Fot. Golf&Roll – Marek Darnikowski.

Golf nie jest nudną grą dla zamożnych emerytów – ten mit, konsekwentnie obalają zwolennicy sportu. Do grona zagorzałych sympatyków zdobywania kolejnych dołków dołącza coraz więcej polskich sportowców, którzy wcześniej byli kojarzeni z dynamicznymi dyscyplinami dla prawdziwych twardzieli. Mateusz Kusznierewicz, żeglarski mistrz olimpijski nie wyobraża sobie życia bez golfa, podobnie jak Tomasz Iwan, były piłkarz, który zestaw kijów golfowych zawsze wozi w bagażniku samochodu. – Nigdy nie wiadomo, kiedy nadarzy się okazja, żeby pójść na pole golfowe. A kiedy taka sposobność się pojawia, w sekundę jestem gotowy. To uzależniające.

REKLAMA
Golf jest ekscytujący
Tomasz Iwan trenuje golfa od trzech lat. To jego druga, po piłce nożnej, wielka sportowa pasja. To widać już na pierwszy rzut oka – kiedy otwierają się drzwi jego gabinetu w siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej, w oczy rzucają się liczne futbolowe trofea, ale coraz większą przestrzeń zaczynają zajmować gadżety i akcesoria typowe dla gracza golfa. Pod oknem leży kij golfowy, na ścianie wisi duże zdjęcie piłkarza z pola golfowego, a na szerokim biurku stoi zestaw do minigolfa. – To taka namiastka, ale dzięki temu mogę w każdej chwili mogę poćwiczyć uderzenia – tłumaczy.
Piłkarz przyznaje, że większość ludzi, którzy nigdy nie mieli do czynienia z golfem, uważa ten sport za nudny i pozbawiony emocji. – Golf potrafi być szalenie dynamiczny. To kilkugodzinny intensywny wysiłek, podczas którego spala się więcej kalorii niż podczas meczu piłkarskiego.
Podczas standardowej rundy golfa, gracze pokonują dystans ok. 10 km. Do tego często noszą ciężką torbę z kijami, nie wspominając o tym, że żeby zdobyć ostatni dołek, przedtem trzeba się porządnie namachać próbując zrobić taki zamach, żeby piłeczka spadła jak najbliżej celu.
Mateusz Kusznierewicz, mistrz żeglarstwa, na polu golfowym czuje się prawie tak dobrze, jak na wodzie. Sportowiec uważa, że podczas gry w golfa można poczuć skok adrenaliny. – Nie jest to oczywiście taki rodzaj adrenaliny, jaki często występuje w innych dyscyplinach sportu, tj. biegu, czy slalomie na nartach. Na polu golfowym ta adrenalina jest rozłożona na cztery godziny gry. Podczas jednej gry golfista uderza kilkadziesiąt razy. Za każdym razem to uderzenie jest inne i daje inny efekt. Nie ma dwóch takich samych sytuacji podczas gry i właśnie to jest źródłem emocji – tłumaczy.
logo
Mateusz Kusznierewicz stara się przekonać innych, że golf to emocjonująca gra. Fot. Marek Damikowski
Monotonna gra? Nic z tych rzeczy
Golfiści wyglądają elegancko, a na polu obowiązuje etykieta. Koszulka z kołnierzykiem polo, czapeczki, kamizelki, idą w parze z nienagannymi manierami graczy. Myli się jednak ten, kto myśli, że miłośnicy golfa są nudni.
– Nie dziwię się, że taki jest wizerunek i golfistów i sportu, który uprawiają. W golfie rzeczywiście nie ma miejsca na bezpośrednią konfrontację zawodników, na polu nie leje się krew, nikt nie ciągnie się za koszulkę. Kiedy normalny człowiek obserwuje sobie taką grę, myśli: ale nudy, łażą sobie po tym polu i od czasu do czasu machną kijkiem – opowiada Kusznierewicz.
Jak przyznaje, po każdej grze na polu golfowym, bolą go brzuch i policzki. – Od śmiechu oczywiście. Nie jest też prawdą, że na polu panuje sztywna atmosfera. Z golfistami bywa często bardzo wesoło. Golf jest przecież grą towarzyską, a kiedy zdarzy się tak, że na polu jest np. Krzysztof Materna albo Marcin i Michał Wójcik z kabaretu Ani Mru Mru, to może się nawet okazać , że nigdzie nie ma tyle śmiechu, co właśnie na polu golfowym.
Gracze golfa są zgodni, co do tego, że kiedy tylko poczujemy satysfakcję z pierwszego uderzenia, musimy mieć się na baczności – to może oznaczać, że właśnie zaraziliśmy się miłością do golfa. Bezpowrotnie. – Jestem tego najlepszym przykładem. Mogę godzinami oglądać relacje golfowe w telewizji, myślę o golfie zaraz po przebudzeniu, wożę ze sobą kije golfowe przez cały rok w bagażniku, nawet w zimę. Mogę chyba otwarcie powiedzieć, że jestem uzależniony – mówi Iwan.
logo
Tomasz Iwan zapałał pasją do golfa. Fot. Golf&Roll – Marek Darnikowski
Uzależnienie piłkarza jest jednak niczym w porównaniu z historiami innych golfistów, których gra wciągnęła tak bardzo, że ich życie wywróciło się do góry nogami. – Słyszałem wiele opowieści o ludziach, którzy tak bardzo pokochali ten sport, że zaczęły im się sypać rodziny, padać biznesy. Żona Mariusza Czerkawskiego, znakomitego hokeisty twierdzi, że golfiści to rodzaj sekty. Coś w tym chyba jest.
Golf jest dla wszystkich
Nie ma drugiego takiego sportu, w którym wiek byłby tak nieistotny. Idąc na pole golfowe możemy zobaczyć pełen przekrój – nastolatka i emeryta po siedemdziesiątce. Grają kobiety jak i mężczyźni. Zwolennicy golfa walczą także z łatką golfa jako sportu przeznaczonego dla zamożnej części społeczeństwa. Wręcz przeciwnie – to bardzo demokratyczna i egalitarna struktura, przekonują. – W Polsce mamy sporo golfistów i, co ciekawe, grają w niego normalni ludzie. To nie jest sport dla elit i bogaczy, a liczba grających z roku na rok, może nie lawinowo, ale rośnie – twierdzi mistrz żeglarstwa.
logo
Fot. Golf&Roll – Marek Darnikowski
Jednym z największych zmartwień początkujących są wydatki związane z golfem. Składka członkowska w klubie golfowym, zakup torby z kijami golfowymi, odpowiedni ubiór. Tomasz Iwan twierdzi, że wbrew pozorom, nie potrzebujemy wcale fortuny. – Karta członkowska, którą wykupuje się raz na rok, potrafi kosztować już od kilkuset złotych wzwyż. Korzyści z jej posiadania są wymierne – dzięki niej możemy wchodzić na pole golfowe, kiedy tylko chcemy. Na początek nie trzeba też wydawać dużych pieniędzy na sprzęt. Możemy dostać dobre kije w rozsądnej cenie. Sprzęt dla początkującego gracza można kupić już za ok. 600 zł.
Mateusz Kusznierewicz i Tomasz Iwan grają nie tylko dla własnej przyjemności. Sportowcy są ambasadorami turniejów golfowych i przekonują Polaków, że golf to wdzięczna dyscyplina. – Cieszę się, kiedy mogę kogoś przekonać do gry w golfa. Coraz więcej moich kolegów po fachu, po obowiązkowych treningach idzie się odprężyć na polu golfowym. Powiem nieskromnie, że mam w tym swój drobny udział. Dlatego zgodziłem się zostać ambasadorem Deutsche Bank Polish Masters – cyklu turniejów w Polsce. Tegoroczna edycja będzie wyjątkowa – po raz pierwszy zmagania golfistów będzie można zobaczyć na żywo w telewizji, a nagrodą dla zwycięzców będzie udział w prestiżowych rozgrywkach golfowych w Portugalii.
Turniej Deutsche Bank Polish Masters wpisuje się w rozpoczęty 10 lat temu projekt banku promujący golfa w Polsce. W ubiegłych latach w ramach wydarzenia na polskich polach golfowych (we Wrocławiu i Sobieniach Królewskich) odbyły się międzynarodowe finałowe rozgrywki, w których wzięli udział najwybitniejsi zawodnicy ligi europejskiej Pro Golf Tour. Tegoroczna edycja to cykl najważniejszych w Polsce amatorskich rozgrywek z wielkim finałem w Rajszewie.
Wśród sympatyków golfa widnieje wiele nazwisk znanych w świecie sportu. Mariusz Czerkawski, Wojciech Szczęsny, Kamil Stoch, ostatnio również Robert Lewandowski połknęli już bakcyla. Ta lista najprawdopodobniej zacznie się rozrastać, nie tylko o znanych zawodników, bo golf przeżywa prawdziwy renesans, a ta moda daje o sobie coraz bardziej znać nad Wisłą. Michael Phelbs, utytułowany amerykański pływak zapytany o to, co będzie robił na sportowej emeryturze, odpowiedział krótko: "będę grał w golfa". Pewnie nie on jeden.