
Jeden z warszawskich klubów postanowił sprowadzić na imprezę techno krowę. "Matylda" zrobiła furorę – uczestnicy wydarzenia chętnie pozowali ze zwierzęciem. Klub ma teraz na pieńku z warszawiakami, którzy już zapowiadają bojkot. Krowa na imprezie to jednak pikuś – ekstrawaganckie przyjęcia szokują nie od dzisiaj.
REKLAMA
Łaciata atrakcja – zachwyceni klubowicze
Krowa pojawiła się na imprezie urodzinowej warszawskiego klubu DeLite. Imprezowicze na rauszu byli zachwyceni i chętnie pozowali z krową Matyldą. Zwierzę imprezowało mimo woli – hałaśliwa muzyka i pijani uczestnicy wydarzenia bawili się doskonale, czego o samej krowie chyba powiedzieć nie można.
Krowa pojawiła się na imprezie urodzinowej warszawskiego klubu DeLite. Imprezowicze na rauszu byli zachwyceni i chętnie pozowali z krową Matyldą. Zwierzę imprezowało mimo woli – hałaśliwa muzyka i pijani uczestnicy wydarzenia bawili się doskonale, czego o samej krowie chyba powiedzieć nie można.
Zachwytu nie podzielają też internauci, którzy nie zostawiają na klubie suchej nitki. W sieci aż kipi od oburzenia, a kąśliwe komentarze pod adresem DeLite biją rekordy wyświetleń. Najbardziej oburzeni postanowili nawet założyć fanpage na Facebooku "Gardzę Klubem Delite"
Do ataku ruszyły też organizacje broniące praw zwierząt. Fundacja Viva zajmująca się ochroną zwierząt bada sprawę pod kątem zgodności z prawem. Szybko też się okazało, że to nie pierwsza nietypowa próba wypromowania imprezy przez warszawski klub.
Parę lat wcześniej imprezowicze mieli okazję pogłaskać i zrobić sobie zdjęcie ze świnką. Zwierzę, według relacji zachwyconej uczestniczki, "stało na selekcji" i nazywało się "Bilet".
Sam klub odpiera zarzuty o znęcanie się nad zwierzętami, ale pracownicy przyznają, że akcja nie była do końca przemyślana. Przepraszają też wszystkich zbulwersowanych. W oficjalnym oświadczeniu klubu czytamy, że "Matylda przebywała na patio klubu i nie była narażona na hałas, a specjalnie dla niej przygotowano zagrodę z wodą i pokarmem". Pozostawała też pod opieką i miała okazję do przechadzek po...terenach zielonych przy klubie.
Eventy bywają różne
Nie tylko internauci są zniesmaczeni – akcję klubu potępiają także koledzy po fachu, którzy na co dzień mierzą się z wymagającym klientem. Branża eventowa przeżywa istny renesans, ale dziwne życzenia klientów należą raczej do rzadkości – twierdzą eksperci, w tym Gabriela Kacperska, event manager z Makata Creative Group.
Nie tylko internauci są zniesmaczeni – akcję klubu potępiają także koledzy po fachu, którzy na co dzień mierzą się z wymagającym klientem. Branża eventowa przeżywa istny renesans, ale dziwne życzenia klientów należą raczej do rzadkości – twierdzą eksperci, w tym Gabriela Kacperska, event manager z Makata Creative Group.
– Nigdy nie spotkałam się z przypadkiem, żeby klient chciał mieć żywe zwierze na evencie. Nie podoba mi się to, co zrobili organizatorzy imprezy i myślę, że podobnego zdania jest całe środowisko zajmujące się tego typu wydarzeniami.
Jak przyznaje, zdarza się nietypowe zamówienie, ale wówczas należy reagować, a nie przytakiwać roszczeniowemu klientowi bujającemu z głową w chmurach. – Nie można godzić się na wszystko, czego żąda klient organizujący event. Jesteśmy po to, żeby wytłumaczyć, że np. sprowadzenie krowy jest czymś niewłaściwym. Na szczęście takie pomysły nie przychodzą często do głowy, a nawet jeśli - to, jak powiedziałam, naszym zadaniem jest wytłumaczyć, że to niestosowne.
Dobra zabawa musi być trochę ekstrawagancka?
Przypadek warszawskiego klubu słusznie budzi kontrowersje, ale ekstrawagancja na przyjęciach nie jest niczym nowym. Od wieków gospodarze dwoili się i troili, żeby zaimponować gościom.
Przypadek warszawskiego klubu słusznie budzi kontrowersje, ale ekstrawagancja na przyjęciach nie jest niczym nowym. Od wieków gospodarze dwoili się i troili, żeby zaimponować gościom.
Dawniej jeden z przejawów wyjątkowej oryginalności stanowiło przygotowanie wykwintnych potraw. Stanisław August Poniatowski podczas gościny u jednego ze szlachciców raczył się np. pieczonymi jeżami, ogonami bobrowymi w kawiorze, łosiowymi chrapami oraz łapami niedźwiedzia w soku wiśniowym.
Sprowadzanie nietypowych gości, którzy mieli dodatkowo uświetnić wydarzenie, też od zawsze było w dobrym tonie. Taniec, muzyka, alkohol – to standard. Ale już pojawienie się karła na przyjęciu na wielu robiło wrażenie. Jan Stanisław Bystroń w „Dziejach obyczajów w dawnej Polsce. Wiek XVI-XVIII” opisuje, że „kazano im w czasie wielkich obiadów kryć się w koszach z kwiatami lub w pasztetach czy tortach i następnie zadziwić gości nagłym ukazaniem się”.
Zresztą, do dzisiaj wynajęcie karła na imprezę nie należy wcale do rzadkich praktyk, a agencja zajmująca się sprzedawaniem takich usług jest również w Polsce. – Występy karłów urozmaicą każdą mniejszą czy większą imprezę firmową urodzinową czy wieczór kawalerski. Bądźcie przygotowani na duże emocje i dużą porcję dobrej zabawy z naszymi karłami – zachwalają na stronie właściciele agencji.
Na szczęście daleko nam do szaleństwa Salvadora Dali, który bawił się nie tylko w towarzystwie ludzi, ale także swojej menażerii – lwa czy mrówkojada.
Dobrze pojmowana ekstrawagancja może sprawić, że impreza będzie wyjątkowa, ale robienie tego na siłę - jak w przypadku warszawskiego klubu, może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Zamiast ekstrawagancji, mamy po prostu bezmyślny przykład znęcania się nad łaciatym zwierzakiem.
Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl
