
Zmarła legenda bluesa B.B. King. Wirtuoz gitary żył 89 lat. Nieoficjalnie był nazywany "królem bluesa", chociaż nikt by się nie sprzeciwiał, gdyby ktoś chciałby mu nadać taki przydomek oficjalnie.
REKLAMA
King czule nazywał swoją gitarę - Lucille. Muzyk do końca życia pozostał wierny kultowej marce - grał tylko na Gibsonie. Jest uważany za tego, który wyprowadził bluesa z ciasnych knajpek dla Afroamerykanów - dzięki niemu ten rodzaj muzyki wypłynął na szerokie wody i stał się inspiracją dla wielu muzycznych gwiazd dużego formatu, takich jak Eric Clapton czy Joe Bonamassa.
Muzyk do końca miał wielki apetyt na granie: "Wydaje mi się, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy. Jednak ciągle jeszcze chcę grać lepiej, pójść dalej. Jest tyle brzmień, które chciałbym osiągnąć. Gdy byłem młodszy, wydawało mi się, że wszedłem na sam szczyt. Teraz wiem, że nigdy nie osiągnę perfekcji, nie uda mi się dokładnie to, do czego dążę, więc tylko wciąż staram się postawić kolejny krok naprzód, być odrobinę lepszy" - mówił dwa lata temu w wywiadzie dla „The Guardian”.
B. B. King ma na koncie pokaźną dyskografię, 15 nagród Grammy i ponad 10 tys. występów na żywo. W 2003 roku prestiżowy magazyn "Rolling Stone" umieścił go w setce najlepszych gitarzystów wszech czasów.
