
W Grenlandii broń można kupić w pobliskim sklepie przy okazji zakupów spożywczych. Cały kraj ma ok. 57 tysięcy mieszkańców, czyli tyle, co Pruszków. Od wtorku to jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie legalne są małżeństwa jednopłciowe. Tyle że mieszkańcy chętnie zamieniliby to prawo na niepodległość.
REKLAMA
Raj dla homoseksualistów?
Parlament składający się z 31 osób jednogłośnie przegłosował ustawę, która zezwala na małżeństwa par homoseksualnych i dał im prawo do adopcji dzieci. Jak na razie, zgodnie z przepisami z lat 60., tylko jeden z opiekunów będzie mógł jej dokonać, ale i to ma się zmienić. Dla mieszkańców wyspy nie jest to jednak nic nadzwyczajnego. Grenlandia dostosowała się po prostu do Danii, w której geje mogą się pobierać od 2012 roku. Zresztą od prawie dwudziestu lat homoseksualiści mogą żyć tu w związkach partnerskich, a od 2008 roku chronieni są prawnie przed dyskryminacją.
Parlament składający się z 31 osób jednogłośnie przegłosował ustawę, która zezwala na małżeństwa par homoseksualnych i dał im prawo do adopcji dzieci. Jak na razie, zgodnie z przepisami z lat 60., tylko jeden z opiekunów będzie mógł jej dokonać, ale i to ma się zmienić. Dla mieszkańców wyspy nie jest to jednak nic nadzwyczajnego. Grenlandia dostosowała się po prostu do Danii, w której geje mogą się pobierać od 2012 roku. Zresztą od prawie dwudziestu lat homoseksualiści mogą żyć tu w związkach partnerskich, a od 2008 roku chronieni są prawnie przed dyskryminacją.
Miejsce idealne dla łowców przygód
Jak wygląda życie w miejscu, które jest tak mało znane na scenie międzynarodowej, a jego prawo jest bardziej tolerancyjne niż większości państw europejskich?
Jak wygląda życie w miejscu, które jest tak mało znane na scenie międzynarodowej, a jego prawo jest bardziej tolerancyjne niż większości państw europejskich?
Adam Jarniewski, założyciel firmy poznajgrenlandie.pl mieszka w drugim co do wielkości mieście Grenlandii – pięciotysięcznym Sisimiut od 2006 roku. Korzysta ze znajomości polskich i grenlandzkich realiów i tworzy ofertę dla polskich turystów i myśliwych. Oprócz tego pracuje w szkole średniej, uczy języka angielskiego. Twierdzi, że coraz więcej Polaków przylatuje na Grenlandię mimo tego, że loty są drogie (bilety na lipiec do stolicy to cena 12 tys. zł).
– Latem turystyka opiera się na wędrówkach po górach, łowieniu ryb, szukaniu wielorybów. Turystów, także tych z Polski przyciąga to, że są tu miejsca odizolowane od świata. Bez zasięgu komórkowego. Zimą można wziąć udział w psich zaprzęgach albo w polowaniu. Polowania są tu czymś oczywistym i nikt nie chce ich zakazać. Broń jest bardzo łatwo dostępna. Każda pełnoletnia osoba może ją kupić w sklepie razem z chlebem. Nikt tutaj nie trzyma jej w sejfie, jest to bardzo powszechna rzecz. Dzieci biorą udział w polowaniach, to naturalne. Nie trzeba też mieć żadnych pozwoleń, a opłaty są tylko symboliczne. Co się upoluje można od razu zabrać do domu i schować do lodówki. Poluje się tu głównie dla pożywienia – mówi Adam Jarniewski.
Problemy wyspy
Grenlandia nie jest krajem, który musiał zaciekle walczyć o prawa homoseksualistów. Na zdjęciach z Parady Równości widać zwykłych ludzi i rodziny z dziećmi. Być może dlatego, że mieszkańcy od wieków uczyli się tolerancji, bo przybywało tu wielu imigrantów z Europy. Rdzenni mieszkańcy nie są nazywani już Eskimosami, bo uznano to określenie za obraźliwe. Oznacza ono ludzi, którzy jedzą surowe mięso. Należy nazywać ich Inuitami – czyli ludźmi.
– Legalizacja małżeństw jednopłciowych nie jest tu dużym wydarzeniem. Już od 1996 roku mogli wchodzić w związki partnerskie. Nie jest to powód do świętowania, nie mówi się o tym jak o przełomie. Na Grenlandii są inne kwestie, które poruszają opinię publiczną. Do lat 50. Grenlandia była kolonią Danii. Teraz wyspa jest autonomią, ale jest zależna od tego skandynawskiego kraju. Królestwo płaci subsydia i nie wiadomo, kto tu z kogo ciągnie pieniądze. Jest konflikt. Nie chce mi się wierzyć, że Dania robi to bezinteresownie. Na Grenlandii są złoża ropy i minerały. Czuć tu postkolonialny klimat - wyjaśnia Adam Jarniewski.
Grenlandia nie jest krajem, który musiał zaciekle walczyć o prawa homoseksualistów. Na zdjęciach z Parady Równości widać zwykłych ludzi i rodziny z dziećmi. Być może dlatego, że mieszkańcy od wieków uczyli się tolerancji, bo przybywało tu wielu imigrantów z Europy. Rdzenni mieszkańcy nie są nazywani już Eskimosami, bo uznano to określenie za obraźliwe. Oznacza ono ludzi, którzy jedzą surowe mięso. Należy nazywać ich Inuitami – czyli ludźmi.
– Legalizacja małżeństw jednopłciowych nie jest tu dużym wydarzeniem. Już od 1996 roku mogli wchodzić w związki partnerskie. Nie jest to powód do świętowania, nie mówi się o tym jak o przełomie. Na Grenlandii są inne kwestie, które poruszają opinię publiczną. Do lat 50. Grenlandia była kolonią Danii. Teraz wyspa jest autonomią, ale jest zależna od tego skandynawskiego kraju. Królestwo płaci subsydia i nie wiadomo, kto tu z kogo ciągnie pieniądze. Jest konflikt. Nie chce mi się wierzyć, że Dania robi to bezinteresownie. Na Grenlandii są złoża ropy i minerały. Czuć tu postkolonialny klimat - wyjaśnia Adam Jarniewski.
Marzenia nie do spełnienia?
O czym mogą rozmawiać mieszkańcy w wolnym czasie? Co ich martwi i co według nich jest istotną kwestią? Polacy mają to już za sobą – Grenlandczycy chętnie oddaliby zgodę na małżeństwa jednopłciowe w zamian za niepodległość.
– Kwestią, która ważną dla mieszkańców Grenlandii jest uzyskanie niepodległości. Ten temat pojawia się często podczas wyborów, politycy zastanawiają się, czy jest to możliwe z ekonomicznego punktu widzenia. Oczywiście wtedy trzeba by było zrezygnować z duńskich subsydiów. Pojawia się kwestia minerałów, czy mogą być źródłem utrzymania – wyjaśnia Jarniewski.
O czym mogą rozmawiać mieszkańcy w wolnym czasie? Co ich martwi i co według nich jest istotną kwestią? Polacy mają to już za sobą – Grenlandczycy chętnie oddaliby zgodę na małżeństwa jednopłciowe w zamian za niepodległość.
– Kwestią, która ważną dla mieszkańców Grenlandii jest uzyskanie niepodległości. Ten temat pojawia się często podczas wyborów, politycy zastanawiają się, czy jest to możliwe z ekonomicznego punktu widzenia. Oczywiście wtedy trzeba by było zrezygnować z duńskich subsydiów. Pojawia się kwestia minerałów, czy mogą być źródłem utrzymania – wyjaśnia Jarniewski.
Jednocześnie między rdzennymi mieszkańcami wyspy a przybyszami nie ma konfliktów. Żyją w zgodzie. To Dania jest ich problemem. – Inuici nie są odizolowani, dobrze żyją z mieszkańcami, którzy przyjechali na wyspę z Danii, czy z innych krajów. Jest tu niewiele miast i nie są one gęsto zaludnione, a są jeszcze osady, do których nie ma poprowadzonej sieci dróg. W takich miejscach mieszka zwykle około 100 osób, są rybakami i myśliwymi. Ale żyją normalnie, mają tam sklepy, nie mieszkają w igloo – dodaje Jarniewski.
Mały showbiznes
Oczywiście, tak jak wszędzie na świecie, mieszkańcy korzystają z mediów. Około 90 proc. obywateli ma dostęp do internetu. Ale w tak małej społeczności trudno być anonimowym, a wiedzą o tym znani i lubiani.
Oczywiście, tak jak wszędzie na świecie, mieszkańcy korzystają z mediów. Około 90 proc. obywateli ma dostęp do internetu. Ale w tak małej społeczności trudno być anonimowym, a wiedzą o tym znani i lubiani.
- Media i życie społeczne jest takie, jak wszędzie. Mamy tu celebrytów, ale nie są tacy niedostępni, jak na przykład w Polsce. Przez to, że na Grenlandii mieszka raptem 50 tysięcy mieszkańców, wszyscy się znają. Więc znani politycy, muzycy, itp. są znajomymi, członkami rodziny lub znajomymi znajomych. Są również skandale. Ostatnio wyszło, że premier rządu pobierała pieniądze z kasy państwowej i kupowała sobie za nie prywatne rzeczy, jeździła na wycieczki.
Grenlandia dopiero zwraca na siebie uwagę turystów. Warunki atmosferyczne, mimo klimatu polarnego, nie są najgorsze. W lato, na południowo zachodnim wybrzeżu temperatura może dojść nawet do 20 stopni. Lód jest na północnym wschodzie. A to jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie. Do tego, jak widać, bardzo rozwinięte kulturowo. A kobiety zajmują wysokie stanowiska państwowe i kościelne.
Mimo że dla Grenlandii legalizacja małżeństw jednopłciowych nie jest niczym nadzwyczajnym, świat zwrócił oczy w ich stronę. W polskich mediach pojawiły się głosy, że jesteśmy sto lat za wyspą. Tymczasem nie ma w tym nic dziwnego. Mimo dużej zależności mieszkańców od przyrody ten kraj nie różni się od państw europejskich. Możliwe, że swój udział ma w tym wieloletnia zależność od Danii i skandynawscy przybysze. Ale mieszkańcy północnej wyspy z pewnością byliby szczęśliwsi, gdyby zamiast państwem autonomicznym stali się państwem niepodległym.
Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl
