Kolejne przegrywane wybory tylko mocniej utwierdzały polityków PiS w byciu zawodowymi już opozycjonistami. Czy będą jeszcze zdolni do zrobienia właściwego użytku z odzyskanej władzy?
Kolejne przegrywane wybory tylko mocniej utwierdzały polityków PiS w byciu zawodowymi już opozycjonistami. Czy będą jeszcze zdolni do zrobienia właściwego użytku z odzyskanej władzy? Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

W minioną niedzielę Polacy pokazali Platformie Obywatelskiej żółtą kartkę i dobitnie dali znać, że wielu z nich jest zmęczonych wieloletnimi rządami tej partii. Być może po II turze wyborów prezydenckich, a później podczas jesiennych wyborów parlamentarnych politycy PO dostaną nawet czerwoną kartkę i zostaną wreszcie zmuszeni do pauzowania. Pytanie tylko, czy na pewno powinni zastąpić ich ludzie Prawa i Sprawiedliwości, którzy przez lata wyspecjalizowali się w zawodowym opozycjonizmie.

REKLAMA
Sukces Andrzeja Dudy w pierwszej turze wyborów prezydenckich dał Prawu i Sprawiedliwości nadzieję na zwycięstwo w pierwszych od dekady wyborach i powrót do jakiejkolwiek realnej władzy po ośmiu latach. Wyśmienity wynik Pawła Kukiza i wielki potencjał tkwiący w jego wyborcach daje Jarosławowi Kaczyńskiemu nadzieję także na powrót na fotel premiera, bo jesienią PiS może wreszcie mieć w Sejmie wystarczająco silnego koalicjanta, z którym utworzy nowy rząd. Nawet jeśli minimalnie przegra z Platformą Obywatelską.
Do momentu ewentualnego zaprzysiężenia Rady Ministrów z premierem Jarosławem Kaczyńskim i wicepremierem Pawłem Kukizem na czele jeszcze pół roku. Już dziś warto jednak zastanowić się nad tym, czy PiS aby na pewno jest przygotowane na sukces, który się przed tym ugrupowaniem rysuje. Pytanie, czy ekipa Jarosława Kaczyńskiego jest przygotowana mentalnie i kadrowo na to, by wreszcie do władzy wrócić? Może być to dla niej trudne.
Zawód opozycjonista
Ostatni raz politycy PiS stawali do wyborów z szczerą nadzieją na władzę aż osiem lat temu. Jesienią 2007 roku, po tym, gdy Jarosław Kaczyński w zasadzie sam doprowadził do obalenia własnego rządu, PiS musiał walczyć o utrzymanie sejmowej większości. Już wówczas zabrakło jednak tych wszystkich sił, które pozwoliły na ostatniej prostej prześcignąć PO i zwyciężyć w wyborach prezydenckich, a później parlamentarnych w 2005 roku.
Dr Marek Migalski
były europoseł, politolog

Lata pozostawania w opozycji u dużej części działaczy PiS wykształciły szczególnie zdolność do krytykowania i twardego, fundamentalnego oporu wobec wszystkiego dokoła. Brakuje im już doświadczeń z ciężkiej i merytorycznej pracy przygotowującej do przejęcia władzy.

Przegrana Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich z 2010 roku przypieczętowała przejście PiS na zawodowy opozycjonizm / Fot. YouTube.com/Jarosław Kaczyński
Wiarę we własną wartość w politykach PiS mogły wzbudzić wybory prezydenckie z 2010 roku, ale tylko, gdyby żył i o reelekcję starał się Lech Kaczyński. Wymuszony śmiercią prezydenta w katastrofie smoleńskiej start jego brata bliźniaka sprawił, iż sztabowcy z całych sił walczyli o sukces człowieka, który wyraźnie wyglądał tym sukcesem niezainteresowanego. Ich wysiłki poszły na marne, a przegrana Jarosława Kaczyńskiego w jedynym bezpośrednim starciu wyborczym w jego karierze na dobre przypieczętowała przejście PiS-owców na zawodowy opozycjonizm.
To znacząco odróżnia PiS z czasów rządów PO od Platformy, której politycy przed laty również musieli "odsiedzieć" swoje w opozycyjnych ławach. Najpierw za czasów rządu Leszka Millera, w później w okresie IV RP. Ugrupowanie Donalda Tuska skupiało się jednak wówczas na wyraźnym planowaniu przejęcia władzy, któremu nawet najostrzejsze ataki jedynie służyły za środek, a nie cel. PiS z ostatnich lat to tymczasem partia, która zdaje się żyć głównie z krytyki rządzących.
PiS to znaczy dziś atakować, a nie kreować
Temu służy Smoleńsk, oskarżenia o notoryczne fałszowanie wyborów, czy ataki na nawet najpopularniejsze społecznie decyzje rządu, takie jak pomoc dla osób bezpłodnych. We wszystkim tym nikną dobre inicjatywy i propozycje samego PiS. Tych zresztą przesadnie dużo w ostatnich latach nie poznaliśmy.
Wiceprezes PiS Antoni Macierewicz to jedna z głównych twarzy zawodowego opozycjonizmu tej partii / Fot YouTube.com/WydawnictwoBialyKruk
Największe ugrupowanie opozycyjne w Polsce dawno zrezygnowało już nawet z tworzenia "rządu cieni". Może i nie jest on tworem najbardziej skutecznym w walce o władzę, ale na świecie wiele ugrupowań wciąż na niego stawia, bo pokazuje w ten sposób, że nie chce tracić kontaktu z realną polityką i jest gotowe na płynne przejęcie władzy w każdej chwili.
O czym przez ostatnie lata przekonywał nas tymczasem PiS? Zawodowy opozycjonizm ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego przejawiał się skupianiem sił i środków na marszach, podczas których sugerowano przeciwnikom politycznym maczanie palców w "zamachu smoleńskim", czy doprowadzenie Polski do statusu "kondominium rosyjsko-niemieckiego".
Sensem istnienia PiS od lat zdaje się nieustanne ataki na władzę i krytyka otaczającego świata. / Fot. YouTube.com/Kazek 427
Nawet mająca to zmienić kampania Andrzeja Dudy skupiała się głównie na atakowaniu obecnej głowy państwa. Na przykład poprzez sugerowanie społeczeństwu, iż reelekcja Bronisława Komorowskiego to w efekcie wprowadzenie w Polsce euro i powszechna drożyzna. Może się to okazać wreszcie skuteczne na tyle, by wygrać wybory, ale tak nie da się później rządzić krajem.
Dr Olgierd Annusewicz
politolog

Może się wśród polityków PiS pojawić chęć do rozliczeń. Zastąpienia niegdysiejszej dekomunizacji, "deplatformizacją" życia publicznego. Jeżeli PiS po powrocie do władzy pójdzie w tym kierunku, to może się szybko obrócić przeciwko tej partii.

– Pamiętam PiS z 2005 roku i 2007. I to naprawdę było wówczas lepsze ugrupowanie niż to, które mamy dzisiaj – mówi naTemat były europoseł PiS i politolog dr Marek Migalski. – PiS ma tylko kilka miesięcy, by odpowiednio przygotować się do rysującego się przed tym ugrupowaniem zwycięstwem w wyborach parlamentarnych. Politycy tej partii muszą zacząć zastanawiać się nie tylko nad tym, jak władzę uchwycić, ale i co z nią później zrobić – stwierdza.
Rozliczenia i rozbite kadry
O stworzenie jesienią rządu PiS złożonego z samych niekompetentnych osób nie obawia się jednak dr Olgierd Annusewicz. Politolog przyznaje natomiast, iż panująca od lat w otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego atmosfera konfrontacji z obecną władzą może sprawić po wyborach sporo problemów. Przede wszystkim, nowemu rządowi. – Może się wśród polityków PiS pojawić chęć do rozliczeń. Zastąpienia niegdysiejszej dekomunizacji, "deplatformizacją" życia publicznego. Jeżeli PiS po powrocie do władzy pójdzie w tym kierunku, to może się szybko obrócić przeciwko tej partii – ocenia politolog.
W ostatnich latach kadry PiS zasilali ludzie tacy, jak Krystyna Pawłowicz. / Fot. YouTube.com/PolskiePiekielkoTV
– Ważne jest też pytanie o kadry tej partii – dodaje Marek Migalski. – Od wielu lat procesy zachodzące w tym obszarze były negatywne. Coraz więcej osób dobrze przygotowanych do pełnienia wysokich funkcji publicznych z PiS usuwano lub same odchodziły. Choć decyzją o budowie szerokiego obozu prawicowego ten proces degradacji kadrowej PiS został nieco zahamowany – stwierdza. Migalski przyznaje jednak, iż wciąż nie można mówić o obecnej ekipie Jarosława Kaczyńskiego jako w pełni przygotowanej do przejęcia władzy.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl