
Co pan zrobi, żebym nie wyjechał do Anglii? – zapytał Bronisława Komorowskiego młody przechodzień. Prezydent odpowiedział, że ma pójść na studia. Osiem lat temu sam stałem przed wyborem: studia, albo praca w Norwegii. Po trzech miesiącach pracy w Oslo wróciłem do kraju.
REKLAMA
Tę datę trudno zapomnieć - 07.07.07. Właśnie wtedy z grupą przyjaciół zapakowaliśmy opla astrę I kombi i pojechaliśmy na podbój Norwegii. Miałem 21 lat i prostą, studencką pracę w sieciówce z ubraniami. Wrażenie, jakie zrobiła na mnie bogata Skandynawia trudno porównać do jakiegokolwiek późniejszego wyjazdu.
Trafiłem do raju
W Norwegii miałem zostać na dwa tygodnie. Szczęśliwie się złożyło, że sąsiadka moich przyjaciół mieszkających w Oslo zapytała, czy ktoś nie chciałby pomalować jej domu. To starsza osoba, której emerytura nie pozwalała na zlecenie pracy norweskiej firmie. Prawdopodobnie żaden Norweg nie zgodziłby się na stawkę, którą otrzymałem. Tymczasem dla mnie, 100 koron za godzinę było wygrana na loterii. W pięć dni zarobiłem tyle, co w Polsce przez trzy miesiące.
W Norwegii miałem zostać na dwa tygodnie. Szczęśliwie się złożyło, że sąsiadka moich przyjaciół mieszkających w Oslo zapytała, czy ktoś nie chciałby pomalować jej domu. To starsza osoba, której emerytura nie pozwalała na zlecenie pracy norweskiej firmie. Prawdopodobnie żaden Norweg nie zgodziłby się na stawkę, którą otrzymałem. Tymczasem dla mnie, 100 koron za godzinę było wygrana na loterii. W pięć dni zarobiłem tyle, co w Polsce przez trzy miesiące.
Tak łatwo i szybko zarobione pieniądze dały mi do myślenia. Po tygodniu spędzonym w Oslo zadzwoniłem do polskiej szefowej i poprosiłem o bezpłatny urlop. Powiedziałem, że marzę o motocyklu, a w Polsce nie mam szans by na niego zarobić. Zgodziła się. Zostałem w Norwegii na trzy miesiące. Malowałem domy, płoty, parapety, tapetowałem... Chwytałem się wszelkich prac, byle tylko zarobić. Zastanawiałem się, czy w ogóle jest sens wracać do kraju, gdzie zarabiałem nie 50 zł, a 6,5 zł za godzinę.
Ale Norwegia pokazała mi też swoje drugie oblicze, które początkowo przysłaniała mi obecna coraz liczniej w portfelu korona... O ile kilka rodzin zapłaciło mi zgodnie z umową, trafiłem również do firmy niejakiego Jorna. Ja i przyjaciel z którym pracowałem, wykonaliśmy dla niego kilka zleceń. Płacił, choć z opóźnieniem. Co jakiś czas dostawaliśmy jednak część pieniędzy, a resztę mieliśmy otrzymać po zakończeniu dużego zlecenia – odnowieniu bloku.
Części pieniędzy za pracę w Norwegii nigdy nie zobaczyłem. Okazało się, że skandynawska uczciwość, podobnie jak bogactwo – ma swoje granice. I choć i tak zarobiłem bardzo dużo, jak na moje ówczesne zarobki, pozostał pewien niesmak. Stwierdziłem wówczas, że to rodzaj wskazówki, która kazała mi wrócić do Polski na rozpoczęte studia. W kolejnych latach wracałem do pracy w Norwegii, ale była to już tylko studencka praca wakacyjna.
Niektórzy zostali
Część moich znajomych zdecydowała się jednak zostać w Norwegii na stałe. Jeden z kolegów zajmuje się dziś w Oslo dokładnie to samym, czym w Polsce – remontami. Jest świetnym fachowcem, który po prostu zmienił miejsce zamieszkania i wybrał wyższe stawki za swoją pracę. Ale wśród moich znajomych jest również kilka osób, które wybrały wysokie zarobki kosztem swoich dotychczasowych marzeń.
Część moich znajomych zdecydowała się jednak zostać w Norwegii na stałe. Jeden z kolegów zajmuje się dziś w Oslo dokładnie to samym, czym w Polsce – remontami. Jest świetnym fachowcem, który po prostu zmienił miejsce zamieszkania i wybrał wyższe stawki za swoją pracę. Ale wśród moich znajomych jest również kilka osób, które wybrały wysokie zarobki kosztem swoich dotychczasowych marzeń.
Przyjaciółka, z którą w 2007 roku wyjechałem do Norwegii również nie wróciła do Polski. Zamieszkała w Oslo, a niedawno urodziła dziecko. Pamiętam jednak, że marzyła o innym życiu. Będąc jeszcze w Polsce ukończyła Akademię Sztuk Pięknych z wyróżnieniem. Nie widziała jednak możliwości godnego życia w Polsce i bała się, że nie utrzyma się ze sztuki. Dziś jest na urlopie macierzyńskim, ale przez kilka lat pracowała w firmie remontowo – budowlanej.
Wiem, że moja przyjaciółka jest szczęśliwa. Ma zagwarantowane bezpieczeństwo i nie martwi się, skąd wziąć na spłatę kredytu. Tyle tylko, że nigdy się nie dowie co by było, gdyby została w Polsce. Być może również byłaby szczęśliwa i mogłaby się utrzymać robiąc to, co kocha.
W czasie gdy wyjeżdżała, młodzi Polacy mieli naprawdę ograniczone perspektywy. Zarobki były koszmarnie niskie i nikt nie wiedział, czy i kiedy coś zmieni się na lepsze. Mimo to, nie wszyscy wyjechaliśmy. Więcej – mimo trudności udało nam się coś osiągnąć. Też kupujemy mieszkania na kredyt, też jeździmy na wakacje po całym świecie i jakoś żyjemy. Owszem, poza kolegami informatykami, nikt z nas nie zarabia tyle, co emigranci w Norwegii czy Wielkiej Brytanii. Ale mamy coś, z czego wielu emigrantów zrezygnowało – możliwość szerokiego rozwoju we własnym kraju.
Nie czułem się szczęśliwy malując domy. Myślałem o tym, że chciałbym robić coś kompletnie innego, związanymi z moimi studiami i zainteresowaniami. W czasie wakacyjnej pracy dało się wyczuć, że Norwegowie traktują nas z wyższością. Pewnie z podobną, z jaką Polakom zdarza się postrzegać tańszych pracowników ze Wschodu. Czułem, że nie jestem u siebie i jeśli zostanę, będę miał tylko jedno – pieniądze.
Emigracja to szansa?
Kilka dni temu Anna Komorowska wypowiedziała słowa, które nie wszystkim się spodobały, bo emigracja jest uznawana za jeden z głównych problemów naszego kraju. Trudno jednak nie zgodzić się z faktem, że emigracja może być szansą.
Kilka dni temu Anna Komorowska wypowiedziała słowa, które nie wszystkim się spodobały, bo emigracja jest uznawana za jeden z głównych problemów naszego kraju. Trudno jednak nie zgodzić się z faktem, że emigracja może być szansą.
Gdy wyjazd jest aktem desperacji, to jest to problem. Pytanie, jak się człowiek tam urządzi. Świat dziś jest tak bliski, że nie traktowałabym tego jako dramat. Jest to jakaś szansa. Czytaj więcej
Emigracja bez wątpienia była dobrze wykorzystaną szansą dla mojego kolegi budowlańca, który zaczął zarabiać kilka razy więcej. Ale kim by dziś była moja przyjaciółka artystka? Czy zarabiałaby na malowaniu obrazów, a nie ścian? A może znalazłaby pracę w galerii, lub agencji reklamowej? Może założyłaby własną? Tego już nigdy się nie dowiemy.
Jeśli spojrzymy na emigrację nie przez pryzmat problemu społecznego, tylko wyboru pojedynczego człowieka, może ona być tak szansą, jak zagrożeniem. Większość osób, które znałem, a które są dziś za granicą, wciąż wykonuje proste prace. Tylko niektórym udało się wskoczyć po zawody z wyższej półki, zarezerwowane zazwyczaj dla Anglików, Norwegów, Belgów. Najczęściej zajmowali je ci, którzy już na starcie znali język i zaczynali od innych branż niż budowlanka lub sprzątanie. Nie oszukujmy się – za granicą jest o wiele trudniej dostać się na wyższe stanowiska. Udaje się to osobom, które prawdopodobnie równie dobrze poradziłyby sobie w Polsce.
Nigdy się nie dowiesz, co straciłeś
Ceną za emigrację, którą płaci każdy, niezależnie od wykonywanego zajęcia, jest rezygnacja z częstych kontaktów z rodziną, z bliskimi, z przyjaciółmi. Ceną bywa też rezygnacja z planów, które mieliśmy będąc w liceum lub już na studiach. Na obszarze krajów Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju Polska jest w czołówce państw – dostawców emigrantów z wykształceniem wyższym zawodowym i uniwersyteckim. I to właśnie potencjał tych osób jest największą zagadką polskiej emigracji, bo zamiast wykorzystywać w Polsce lata edukacji, wykonują dobrze płatne prace, ale poniżej możliwości.
Ceną za emigrację, którą płaci każdy, niezależnie od wykonywanego zajęcia, jest rezygnacja z częstych kontaktów z rodziną, z bliskimi, z przyjaciółmi. Ceną bywa też rezygnacja z planów, które mieliśmy będąc w liceum lub już na studiach. Na obszarze krajów Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju Polska jest w czołówce państw – dostawców emigrantów z wykształceniem wyższym zawodowym i uniwersyteckim. I to właśnie potencjał tych osób jest największą zagadką polskiej emigracji, bo zamiast wykorzystywać w Polsce lata edukacji, wykonują dobrze płatne prace, ale poniżej możliwości.
Anna Komorowska miała rację twierdząc, że emigracja to szansa. Ale jest to również pułapka, która może odebrać nam wielką szansę. Na karierę, czasem na sławę, ale również na pieniądze i to zarobione we własnym kraju.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
