
Wynik Magdaleny Ogórek to katastrofa, więc w SLD już zaczęło się zrzucanie winy i rozliczenia. – Mizerny wynik M. Ogórek to efekt braku jej identyfikacji z SLD i słabej pracy sztabu – ocenił Tadeusz Iwiński. Tymczasem Leszek Miller nie zamierza ustąpić z funkcji przewodniczącego SLD.
REKLAMA
Lewica jest w rozsypce, a wystawienie w wyborach prezydenckich Magdaleny Ogórek tylko pogłębiło ten stan. Kandydatka zdobyła 2,4 proc. głosów. Tuż po zakończeniu ciszy wyborczej zaczęły się rozliczenia i szukanie winnych.
– To było szaleństwo! Władze SLD postawiły w tych wyborach na celebrytkę. Powiem szczerze, biłem się dziś z myślami, czy w ogóle iść zagłosować. Wchodząc do lokalu wyborczego, byłem przekonany, że oddam głos nieważny – mówił "Gazecie Wyborczej" szef PO w Poznaniu Tomasz Lewandowski.
Nie brakowało też komentarzy na Twitterze. Politycy SLD szukali winnych, dziennikarze przypominali szumne zapowiedzi z początku ciszy wyborczej.
Szybko wrócą też propozycje o zjednoczeniu lewicy, bo może się okazać, że po jesiennych wyborach parlamentarnych będziemy mieli Sejm bez lewicy.
Miller nie odejdzie
Fatalny wynik promowanej przez Leszka Millera kandydatki zrodził pytania o przyszłość byłego premiera. Miller nie chce jednak zrezygnować z funkcji przewodniczącego partii, przynajmniej nie teraz. – Liderzy odpowiadają za wyniki wyborów parlamentarnych – powiedział Miller na antenie radiowej Jedynki.
Fatalny wynik promowanej przez Leszka Millera kandydatki zrodził pytania o przyszłość byłego premiera. Miller nie chce jednak zrezygnować z funkcji przewodniczącego partii, przynajmniej nie teraz. – Liderzy odpowiadają za wyniki wyborów parlamentarnych – powiedział Miller na antenie radiowej Jedynki.
Według niego między wyborami prezydenckimi a parlamentarnymi nie ma żadnego związku. Szef SLD przypomniał, że w poprzednich wyborach prezydenckich dobrze wypadł Grzegorz Napieralski. Niedługo później Sojusz uzyskał słaby wynik w wyborach parlamentarnych.
