Młodzi chcą się czuć bezpiecznie, a to może im dać m.in. państwo opiekuńcze.
Młodzi chcą się czuć bezpiecznie, a to może im dać m.in. państwo opiekuńcze. Shutterstock.com

Zapewnienie bezpłatnej opieki zdrowotnej i edukacji, miejsca pracy, minimalnego wynagrodzenia, dachu nad głową – postulaty rodem z PRL-u, wracają do łask. Państwa opiekuńczego domagają się nie tylko ci, którzy pamiętają dawne czasy i tęsknią za socjalistycznym ustrojem. Młodzi Polacy mają długą listę żądań i chcą państwa opiekuńczego.

REKLAMA
Z badania przeprowadzonego przez pracownię GfK Polonia wynika, że ok. 95 proc. studentów opowiada się za rozbudowanym socjalem, czyli życiem pod kloszem państwa. To atrakcyjna alternatywa dla scenariusza, w którym sami musimy sobie utorować drogę do dobrobytu i komfortu. A to nie jest łatwe w dobie rozbuchanej konkurencji, szalejącego kapitalizmu, który eliminuje słabszych, a średniaków i słabeuszy skazuje na nieciekawą egzystencję. A może nie jest tak źle, tylko młodzi Polacy mitologizują minione czasy, a wtórują im przedstawiciele starszego pokolenia, którym zmiana ustrojowa wyszła bokiem?
Gospodarka planowana, ciepły stołek w budżetówce – o tym marzą Polacy
To nie pierwszy sondaż, który pokazuje, jak silnym poparciem cieszy się model państwa opiekuńczego. Z innego badania dla Akademii Leona Koźmińskiego wyłania się podobny obraz – tylko 34 proc. Polaków uważa, że wolny rynek jest lepszy od gospodarki planowanej. 85 proc. z nas marzy o tym, żeby zamiast żmudnego przeszukiwania ofert pracy i często równie żmudnego przechodzenia kolejnych etapów rekrutacji, to rząd zajął się znajdywaniem nam zajęcia. Najlepiej w budżetówce – taki rodzaj zatrudnienia jest najbardziej pożądany, a ciepła posadka marzy się ponad 60 proc. Polaków. A jeszcze lepiej, żeby była zgodna z kwalifikacjami i oczekiwaniami finansowymi. Wśród samych żaków, ta idylliczna wizja jest szczególnie silna – okazuje się, że aż 88 proc. studentów chciałoby, żeby to państwo rozejrzało się za nich za dogodnym i intratnym stanowiskiem.
Okazuje się, że studenci idą jeszcze dalej w tworzeniu mirażu państwa socjalnego. W ich wizji, również strategiczne sektory gospodarki nie powinny trafić w paskudne łapy prywaciarzy. Ich zdaniem, takie branże jak energetyka, przemysł surowcowy i energetyka, powinny być zarządzane przez państwo.
Czy to oznacza, że po pierwszym zachłyśnięciu się transformacją i pierwszych bolesnych rozczarowaniach, zatęskniliśmy za PRL-em? Niekoniecznie – prof. Krzysztof Zagórski, który jakiś czas temu wziął pod lupę oczekiwania Polaków wobec państwa, twierdzi, że wyniki podobnych badań to nic innego, jak pokłosie fali rozczarowania zmianą ustrojową. Nikt nam nie wytłumaczył, że będzie trudno, a osiągnięcie dobrobytu nie będzie udziałem wszystkich i nie przyjdzie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
I o ile taki sposób rozumowania, tłumaczy starsze pokolenie, które sięga pamięcią kilkadziesiąt lat wstecz i ma porównanie, wie jak żyło się kiedyś i jak żyje się teraz, o tyle studenci opowiadający się za państwem socjalnym to zjawisko trudne do wyjaśnienia.
Student leniwy czy zapobiegliwy?
Urodzeni już po 89' znają tylko relacje z drugiej ręki – a PRL to dla nich z jednej strony, urocze wykopalisko absurdów, tj. stanie w kolejce po papier toaletowy i dziwne gadżety typu meblościanka, z drugiej – opowieści cioć i wujków, którzy łamiącym się głosem wspominają, że "wtedy przecież wszyscy mieli pracę", a z trzeciej – pole ideologicznej walki, czas zniewolenia i tłamszenia wszelkiej niezależnej myśli.
Z tego miszmaszu wykoncypowali sobie chyba jednak, że okej, swoje wady system miał, ale może wścibianie nosa przez państwo w prawie wszystkie sfery życia, to relatywnie niska cena za szeroko pojęte bezpieczeństwo socjalne i spokojną głowę?
Prof. Kazimierz Kik stwierdził, że Polacy tęsknią za PRL-em, ponieważ "brak wolności nie był wtedy tak odczuwalny, jak dziś bieda czy nierówności społeczne".
Karolina, studentka archeologii na UW

Strasznie się męczę, tak na co dzień, a to z ze znalezieniem pracy dorywczej, a to z tym, że mnie nie stać na opłacenie drugiego kierunku. Włos mi się też ostatnio na głowie zjeżył, kiedy gdzieś przeczytałam, że nawet jeśli będę harować jak wół, to emerytury i tak nie zobaczę, bo jest niż demograficzny, a państwo biedne. A ja chcę się czuć bezpiecznie i nie martwić się o przyszłość swoją i moich znajomych. Państwo powinno mi to zapewnić, uważam, że taki ma zakichany obowiązek. I nie ma w tym PRL-owskiej nostalgii, tylko poczucie, że to mi się w jakimś sensie należy za to, że chce np. płacić tu podatki i uczciwie się rozliczać.

To nie jest odosobniona opinia, a pod słowami Karoliny podpisałoby się sporo młodych osób. Młodzi chcą poczucia bezpieczeństwa, ale ta dążność jest, co trzeba stanowczo podkreślić, nieskażona ideologicznie i wolna od politycznych skojarzeń.
Niestabilne czasy, dodatkowo sprzyjają rozpowszechnianiu takiej postawy. Świszczące niedaleko od naszej wschodniej granicy pociski, działają na wyobraźnię. A jeśli dodać do tego widmo kolejnego kryzysu gospodarczego – niechybnie włączą się mechanizmy obronne, a państwo opiekuńcze wydaje się niezłym antidotum na apokaliptyczne wyobrażenie o przyszłości.
Państwo opiekuńcze to luksus dla najbogatszych
Państwo opiekuńcze z rozbudowanym pakietem socjalnym, amortyzującym sytuację finansową społeczeństwa i zapewniające szereg udogodnień z zakresu edukacji, czy służby zdrowia – na takie rozwiązanie mogą sobie pozwolić tylko kraje bogate.
Polska nie jest w tak uprzywilejowanej pozycji i musi oglądać każdą wydaną złotówkę ze wszystkich stron. Polityka zaciskania pasa nie idzie w parze za zwiększaniem wydatków na sferę socjalną i nic nie wskazuje na to, żeby w przyszłości miało się to zmienić. Według prognoz i projekcji wydatków socjalnych, do 2020 roku państwo będzie sukcesywnie przykręcać kurek z pieniędzmi na ten cel. w 2013 roku wydatki socjalne wyniosły 14, 7 proc. PKB. W prognozie analityków funduszy strukturalnych państwa przewidziano, że w 2020 roku środki stopnieją do 13,3 proc. PKB. Największym obciążeniem dla budżetu będą emerytury, renty i opieka zdrowotna.
Co więc zrobić w sytuacji, kiedy państwowa kasa świeci pustkami, a w kolejce po socjal ustawia się coraz więcej ludzi? Ignacy Morawski, ekspert BIZ Banku uważa, że państwo opiekuńcze, musi się przeobrazić, tak żeby pomoc dla obywateli nie była nieopłacalną i charytatywną działalnością, ale opłacalnym i sensownym posunięciem.
– Źródłem bezprecedensowego w dziejach sukcesu gospodarczego państw Europy Zachodniej i Ameryki Północnej jest współoddziaływanie silnego państwa i prężnego sektora prywatnego(...)Państwo opiekuńcze to wielkie osiągnięcie Europy Zachodniej. To państwo, w którym obywatel na życiowym zakręcie nie jest skazany na wegetację; to państwo, które dąży do tego, by każdy miał równy dostęp do edukacji, ochrony zdrowia i ubezpieczeń społecznych. U jego źródeł leży przekonanie, że człowiek powinien mieć zapewniony minimalny poziom bezpieczeństwa socjalnego. A to prowadzi do stabilności społecznej, która z kolei jest stymulatorem oszczędności i inwestycji – pisał ekspert w Kulturze Liberalnej.
Wprowadzenie państwa opiekuńczego, którego tak chcą studenci i za którym tęsknią nieco starsi, wydaje się dzisiaj utopijnym, a chwilami roszczeniowym postulatem. Może więc zamiast oglądać się na państwo, lepiej spróbować odnaleźć się na wolnym rynku? Łatwo nie jest, ale zaglądając do skarbonki państwa, możemy zorientować się, że świeci tam pustkami, a przed nosem przeszła nam właśnie świetna okazja.