"Pani ze stołówki mnie lubi, bo nie okazuję jej pogardy". O czasach, gdy kelner i sprzątaczka to podludzie

"Pani ze stołówki mnie lubi, bo nie okazuję jej pogardy". O czasach, gdy kelner i sprzątaczka to podludzie
"Pani ze stołówki mnie lubi, bo nie okazuję jej pogardy". O czasach, gdy kelner i sprzątaczka to podludzie mertcan / Shutterstock.com
Usłyszałem wczoraj od przyjaciółki zdumiewającą, a jednocześnie doskonale opisującą dzisiejsze czasy historię. – Gdy schodzę do korporacyjnej stołówki to pani wydająca posiłki z daleka uśmiecha się na mój widok. To dlatego, że jestem jedyną osobą, która jest dla niej miła i uprzejma. Niemal każdy kto do niej przychodzi traktuje ją jak podczłowieka – powiedziała pracownica dużej firmy medialnej.


Człowieka można poznać po tym, jak traktuje osoby gorzej sytuowane od siebie. Mniej zamożne, mniej wpływowe, na niższych stanowiskach, z którymi znajomość się "nie opłaca". Ludzi, którzy nie załatwią lepszej pracy ani podwyżki. Szczególnie dobrze widać to w korporacjach, gdzie drabina stanowisk dzieli ludzi niczym kasty. Na szczycie – prezesi, menadżerowie, dyrektorzy. Na dnie – stażyści, sprzątaczki, sprzedawcy.


– Niestety, prawdą jest, że obecny system gospodarczy promuje nasze najgorsze cechy. Zaczynamy traktować siebie przedmiotowo i oceniać ludzi tylko pod kątem korzyści, jakie dana znajomość może nam przynieść. To prawdziwy raj dla psychopatów, którzy do perfekcji są w stanie opanować umiejętność wykorzystywania innych – potwierdzała w rozmowie z naTemat Izabela Kielczyk, psycholożka biznesu.


Znaj swoje miejsce
Pamiętam, jak do firmy w której pracowałem przyszła pani do sprzątania. Czyściła komputer po komputerze, biurko po biurku. Większość dziennikarzy odrywało się na te kilkadziesiąt sekund od swojej pracy, aby zrobić miejsce dla niej miejsce. Ale w newsroomie były też osoby, które nie przesunęły się ani o milimetr. Mało tego. Byli oburzeni, że jakaś sprzątaczka śmie przeszkadzać, gdy szanowny pan/pani redaktor pisze swój tekst. Takie zachowanie to oczywiście drobiazg, ale jak wiele mówiący o człowieku.


Rozmawiałem później z tą sprzątaczką. Powiedziała, że takie zachowanie to norma. Przyznała, że jest przyzwyczajona do tego, że ludzie nią pomiatają. – Im wyższe stanowisko zajmowała dana osoba, tym bardziej odczuwałam, kto tu jest panem, kto sługą – mówiła.

Dziesięć lat temu pracowałem w sieciowym sklepie z ubraniami. Jako szeregowy sprzedawca, bywałem traktowany przez klientów niczym niewolnik. W końcu do moich głównych obowiązków należało składanie ubrań, sprzedawanie i utrzymywanie porządku "na salonie". Zdarzało się, że klientka nazbierała całą górę ubrań, po czym pytała: mogę to panu oddać? Pytałem naiwnie, czy nie może po prostu ich odwiesić. Odpowiadała: Pan jest od tego. Rzuciła wszystko na ladę, i wyszła. Klient nasz pan.

"Teraz to podnieś"
– Na studiach pracowałam w knajpie – słyszę z kolei od znajomej dziennikarki. Traktowanie kelnerek jak podludzi było w jej pracy normą. Robili to nie tylko klienci, ale i menadżerowie lokalu. – Jedna z sytuacji szczególnie zapadła mi w pamięci. Kilku podchmielonych panów poprosiło mnie o rachunek. Kiedy podałam go klientom, jeden z nich złapał kwitek i ostentacyjnie rzucił na podłogę. – Teraz to podnieś – usłyszałam z ust szarmanta. Kiedy stanowczo odmówiłam rozpętała się awantura, a niezadowolony klient domagał się u menadżera, by ten mnie natychmiast zwolnił – wspomina.

To, jak traktujemy osoby na niskich stanowiskach wiele mówi o tym, co dzieje się w naszej firmie. Jeśli dzień w dzień jesteśmy gnębieni przez szefa, który swoje frustracje wylewa na podwładnych, my również staramy się znaleźć ofiarę, na którego moglibyśmy zrzucić.

Zdumiewająco często zapominamy również o tym, że osoba, która jest twarzą danej restauracji, stołówki, sklepu, właściwie za nic nie odpowiada. Wykonuje jedynie polecenia swoich szefów, choć obarczamy ją winą za wszystko.

Nie dalej jak wczoraj byłem świadkiem tego, jak klient nakrzyczał na kelnerkę, bo w restauracji nie było wybranej przez niego pozycji z menu. Nawet przez moment nie pomyślał o tym, że dziewczyna dostaje polecenia od swojego kierownika i wykonuje je za 7 zł za godzinę. Ważne było dla niego wyłącznie to, że dostanie udko, a nie wymarzoną nóżkę kurczaka.

Wiele takich zachowań wynika też z faktu, że nigdy nie pracowaliśmy na danym stanowisku. Dopiero wejście w buty kelnerki, sprzątaczki czy sprzedawcy pozwoli nabrać szacunku do jej pracy. I w przyszłości zmusi nas, by zastanowić się po trzykroć, gdy będziemy chcieli się obcesowo zachować wobec jakiegoś człowieka.

Współczesna pańszczyzna?
Podział społeczeństwa na klasy był charakterystyczny dla XIX wieku. Swojego chłopa można było wychłostać, zabić, znieważyć. Ze służbą także często obchodzono się obcesowo. Jednak ludzie wywodzący się z elity intelektualnej i społecznej nie pozwalali sobie na tego typu zachowania.

Dzisiejsze społeczeństwo lubi myśleć o sobie, jako o potomkach szlachty, która utraciła dobytek i liczne dworki. Prawdą jest jednak, że większość obywateli wywodzi się z chłopstwa. I to chłopstwo najdobitniej przejawia się w braku szacunku dla osób wykonujących inne, ich zdaniem mniej prestiżowe, zawody. Ten XIX-wieczny wieśniak siedzi gdzieś w środku i, poniżając innych, wciąż leczy swoje kompleksy.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...