Urzędnicy podpowiadają, jak złamać przepisy. "Prawo, to w wielu aspektach szczyty absurdu"
Urzędnicy podpowiadają, jak złamać przepisy. "Prawo, to w wielu aspektach szczyty absurdu" Shutterstock.com

Nie ma w Polsce osoby, która choć raz nie poczułaby się jak Józef K z "Procesu" Kafki. Odbijanie się od drzwi do drzwi i załatwianie prostych spraw przez wiele tygodni to chleb powszedni zwykłego obywatela. Ale jak się okazuje, coraz częściej zdarza się, że urzędnicy zachowują się jak ludzie, bo nikt nie wie tak dobrze jak oni, że procedury bywają całkowicie bezsensowne. Zdarzają się i tacy, którzy sami podpowiadają, jak obejść przepis, aby załatwić sprawę "po ludzku".

REKLAMA
– To jedna z tych grup zawodowych, które 40 godzin tygodniowo spędzają otoczeni bzdurnymi przepisami, prawami i procedurami – mówi mi anonimowy urzędnik. I nikt lepiej od nich nie wie, jak poradzić sobie z procedurami nie do przejścia.

Przypadek pierwszy

Kilka tygodni temu pani Anna z Gdańska wybierała się na urlop. Pracuje pięćdziesiąt godzin w tygodniu, w wolnym czasie trenuje pływanie i nie narzeka na nadmiar wolnego czasu. Organizacja wyjazdu? Oczywiście, na ostatnią chwilę.
Przypomniało jej się, że nie ma ważnego dokumentu, który będzie jej niezbędny w podróży. Dowiedziała się, że procedura załatwienia go zajmuje od trzech godzin do trzech dni. Na tydzień przed wyjazdem poszła do urzędu. Okazało się, że ma różne adresy w posiadanych dokumentach i "nie ma zgodności". Efekt? Trzeba wyrobić nowe prawo jazdy. Czas? Minimum dwa tygodnie.
Urzędniczka: Kiedy dokładnie pani wyjeżdża?
Pani Anna: Za tydzień...
Urzędniczka: O Boże... No nie zdąży pani!
logo
Fot. Daniel Staniszewski / Agencja Gazeta
Pani Annie ugięły się nogi. Pomyślała: Jak zwykle, dlaczego wcześniej tego nie załatwiłam... Już wstawała z krzesła myśląc, że z powodu tego drobiazgu planowany od miesięcy wyjazd nie dojdzie do skutku. A wtedy pani z okienka powiedziała:
Urzędniczka: Nie wiem dlaczego to dla pani robię... Proszę zabrać te dokumenty i wypełnić wniosek jeszcze raz. W rubryce adres zamieszkania proszę wpisać stary adres, aby była zgodność. Jakim dokumentem pani się dziś legitymuje?
Pani Anna: Mam tylko dowód osobisty.
Urzędniczka: A paszport nie ma Pani? Proszę go przynieść za trzy dni – przy odbiorze. Tam nie ma adresu, a w dokumentach napiszę, że dziś pani zapomniała dowodu tożsamości. Proszę nikomu o tym nie wspominać, bo wyrzucą mnie z pracy. Chyba ma pani jakąś misję do wykonania na tym wyjeździe, że opatrzność nad panią czuwa. Do widzenia.

Przypadek drugi

Michał z Warszawy założył działalność w 2005 roku. To czasy, gdy nie było jeszcze "jednego okienka". Zarejestrował się w urzędzie dzielnicy, ale nie dotarł do GUS-u i Urzędu Skarbowego. Nagle zmieniły mu się plany, koncepcja legła w gruzach, a zakładanie firmy odłożył na później – tak mu się przynajmniej wydawało.
W 2011 dostał list od nowo powstałej Centralnej Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej (CEIDG). Okazało się, że od pięciu lat figuruje na liście przedsiębiorców. Michał poszedł do urzędu i wyjaśnił, jaka jest sytuacja oraz że chciałby założyć działalność – tym razem skutecznie. Powiedział wprost, że boi się, że prędzej czy później zgłosi się do niego jakaś instytucja, która będzie oczekiwała zapłaty zaległych składek i podatków. A urzędnik na to:
– Panie Michale. Zrobimy tak, że otworzył pan tę działalność gospodarczą w 2005 roku i jednocześnie ją zamknął, tego samego dnia. Zmienię to w systemie, a teraz otwieramy nową działalność gospodarczą i pomagam panu załatwić resztę spraw w Urzędzie Skarbowym – powiedział urzędnik.
logo
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Michał

Jeszcze kilka lat temu zadzwoniłby do skarbówki i do GUS-u, że jest taki jeden koleś którego sprawę trzeba wyprostować. Że ktoś powinien podjąć decyzję, co teraz zrobić z jego zaległymi składkami itd. Ten człowiek maksymalnie poszedł mi na rękę, tak czysto po ludzku.

Okiem urzędnika
Dlaczego tak nie jest zawsze? Bo urzędnik nigdy nie wie, czy po drugiej stronie okienka nie siedzi właśnie kontroler. Załatwienie sprawy "po ludzku", czyli niejednokrotnie z nagięciem przepisów, może oznaczać koniec kariery. Ale jest jeszcze jedna ważna sprawa, która może pomóc lub utrudnić załatwienie sprawy. To, w jaki sposób sami zachowujemy się będąc w urzędzie.
– Często mam sytuację, gdy przychodzi do mojego biura osoba i od samego wejścia nastawiona jest negatywnie. Ma do mnie pretensje o wszystko, włącznie z przepisami, na które nie mam najmniejszego wpływu. Jest opryskliwa czy wręcz chamska i takiemu komuś nie ma się chęci pomóc "kombinować", a co dopiero choć trochę nadstawić karku – mówi proszący o anonimowość pracownik wydziału Obrony Cywilnej.
Mój rozmówca mówi wprost: Polskie prawo, to w wielu aspektach szczyty absurdu. Z jego obserwacji wynika, że urzędnicy doskonale zdają sobie z tego sprawę, ale niewiele w tej kwestii mogą zrobić. – Każdy człowiek ma swój lepszy i gorszy dzień. Zdecydowanie łatwiej trafić na wyrozumiałego młodego urzędnika, niż starego. Myślę tu o ludziach, którzy do urzędów trafili przed przemianami ustrojowymi, czy może jeszcze przed wejściem do UE albo w tych okolicach i zdążyli nasiąknąć konkretnym podejściem – słyszę od urzędnika.
Jaki jest zatem przepis na szybkie załatwienie sprawy w urzędzie? Tak z jednej, jak i z drugiej strony – zachowanie zdrowego rozsądku i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Człowiek po drugiej stronie okienka jest też człowiekiem i miejmy nadzieję, będzie chciał załatwić naszą sprawę tak bardzo, jak my. Ale pamiętajmy, że wiele zależy także od naszego nastawienia, a zamiast krzyku więcej będziemy w stanie załatwić miłym słowem.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl