
Urzędnicy, organizacje pozarządowe i aktywni obywatele siądą razem do stołu – wyjątkowo po tej samej stronie. Mają zastanowić się nad tym, ,, jak wybudzić uśpionych" czyli zaktywizować obywateli do większego zaangażowania w sprawy samorządów. „Wolałbym, żeby to całe społeczeństwo było praktykiem.” „Wymyśliłem nowy model ustroju – demokracja obywatelska” – to niektóre z życzeń wygłaszanych przez uczestników zeszłorocznego Forum Praktyków Partycypacji.
REKLAMA
Dr Marta Żerkowska- Balas ze Szkoły Głównej Psychologii Społecznej uważa, że każde wydarzenie promujące aktywność obywatelską ma dużą wartość. Z przygotowanego przez m.in. nią Demokratycznego Audytu Polski wynika, że ponad połowa ankietowanych nigdy nie brała udziału w jakichkolwiek działaniach obywatelskich. Niezwykle niski jest również poziom zaangażowania na rzecz społeczności lokalnej – 75 proc ankietowanychw ciągu ostatniego roku nie podjęło na tym polu żadnej aktywności.
Możesz, ale nie chcesz
Ostatnio coraz więcej się słyszy o budżecie partycypacyjnym, czyli współdecydowaniu mieszkańców o kształcie wydatków władz miasta na kolejny rok. Obywatel może mieć dzięki bezpośredni wpływ na to, co powstanie w przestrzeni publicznej. Zamiast jednak zadecydować, czy sfinansować park czy pomnik, woli narzekać na to, że płaci podatki,
ale nie wie, na co one idą.
Ostatnio coraz więcej się słyszy o budżecie partycypacyjnym, czyli współdecydowaniu mieszkańców o kształcie wydatków władz miasta na kolejny rok. Obywatel może mieć dzięki bezpośredni wpływ na to, co powstanie w przestrzeni publicznej. Zamiast jednak zadecydować, czy sfinansować park czy pomnik, woli narzekać na to, że płaci podatki,
ale nie wie, na co one idą.
Liczba wyświetleń reklamy nawołującej do udziału w kształtowaniu budżetu partycypacyjnego (362 – od 16 stycznia do dziś!) mówi sama za siebie.
Pierwsze konsultacje społeczne dotyczące budżetu obywatelskiego Sopotu na rok 2013 miały niską frekwencję mieszkańców. Tylko około 20 sopocian pytało radnych i prezydenta m.in. o realizacje ubiegłorocznych założeń i wskazywało problemy swoich dzielnic.
Zaledwie 2085 osób wzięło udział w głosowaniu w ramach tegorocznej, trzeciej edycji budżetu obywatelskiego Płocka, miasta liczącego ok. 130 tys. mieszkańców. Dlaczego tak się dzieje? Socjologowie uważają, że społeczeństwo polskie jest na początku drogi. Brakuje nam jeszcze świadomości tego, jak duży możemy mieć wpływ, głównie na sprawy lokalne.
Skąd ta bierność?
Dr Marta Żerkowska-Balas: – Wynika to z jednej strony ze słabego poziomu poinformowania obywateli przez władzę, która nie korzysta z możliwości konsultowania się z nimi, jeśli nie musi. Obywatele deklarują, że udział w życiu społecznym. Chcą podejmować ważne decyzje, ale jednocześnie nie wierzą, że mogą coś zmienić. Polacy, jeśli już się w coś angażują, to w działanie, które nie niesie ze sobą odpowiedzialności.
Dr Marta Żerkowska-Balas: – Wynika to z jednej strony ze słabego poziomu poinformowania obywateli przez władzę, która nie korzysta z możliwości konsultowania się z nimi, jeśli nie musi. Obywatele deklarują, że udział w życiu społecznym. Chcą podejmować ważne decyzje, ale jednocześnie nie wierzą, że mogą coś zmienić. Polacy, jeśli już się w coś angażują, to w działanie, które nie niesie ze sobą odpowiedzialności.
Łukasz Płocharczyk z Miejskiego Centrum Kultury w Bydgoszczy, zajmujący się lokalną aktywizacją, przestrzega przed zaganianiem obywateli do decydowania o sobie. Wg niego część obywateli ma prawo uważać, że skoro wybrali sobie przedstawicieli, to mogą zostać w domach.
Prawo do braku udziału w życiu publicznym jest jak widać na tyle nobilitujące, że społeczeństwo go nadużywa. „ Zagłosowałem, to mam prawo narzekać” – taki stereotyp dominuje w polskich domach. Pójście do lokalu wyborczego i wrzucenie karty do urny ma usprawiedliwiać wylewaną przez człowieka żółć na władzę. Zapomina się jednak o demokracji bezpośredniej, która daje duże możliwości.
Dużo lepszym usprawiedliwieniem dla narzekaczy byłoby więc zdanie: Mam prawo narzekać, jeżeli to nie mój projekt przejdzie podczas konsultacji społecznych do budżetu partycypacyjnego.
Metojkowie i niewolnicy na życzenie
W ostatnim czasie poziom społecznego niezadowolenia demonstrowanego w wyborach prezydenckich jest bardzo wysoki. Czy w związku z tym kolejnym etapem będzie zwiększona aktywność obywateli na posiedzeniach rad dzielnicy.
W ostatnim czasie poziom społecznego niezadowolenia demonstrowanego w wyborach prezydenckich jest bardzo wysoki. Czy w związku z tym kolejnym etapem będzie zwiększona aktywność obywateli na posiedzeniach rad dzielnicy.
W starożytnych Antenach około jedna trzecia mieszkańców (obywateli) miała prawo głosu. Reszta, czyli metojkowie i niewolnicy nie mieli tego przywileju. Nie wiemy, ile wynosiła ówczesna frekwencja, ale dzisiejsze 48,8 proc. w wyborach prezydenckich, 46,64 proc. w samorządowych, 48,92 proc. w parlamentarnych i 23,82 do europarlamentu sprawiają, że ponad połowa społeczeństwa sama robi z siebie metojków i niewolników.