
Wiemy już, kto będzie prezydentem przez najbliższe pięć lat, więc teraz uwagę wszystkich skupia to, kto zostanie premierem. Wiele wskazuje na to, że wskaże go PiS. Ale nie jest już tak pewne, że będzie to Jarosław Kaczyński.
REKLAMA
"Kandydatem na premiera i premierem jesienią będzie Jarosław Kaczyński" – powiedziała dzień po wyborach Beata Szydło, szefowa sztabu Andrzeja Dudy i wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości. Prezes mało eksponowany w kampanii prezydenckiej ma być filarem kampanii parlamentarnej, jej twarzą i głównym rozgrywającym. Bo czy ktoś wyobraża sobie Prawo i Sprawiedliwość bez prezesa?
Istnieje PiS poza prezesem
Wybory prezydenckie pokazały, że tak. Takich ludzi jest jakieś 8,5 mln. Okazało się, że PiS może istnieć, a nawet wygrywać bez prezesa. A także, że w PiS są ludzie, którzy mogą udźwignąć potężną kampanię, stworzyć emocję społeczną i zbudować rozpoznawalność, pozwalającą nawet na pokonanie silnego przeciwnika, jakim niewątpliwie był na początku kampanii Bronisław Komorowski.
Wybory prezydenckie pokazały, że tak. Takich ludzi jest jakieś 8,5 mln. Okazało się, że PiS może istnieć, a nawet wygrywać bez prezesa. A także, że w PiS są ludzie, którzy mogą udźwignąć potężną kampanię, stworzyć emocję społeczną i zbudować rozpoznawalność, pozwalającą nawet na pokonanie silnego przeciwnika, jakim niewątpliwie był na początku kampanii Bronisław Komorowski.
Przy Andrzeju Dudzie na silną (i rozpoznawalną) postać wyrosła Beata Szydło, szefowa kampanii prezydenckiej. Nie tylko sprawnie zarządzała stroną organizacyjną, lecz także dobrze radziła sobie w mediach, co dotychczas nie było jej mocną stroną. Poza tym Szydło ma atut nie do przecenienia, dzięki któremu przegania wszystkich potencjalnych konkurentów. To zaufanie prezesa.
Zaufana prezesa
To może być także jeden z powodów, dla których Szydło nie zostanie szefową Kancelarii Prezydenta. Według naszych informacji to stanowisko ma zająć Jacek Sasin, wiceszef kancelarii Lecha Kaczyńskiego w ostatnim okresie jego prezydentury. Szydło ma się zająć powtórzeniem sukcesu z majowych wyborów prezydenckich. Dlatego coraz częściej pojawiają się spekulacje, że Kaczyński odsunie się na drugi plan.
To może być także jeden z powodów, dla których Szydło nie zostanie szefową Kancelarii Prezydenta. Według naszych informacji to stanowisko ma zająć Jacek Sasin, wiceszef kancelarii Lecha Kaczyńskiego w ostatnim okresie jego prezydentury. Szydło ma się zająć powtórzeniem sukcesu z majowych wyborów prezydenckich. Dlatego coraz częściej pojawiają się spekulacje, że Kaczyński odsunie się na drugi plan.
Wydaje mi się, że prezes PiS nie ma już ochoty na codzienne detaliczne zarządzanie państwem, z czym łączy się funkcja premiera. Bardziej chyba odpowiadałoby mu stworzenie centralnego ośrodka dyspozycji politycznej z siedzibą przy Nowogrodzkiej. Kaczyński zajmowałby się tym, co lubi najbardziej - strategią. Plus, co również uwielbia, personaliami.
Źródło: "Newsweek Polska"
Żmudna harówka
Za taką koncepcją przemawia wiek prezesa. Kaczyński za nieco ponad dwa tygodnie skończy 66 lat. Zakładając, że byłby premierem pełną kadencję skończyłby po 70. To sporo, choć oczywiście do Konrada Adenauera daleko (przestał być kanclerzem w wieku 87 lat). Jednak tamte standardy nijak mają się do dzisiejszych, bo tempo życia wzrosło, jak i intensywność rządzenia.
Za taką koncepcją przemawia wiek prezesa. Kaczyński za nieco ponad dwa tygodnie skończy 66 lat. Zakładając, że byłby premierem pełną kadencję skończyłby po 70. To sporo, choć oczywiście do Konrada Adenauera daleko (przestał być kanclerzem w wieku 87 lat). Jednak tamte standardy nijak mają się do dzisiejszych, bo tempo życia wzrosło, jak i intensywność rządzenia.
A jak wielokrotnie mówili byli premierzy to funkcja, która polega na nieustannym podejmowaniu decyzji. Czasem drobnych, zupełnie nieistotnych z punktu widzenia państwa. Szef rządu podpisuje też tysiące dokumentów. To mało produktywne, a czasochłonne i męczące zajęcie. Dlatego Kaczyński może chcieć zrzucić to na kogoś, by mieć czas i wolną głowę na snucie wielkich planów.
Premier i prezes
Jednak premier to nie tylko podejmowanie drobnych decyzji, lecz także podejmowanie szybkich decyzji. To z kolei argument przeciw oddawaniu teki premiera. Konieczność telefonicznego konsultowania się z Kaczyńskim znacząco utrudniałaby pracę szefowi rządu i obniżała efektywność rządzenia. Tym bardziej, że Kaczyński nie ma zbyt dobrych wspomnień z Kazimierzem Marcinkiewiczem.
Jednak premier to nie tylko podejmowanie drobnych decyzji, lecz także podejmowanie szybkich decyzji. To z kolei argument przeciw oddawaniu teki premiera. Konieczność telefonicznego konsultowania się z Kaczyńskim znacząco utrudniałaby pracę szefowi rządu i obniżała efektywność rządzenia. Tym bardziej, że Kaczyński nie ma zbyt dobrych wspomnień z Kazimierzem Marcinkiewiczem.
Tym bardziej, że dzisiaj decyzja o oddaniu komuś premierostwa byłaby tożsama z oddaniem partii. A to wywołałoby spory, bo choć z zewnątrz PiS wygląda jak monolit, to pod powierzchnią odbywa się normalna walka frakcyjna. Dzisiaj jej najsilniejszą figurą jest szef Komitetu Wykonawczego PiS Joachim Brudziński, ale nic jeszcze nie jest przesądzone.
Duda przed Kaczyńskim
Rozstrzygającym czynnikiem będzie kalkulacja wyborcza. Pewne jest, że jeśli prezes uzna, że to on stoi na przeszkodzie do jesiennego zwycięstwa PiS, usunie się w cień i zaryzykuje ponowne sterowanie z tylnego fotela, jak w 2005 r. Tym bardziej, że kampania prezydencka pokazała, że wyborcy wcale nie potrzebują Jarosława Kaczyńskiego na pierwszej linii. Tym najbardziej gorliwym wystarczy z kolei, jeśli prezes będzie jeździł po kraju i spotykał się ze strukturami.
Rozstrzygającym czynnikiem będzie kalkulacja wyborcza. Pewne jest, że jeśli prezes uzna, że to on stoi na przeszkodzie do jesiennego zwycięstwa PiS, usunie się w cień i zaryzykuje ponowne sterowanie z tylnego fotela, jak w 2005 r. Tym bardziej, że kampania prezydencka pokazała, że wyborcy wcale nie potrzebują Jarosława Kaczyńskiego na pierwszej linii. Tym najbardziej gorliwym wystarczy z kolei, jeśli prezes będzie jeździł po kraju i spotykał się ze strukturami.
Tym bardziej, że tuż po wygranej Andrzeja Dudy prezes zaczął dawać sygnały, że pozycja prezydenta powinna być silniejsza. Zaproponował, by przyszły premier złożył prezydentowi dymisję bez wpisanej daty. To oznaczałoby, że głowa państwa mogłaby odwołać szefa rządu w każdej chwili, nie czekając na jego wniosek. Oczywiście to tylko symbol, ale po raz kolejny wyborcy widzą, że Kaczyński nie chce być żelaznym kanclerzem, którym próbował zostać kiedy pierwszy raz PiS było u władzy.
Prezes już nie straszy
Jednak dzisiaj Platforma Obywatelska jest w tak dużych opałach, a PiS na takiej fali wznoszącej, że prezes może uznać, że straszenie latami 2005-07 nie będzie skuteczne, a więc nie trzeba sztucznie łagodzić wizerunku. Sam prezes wydaje się być też ostrożniejszy, nauczony wpadkami z poprzednich kampanii, które kosztowały jego partię wiele głosów. Ani w kampanii do Parlamentu Europejskiego, ani w kampanii prezydenckiej nie popełnił żadnej.
Jednak dzisiaj Platforma Obywatelska jest w tak dużych opałach, a PiS na takiej fali wznoszącej, że prezes może uznać, że straszenie latami 2005-07 nie będzie skuteczne, a więc nie trzeba sztucznie łagodzić wizerunku. Sam prezes wydaje się być też ostrożniejszy, nauczony wpadkami z poprzednich kampanii, które kosztowały jego partię wiele głosów. Ani w kampanii do Parlamentu Europejskiego, ani w kampanii prezydenckiej nie popełnił żadnej.
Na razie politycy PiS zostawiają sobie możliwość wyboru i podjęcia każdej decyzji. Rzecznik partii Marcin Mastalerek choć przekonywał, że premierem będzie Jarosław Kaczyński zastrzegał, że to tylko jego opinia. Konkrety i nazwiska mają paść na planowanej na lipiec konwencji programowej partii.
Choć żaden autor nie lubi pozostawiać tekstu bez zamknięcia, bez jasnej prognozy, tym razem trudno o taką. Bo sytuacja jest dynamiczna, to fenomen w ciągu ostatnich lat, kiedy wydawało się, że polska polityka jest zabetonowana i zdominowana przez Tuska i Kaczyńskiego. Pierwszego już nie ma, wkrótce może się okazać, że z pierwszej linii zniknął też ten drugi.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl

