Wypożyczanie ubrań "na raz" to dla niektórych patent na oszczędzanie.
Wypożyczanie ubrań "na raz" to dla niektórych patent na oszczędzanie. Shutterstock.com

Polacy polubili wypożyczanie. Jeździmy z upodobaniem na wypożyczonych rowerach, coraz częściej zostawiamy w garażu swój samochód i wypożyczamy auto. Do ślubu idziemy w wynajętej sukni i garniturze. Staliśmy się praktyczni, chcemy być modni, lubimy przycwaniakować czy nie mamy wyjścia? Moda na wypożyczone jest tym wszystkim po trochu, a konsument młodej generacji woli mieć coś na krótko niż w ogóle. Uwaga, kultura wypożyczania wkracza na salony.

REKLAMA
Na jeden raz
Zacznijmy od ciemnej strony wypożyczania. Twarzą i niekwestionowanym królem takiego sposobu wypożyczania stał się Jarosław Kuźniar, który z rozbrajającą szczerością opowiedział o kulisach podróżowania z dzieckiem. Znany telewizyjny dziennikarz przyznał, że podróżując po Stanach Zjednoczonych, zrobił wyprawkę swojemu dziecku w jednej z popularniejszych sieci handlowych. Zaopatrzony w wanienkę i inne gadżety dla malucha, pod koniec wycieczki zwrócił wszystko do sklepu, tłumacząc, że "mu nie pasowało".
Na gwiazdę telewizji posypały się gromy, ale prawda jest taka, że sami często coś kupujemy z myślą o rychłym zwrocie towaru. Robimy w głowie szybki rachunek i nagle się okazuje, że zrobienie jednorazowego zakupu na produkt, który przyda nam się tylko na moment, to wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Taki sposób myślenia najczęściej towarzyszy nam podczas zakupów odzieżowych, a celują w nim panie, które chcą mieć wystrzałową kieckę na jeden wieczór. Mechanizm jest prosty: idziemy do sklepu, kupujemy, zakładamy, chowając metkę, a następnego dnia już stoimy w kolejce do kasy, żeby poskarżyć się, że kolor kreacji jest jednak nietwarzowy.
Bo jest za drogo
Wypożyczanie nie musi oczywiście być podszyte chęcią zaoszczędzenia za wszelką cenę. Niektóre produkty są najzwyczajniej na świecie poza naszym zasięgiem finansowym, a wysupłanie kilkuset tysięcy, np. na samochód, to dla wielu pobożne życzenie, odległe tak samo, jak marzenia Korwina-Mikkego o zaprowadzeniu w Polsce monarchii.
W takim wypadku, wypożyczalnia samochodów jest jak znalazł – możemy taką znaleźć w każdym większym polskim mieście. A zainteresowanie rozwiązaniem, jak przyznają eksperci z branży motoryzacyjnej, rośnie z roku na rok. Szczególnie w okresie urlopowym i przed długim weekendem.
Wypożyczanie samochodów wkrótce może stać się jeszcze popularniejsze. Wszystko za sprawą wprowadzenia miejskich samochodów. Pierwsza taka inicjatywa ma powstać w Warszawie i chociaż projekt jest jeszcze w odległej fazie realizacji, to sam pomysł jest strzałem w dziesiątkę i na pewno wpisze się w gusta konsumenta lubiącego wypożyczać.
Alternatywą dla profesjonalnej, a w przyszłości również miejskiej wypożyczalni czterech kół, jest skorzystanie z portalu, takiego jak WolneAuto. Tutaj to sami użytkownicy użyczają swoje samochody innym internautom.
Finansowa obroża krępuje nam też ręce przy okazji zakupu mieszkań, i chociaż w tym wypadku "wypożyczenie" mieszkania to raczej konieczność niż wygoda, to jednak coraz więcej młodych osób, chwali sobie wynajmowanie, bardziej niż perspektywę posiadania własnego M3 na kredyt na 30 lat.
Wynajmowanie jest ekologiczne i prospołeczne
Wynajmowanie świetnie wpisuje się też w ekologiczny trend. Sztandarowym przykładem są bijące rekordy popularności wypożyczalnie miejskich rowerów. Zalety takiego sposobu przemieszczania się po mieście błyskawicznie spodobały się mieszkańcom. Cenimy je za dostępność, niską cenę i brak szkodliwego wpływu na środowisko.
Oprócz wynajmowania rowerów, coraz chętniej wymieniamy się przedmiotami i usługami. Chomikowanie zbędnych bibelotów, mebli, przyrządów po szafach, to relikt przeszłości. Nie przywiązujemy się do rzeczy i pozbywamy się ich w praktyczny sposób metodą "podaj dalej". Można to zrobić nie tylko na organizowanych w większych miastach pchlich targach, lecz także przy pomocy serwisów internetowych. Podobne oferty znajdziemy m. in. na: thingo.pl czy Wymiennik.org.
Pomysłodawcy Wymiennik.org

Czy kiedykolwiek w sklepie przyszło Ci na myśl, kto stoi za produktem, który właśnie wylądował w Twoim koszyku? W sklepie kupujesz dobra, usługi i pracę zamienione w towar. Wymiana opiera się na braniu i dawaniu – towary stają się darami, za które jesteśmy sobie prawdziwie wdzięczni. Wymiana rodzi tyle okazji, by poznać nowych ludzi; tyle okazji, by przejść próg strzeżonego osiedla i nabrać zaufania do sąsiada; tyle okazji, by stworzyć wspólnotę, wspierać się nawzajem i działać! Razem możemy umacniać autonomiczną lokalną gospodarkę! Zbudujmy silne miasto – silnie ekonomicznie, silne dzięki zaufaniu społecznemu.

Na licytację idą nie tylko zbędne i niechciane przedmioty, lecz także nasze usługi, takie jak zrobienie zakupów, czy wyprowadzenie psa. Dla zabieganych to świetne rozwiązanie, a przy okazji niezła okazja do poznania nowej osoby z okolicy.
Ekonomia współdzielenia
Wzrost zainteresowania wypożyczaniem wpisuje się w trend, o którym od jakiegoś czasu jest głośno w ekonomii – chodzi o gospodarkę współdzielenia, której zwolennicy są uważani za pokolenie świadomych konsumentów. Bliskich środowisku, dbających o własną kieszeń.
Okazuje się jednak, że sharing economy może być wykorzystywany przez nieuczciwe koncerny, które pod przykrywką działalności opartej o zasadę wymiany, próbują zrobić na tym interes. Jedną z takich firm może być m.in. popularny serwis Blablacar, który ułatwia właścicielom samochodu znalezienie pasażera i minimalizację kosztów przejazdu. Współpasażer zrzuca się z właścicielem auta na paliwo.
Poseł Zbigniew Chmielowiec z Prawa i Sprawiedliwości wniósł w tej sprawie interpelację do ministra finansów. Polityk dopatrzył się w działalności Blablacar nadużyć i zarzucił popularnemu portalowi kojarzącemu pasażerów, że niektórzy użytkownicy mogą za jego pośrednictwem prowadzić normalną działalność zarobkową. - Mam na myśli przypadki, w których prowadzona działalność jest głównym źródłem utrzymania, a nie dorobieniem do domowego budżetu, czy minimalizacją kosztów - pisał w swoim oświadczeniu polityk.
Prawdą jest, że gospodarka współdzielenia i portale, firmy, zrzeszające jej amatorów, to niezłe pole do uprawiania samowolki, a możliwości na robienia przekrętów, jak się zdaje, jest sporo. Tutaj główną winą należy obarczyć prawo, które nie precyzuje dokładnie zasad, na jakich mają funkcjonować, w tym również, jakie podatki ewentualnie miałyby wpłacać do państwowej kasy. A oprócz Blablacar, na ławce podejrzanych zasiadają jeszcze Uber i Airbnb.
Wynajmowanie i wypożyczanie to narzędzia współczesnego konsumenta, a taki na pewno nie da się nabić w butelkę przez serwisy, które zaprzeczają idei leżącej u ich podstaw. Ma być tanio, szybko, ekologicznie, modnie - trzymając się takich zasad, mamy szansę na na zbudowanie kapitału społecznego i uwolnienie pozytywnego fermentu, który od dawna buzuje nad Wisłą.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl