomiędzy Chrysler Building i Empire State Building w Nowym Jorku, ale przeciwko niemu zdecydowanie opowiedzieli się zarówno komisarz nowojorskiej policji Ray Kelly jak i burmistrz miasta Michael Bloomberg.

Zamiast w Nowym Jorku Wallenda wcielił więc swój plan w życie w Chicago, gdzie 2 listopada 2014 r. przespacerował po linie z wieżowca Marina City do wieżowca Leo Burnett Building.
Niebezpieczna pasja 
Nik jak na razie wychodzi ze swoich wyczynów bez szwanku. Ale w historii rodziny nie brakuje tragicznych momentów. Za jeden z najczarniejszych dni w dziejach Wallendów uchodzi 22 marca 1978 r. To wtedy założyciel grupy – Karl – jako pierwszy podjął się przejścia po linie dystansu dzielącego dwie wieże Condado Plaza Hotel. Planu nie udało się zrealizować. Wallenda spadł z liny w trakcie spaceru i zginął na miejscu. Jego wyczyn lata później dokończył właśnie Nik wspólnie ze swoją matką.
Ale Karl nie jest jedyną ofiarą niebezpiecznej pasji. Wiele lat wcześniej, 6 lipca 1944 r. Wallendowie występowali w cyrku w Hardford. Tuż po tym jak pojawili się na arenie dały się słyszeć pierwsze krzyki, zaraz potem cały namiot stał w płomieniach. Pożar wybuchł najprawdopodobniej przy bocznej ścianie cyrkowego namiotu. Materiał, z którego go wykonano nasączony był parafiną więc ogień rozprzestrzenił się błyskawicznie. W środku było w sumie 7 tys. osób – zmarło 169 a 700 kolejnych zostało rannych. Pożar w cyrku w Hardford do dziś uznaje się za najtragiczniejszy w historii cyrku.

Los doświadczył rodzinę również w styczniu 1962 r., gdy słynna siedmioosobowa powietrzna piramida Wallendów upadła. Jeden z akrobatów tworzących ją potknął się i runął na ziemię. Razem z nim spadło jeszcze dwoje artystów. Zięć i siostrzeniec Karla Wallendy zginęli, trzeci z akrobatów został sparaliżowany.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
INN:Poland 0 0Sieć 5G to nie tylko szybszy Netflix. To również ochrona amazońskich lasów deszczowych
0 0To nie będą tanie święta. Polacy w tym roku będą musieli wydać krocie
Diverse 0 0Na pewno masz w szafie ubrania z ich logo. Teraz będą w nich jeździć uczestnicy Rajdu Dakar
INN:Poland 0 014 prostych sposobów na bardziej ekologiczne życie. Od tego warto zacząć

TYLKO W NATEMAT

0 0Nie możesz pojąć, dlaczego PiS stawia na Pawłowicz i Piotrowicza? Eliza Michalik ma teorię
0 0"Znów muszę bronić Polski". Patryk Jaki w swoim żywiole, sprawdziliśmy jego aktywność w PE
0 0Prof. Jerzy Bralczyk ocenił pierwsze posiedzenia nowego Sejmu
0 0"Kaczyński jest wam wdzięczny". Posłowie Lewicy wsparli PiS w ważnym głosowaniu
0 0Wielka niespodzianka w ostatnim sezonie "Wikingów". Pojawi się w nim mocny, polski akcent
0 0Ważył 900 gramów i... uratował życie swojego brata. Lekarze nazwali to cudem
Cinergia 0 0Reżyser “Pokoju” i aktor z “Matriksa” przyjadą do Łodzi. Rusza festiwal Cinergia
Volvo 0 0Ten samochód to fenomen. Wielu próbowało zrobić podobny, udało się tylko jednej marce