
Rosyjskie obchody z okazji 70. rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej, odbędą się z pompą. Władimir Putin zorganizuje militarną paradę, która ma utwierdzić mieszkańców, że kraj jest wojskową potęgą. To też sygnał dla Zachodu, który nałożył na Rosję sankcje i demonstracja siły. Bo wydatki na zbrojenia są wysokie jak za czasów ZSRR.
REKLAMA
Aparat propagandowy w prokremlowskich mediach podkreśla, że defilada ma nie mieć sobie równych, a sprzęt, jakim dysponuje rosyjska armia, należy do najnowocześniejszych na świecie. Podczas uroczystości zostanie zaprezentowany m.in. czołg T-14 "Armata". W Rosji mówi się o nim jako o prawdziwej rewelacji, która nie ma swojego odpowiednika na świecie.
Mimo poważnych perturbacji w gospodarce, spowodowanych m.in ekonomicznymi restrykcjami Unii Europejskiej i wahaniami na rynku naftowym, Rosja szuka oszczędności wszędzie, ale na modernizacji systemu zbrojeniowego nie ma zamiaru oszczędzać.
Rok 2015 jest jak na razie pod tym względem rekordowy. Rosja przeznaczyła w budżecie na ten cel aż 3,3 bln rubli, czyli około 81 mld dolarów. Oznacza to, że wydatki na wojskowość pochłoną 4,2 proc. rosyjskiego PKB. Gigantyczne pieniądze wpompowane do wojska będą przeznaczone m.in. na zakup 2,3 tys. czołgów, 1,1 tys. helikopterów, 600 nowych samolotów i brygad rakiet Iskander.
Jutrzejsze obchody rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej w Rosji zbojkotowała większość przywódców europejskich. Powodem nieobecności jest polityka Putina na Ukrainie i aneksja Krymu. Swój udział potwierdziło 30 przywódców, m.in. z Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Bośni i Hercegowiny, Chin, Indii, Kazachstanu, Kirgistanu, Macedonii, Mongolii, RPA, Tadżykistanu, Wenezueli, Wietnamu i Zimbabwe. Zagraniczne delegacje z tych państw będą miały okazję na żywo zobaczyć, jak Putin chwali się swoja armią na Placu Czerwonym.
Źródło: Gazeta Wyborcza, Onet
