Król krewetek z gminy Łysomice. Znalazł je na allegro, dziś ma światowy biznes. "Sztuka kosztuje nawet 400 euro"

Fot. Waldemar Kołecki / „Garnella”
Gmina Łysomice – pod Toruniem. Kto by pomyślał, że to właśnie tam znajduje się jedna z największych i najbardziej cenionych hodowli krewetek w Europie. Waldemar Kołecki nie je krewetek, ale za to sędziuje na międzynarodowych "konkursach piękności". – Fajnie jest zarabiać pieniądze na czymś, co się lubi – mówi hodowca, który urządził biznes krewetkowy w "szczerym polu".


Gdy powiedziałem w redakcji, że chcę zrobić wywiad z hodowcą krewetek z gminy Łysomice, redaktor naczelny spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem. Wydawało mu się, że krewetki hoduje w nieco innych częściach świata. Mnie też.

Waldemar Kołecki: Gdy ktoś dowiaduje się, że hoduje krewetki, myśli od razu że chodzi o zwierzęta komercyjne, gastronomiczne. Pytają, do jakich restauracji je sprzedaję i z czym to się je. A ja hoduję krewetki akwarystyczne, co wszystkich dziwi.

Bo to zaskakujące hobby.

Hodowla skorupiaków w Polsce to totalna nisza. Ja bawię się w to pięć lat.

Zjada je Pan?

Nie. Pomyślałem, że nie chcę jeść tego, z czego żyję.

A tych pana się nie je?

Jak ktoś się uprze, to oczywiście zje tę krewetkę. To takie samo zwierze, jak to jadalne. Różnica jest przede wszystkim w zawartości mięsa, czyli wielkości tej krewetki. Ja hoduję krewetki miniaturowe, które mają maksymalnie 3-4 centymetry. Jak już jest bardzo dorosła, to oczywiście można by ją zjeść. Ale sztuka kosztuje nawet 400 euro, więc nie wiem, czy ktoś by się odważył.

Bardzo drogo!

Krewetki mają różne ceny i są także takie po 2 czy 5 zł i to na nich bazuję. Hoduję kilkadziesiąt gatunków barwnych , odmian , krzyżówek i naturalnie nie wszystkie są bardzo kosztowne. Drogie są nowości, co czyni je rzadkim kąskiem na rynku, a także krewetki wysokiej jakości.


Jak to się dzieje, że mieszkaniec prywatnego domu pod Toruniem zaczyna hodowlę krewetek.

Wiele dziwnych pomysłów, które rodziły się w mojej głowie, brało się z przypadku. Przeglądałem allegro i trafiłem na ładne, czerwone krewetki i pomyślałem, że może zrobię sobie zbiornik. Najpierw jeden, później dwa, cztery, sześć, a dziś jest 200.
Ale z jakiegoś powodu ja nie trafiłem na allegro na żadne skorupiaki.

W świecie akwarystyki jestem od małego, choć nie miało to nic wspólnego z hodowlą. Przez przypadek wyszły krewetki i pomyślałem sobie, że to fajna rzecz.

Gdzie Pan to wszystko trzyma? Pewnie zamienił Pan dom w akwarium.

Mam to wszystko u siebie w domu. Wydzieliłem specjalne pomieszczenie zaadaptowane pod hodowlę – prawie 50 metrów kwadratowych. W tym pomieszczeniu jest ponad 200 akwariów. Mają od 30 do 75 litrów. Mniejsze są przeznaczone na selekcję i parowanie, a większe stricte hodowlane.
Co mówi reszta domowników na tą Pana hodowlę.

[Śmiech] Początkowo moja żona mówiła głośne "nie", głównie z powodu dużej ilości wody w domu. Te akwaria wędrowały po wszystkich pokojach. Na początku zajmowały małe pomieszczenie, później kolejny. Wszędzie były wiaderka i węże, a dzisiejsze pomieszczenie ma wodę, odpływ i wszystko czego potrzeba.

Po co hoduje się krewetki? To jest hobby czy biznes?

Jeśli powiem, że to wyłącznie pasja, mnóstwo osób powie, że jestem hipokrytą. Powiem więc inaczej. Fajnie jest zarabiać pieniądze na czymś, co się lubi. Gdyby nie było pasji, biznes nie miałby takich efektów. Są z tego pieniądze i to całkiem niezłe, a przy tym nie trzeba się aż tak bardzo przepracowywać i jestem cały czas w domu.

Komu pan sprzedaje krewetki?

Sporo sprzedaję zwykłym Kowalskim, sklepom zoologicznym, ale nie bazuję wyłącznie na Polsce. Mam klientów w Europie i poza nią.

A która część świata, poza gminą Łysomice, jest naturalnym miejscem hodowli krewetek?

Przede wszystkim Azja. Najwięcej prawdziwych hodowców jest w Japonii, na Tajwanie, Chinach, Tajlandii czy w Wietnamie. Tam krewetki które hoduję żyją w środowisku naturalnym. Ale są odmiany, które można znaleźć nawet w naszym Bałtyku.

Przeczytałem ostatnio, że jest pan znany na całym świecie. To prawda?

Znany w świecie krewetkowym. Podobno jestem bardzo rozpoznawalny, a moja firma „Garnella” jest rozpoznawalna na całym świecie. Trudno mi o tym mówić. Na Facebooku mam 2,5 tys. znajomych, choć 90 proc. tych ludzie nie znam. To może o czymś świadczyć.
Obserwują Pana Polacy?

To ludzie z całego świata, głównie z Azji. Zapraszają mnie na turnieje krewetkowe, gdzie bardzo często sędziuję. Ostatnio w Neapolu, dwa lata z rzędu w Hanowerze. Jestem też jedynym Polakiem, który zagościł na łamach magazynu branżowego Breeders'n'Keepers. Zagranica docenia mnie dużo bardziej niż Polska.

A na czym polegają zawody krewetkarskie, w których jest pan sędzią? To bardziej kulturystyka, czy maraton?

Konkurs piękności. Ale nie ocenia się jednej krewetki, tylko grupę. Dzięki temu wiemy, że dany hodowca ma linię tych krewetek, a nie że akurat wyskoczyła mu ładna sztuką i on się teraz chwali. Oceniamy minimum trzy krewetki pod kątem wielkości, wybarwienia, witalności i powtarzalności wzoru oraz koloru w grupie.

Każda krewetka musi być taka sama?

Tak, wtedy dopiero sumuje się punkty i ktoś wygrywa lub nie.

A co może zrobić hodowca, aby to jego drużyna wygrała?

W jednym zbiorniku jest na przykłada 200 lub 300 krewetek. Hodowca musi wybrać 20 - 30 najładniejszych i przerzucić je do wolnego zbiornika. To jest tak zwana selekcja jakości. Najładniejsze egzemplarze krzyżują się w oddzielnym zbiorniku, by uzyskać ładniejszą, szlachetniejszą formę.

A dieta?

Też jest ważna, tak jak u ludzi. Kulturyści, czy inni sportowcy też wspomagają się różnymi specyfikami. Aby uzyskać odpowiednią barwę, trzeba mieć o dobrane pokarmy.

Daje im Pan imiona?

Nie. Krewetki mają swoje nazwy. Dwie główne rodziny, które ja hoduję to caridina i neocaridina.

Ile jest w Polsce takich osób jak Pan?

Jest wielu hodowców. Niektórzy mają 100, a inni 10 zbiorników. Co jakiś czas pojawia się ktoś nowy, gdyż krewetki to ciekawa alternatywa na zarobienie kilku złotych, co jest bardzo wskazane w dzisiejszych czasach. Wciąż pojawiający się nowi hodowcy nakręcają koniunkturę rynku krewetkowego i wszyscy są zadowoleni.

Czy robi Pan coś jeszcze poza krewetkami?

Krewetki absorbują mnie na jakieś 8 - 10 godzin dziennie. Przy tej ilości jest sporo pracy, ale nic nie zastąpi mi frajdy obcowania z tymi pięknymi skorupiakami. Posiadam własną linie produktów do pielęgnacji krewetek (pokarmy , minerały itp) która od 2 lat zdobywa zaufanie wielu hodowców w kraju i za granicą.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Renault 0 0Łatwiejsza jazda. W tym modelu kierowca poczuje, co to znaczy prawdziwe wsparcie
INNPoland 0 0Wielka awaria w popularnym banku. Niektórym klientom wyzerowało konta
Żółty Tydzień 0 0Jeden organ, 500 funkcji. Taka jest wątroba. Jakie choroby mogą ją zniszczyć?
0 0Chorujesz na jaskrę i uwielbiasz jogę? To połączenie może nie być dobre dla oczu
WYWIAD 0 0"Zachowanie Klarenbacha było chamskie". Posłanka Wiosny wyjaśnia, dlaczego uparcie chodzi do TVP
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Nie chcemy nudy, chcemy DRAMY. Ten odcinek "Rolnik szuka żony" zaspokoił odwieczną ludzką potrzebę
RECENZJA 0 0Bez coming outu Elsy, ale wciąż "ma tę moc". O "Krainie lodu 2" znów będzie głośno